Byli sowieckim narzędziem dywersyjnym służącym do rozszerzania wpływów w świecie arabskim (Jordania, Liban) i destabilizowania sytuacji społecznej w krajach zachodnich. Nie przypadkiem arafatowcy i ich kolesie z pokrewnych „frontów wyzwolenia” odbywali często szkolenia wojskowe w socbloku.
W zsowietyzowanej części Europy arabskie zbiry otaczane były kultem niczym gieroje starożytności, podobnie jak najgorsi rzeźnicy latynowscy, azjatyccy lub afrykańscy. Narzucany na chama przez komuchow kult wobec bandziorów wyraża się np. w PL do dziś popularną nazwą arabskiej chusty - „arafatka”...
Z tych właśnie marksistowskich nurtów arabskich - wyrastał stopniowo oszalały, samobójczy terror islamski/dżihadowski - będący plagą naszych czasów; autentyczną chorobą cywilizacyjną. Arafat, jeśli faktycznie ktoś go kropnął - z pewnością nie był kimś, nad kim można by teraz ronić łezki.
Nie sądzę, żeby zrobili to Izraelczycy, bo w 2004 nie był już dla nich groźny, a mogli rąbnąć go wielokrotnie dużo wcześniej. W ostatnich latach życia był cały przeżarty choróbskami - możliwe, że chodzilo o spuściznę po nim w obozie palestyńskim; możliwe, że putinowcy woleli go sprzątnąć, żeby nie sypał.
ROSJANIE NIESPÓJNIE O POLONIE...
BTW, Rosjanie jakoś dziwnie plączą się...w zaznaniach dotyczących powodów śmierci zasłużonego noblisty pokojowego Jasera Arafata... Najpierw Władimir Uiba, szef rosyjskiej Federacyjnej Agencji Medyczno-Biologicznej (FMBA) - po zbadaniu szczątkow Arafata – ogłosił w połowie października, że nie było śladów żadnego polonu. Poinformował o tym agencję Interfax, ale krótko potem jego macierzysta agencja FMBA odżegnała się od komunikatu szefa: Uiba niczego takiego nie powiedział.


Komentarze
Pokaż komentarze (27)