Z dwa miesiące temu wspomniałem mimochodem („W stylu New Age”), że Izrael przestał opieprzać się z Putinem i wspomaga Gruzinów - pod względem zbrojeniowym – w miarę swych skromnych możliwości... Chodziło wówczas o jakieś bezzałogowe samolociki wywiadowcze, acz teraz chodzą uporczywe słuchy, że wojenne gry na Kaukazie mogą mieć zakres nieco szerszy.
Wiadomo skądinąd, że Gruzja woli, aby przechodzące przez jej terytororium rurociagi naftowe i gazowe znad Morza Kaspijskiego – prowadziły do Turcji, a nie do Rosji. To właśnie stanowi główny powód nieporozumień, choć oczywiście Rosji nie podobają się też intymne tęsknoty Tbilisi do NATO. Dlatego Moskwa popiera separatystów z Osetii Południowej i Abchazji.
Wg przecieków z Tbilisi – przebywa tam od dłuższego czasu z tysiąc izraelskich „instruktorów i ochroniarzy”, którzy - w chwilach wolnych od pracy - szkolą Gruzinów w obsłudze supernowoczesnych czołgów, broni rakietowych, myśliwców bombardujacych etc. Nie przypadkiem zapewne parę dni temu Izrael niespodziewanie obiecał przerwać dostawy broni do Gruzji.
Rzecz jasna, nie miało to nic wspólnego z obecnym atakiem Gruzji na Cchinwali, bo Izrael nie mógł mieć o tych planach pojęcia zielonego. Z całą też pewnością krecia robota Izraelczyków w Gruzji nie pozostaje w żadnym związku geopsychologicznym z faktem, że oligarchia Putina torpeduje plany zaostrzenia sankcji wobec Iranu i chce mu sprzedać systemiki antyrakietowe S-300.




Komentarze
Pokaż komentarze (27)