Mityczny Prometeusz (odrastająca nonstop wątroba wyżerana przez sępa) przykuty był ponoć do skał w górach Kaukazu. Jak widać, świat naprawdę jest mały i pokrętny. W opowiadaniu Tołstoja Hadżi Murat na bankiecie przed uroczystym wejściem cara ktoś mówi: “Kaukaz i Polska to dwie plagi Rosji” (…).
Ale okej; widać już chyba, że w wojnie rozpętanej na Kaukazie obie strony odsłoniły swoje miękkie podbrzusza. Rosja - dyplomatyczne, Gruzja - wojskowe. Moskwa w życiu nie wytłumaczy się światu ze swej agresji; Tbilisi, wbrew życzliwym radom np. z Izraela, porwało się z motyką na słońce (narodów).
Nie jest zaskoczeniem postawa Amerykanów, którzy rozjechali się na olimpiadę i wakacje, a poza tym zawsze dają się zaskoczyć. Pamiętam, jak iracki Saddam Husajn przymierzał się do skoku na Kuwejt latem-90, zaś ambasada USA w Bagdadzie nie mogła się do nikogo dodzwonić w Waszyngtonie.
Tym razem wszyscy sobie przypomnieli, że w Waszyngtonie dy żurować powinien gdzieś jeszcze wiceprezydent “Dick” Cheney, który ledwo się odnalazł… W tej sytuacji głównym emisariuszem wolnego świata na Kaukazie może okazać się Nicolas Sarkozy lub nawet Javier Solana (przyrównywany do Chamberlaina).
Nieoczekiwanie wojna kaukaska może też jednak wybudzić świat z uśpienia; podobnie jak latem 06 wybudzili się Izraelczycy podczas wojny z bandyckim Hezbollahem.




Komentarze
Pokaż komentarze (41)