Ludzie świadomi zagrożeń XXI wieku powinni traktować rzeczywistość wyprzedzająco. Dlatego czuję pilną potrzebę znalezienia nowego okreś lenia, łączącego w sobie: lewaków i islamistów. Dla ułatwienia: chwilowo odpuszczam nazioli, żeby trójczłonowe określenie nie kojarzyło się zbytnio z jakimś np. “zwierzoczłekoupiorem” z innych rerestrów jaźni.
Pozostańmy zatem przy aspekcie dwuczłonowym. Utwierdziłem się w przekonaniu, że sprawa jest pilna w związku z weekendowym rejsem 44 lewackich zwolenników islamskiego Hamasu - z Cypru do Strefy Gazy. Grupa ta dwoma odmalowanymi krypami wyprawiła się “w nieznane”, deklarując, że chce przełamać izraelską blokadę morską Strefy Gazy.
Blokada etc. wprowadzona została w czerwcu 2007 r. po tym, jak Hamas przechwycił władzę w Gazie, torturując i m.in. zrzucając spektakularnie z dachów wieżowców swoich przeciwników z Fatahu. Bańdziory z Hamasu - podobnie jak libańskie “hezballony” - to przybudówka Teheranu, chcącego rozszerzyć tzw. rewolucję islamską na cały świat arabski.
Początkowo Izrael przystopował 44 proislamskich, lewackich “obrońcow praw człowieka”, zakłócając im z lekka łączność radiową i urządzenia nawigacyjne, ale zaczęli wyć w telefon satelitarny, że dostają choroby morskiej i fale ich przytapiają…Ostatecznie zostali przepuszczeni do Gazy, gdzie machają arafatkami i ściskają się ze zbirami na molo.
Poza tym odgrażają się, że będą organizować dalsze zadymy tego typu, ku mojej radości, bo Morze Śródziemne będzie dużo bardziej sfalowane i przyjazne dla turystów. Póki co, w oczekiwaniu na te wyprawy zamorskie - i traktujac rzecz wyprzedzająco - wymyśliłem dwa określenia na skromny początek: lewohamy i hamolewy. Brzmi dziwacznie, ale samo zjawisko też.




Komentarze
Pokaż komentarze (32)