Pojawiły się pogłoski, że Izrael chce porwać Ahmadineżada i podrzucić do Hagi, aby mityczny trybunał mógł wreszcie zapracować na chleb z miejscowym masełkiem. Autorem niecnych plotek jest jowialny izraelski minister ds. rencistów, Rafi Ejtan, który w 1960 r., jako agent Mossadu, porwał uśpionego Eichmanna w skrzynce - z Buenos Aires do Izraela.
Przepytywany przez “Der Spiegel”, Ejtan poinformował, że chcieli też wtedy porwać w skrzynce dr. Mengele, którego wytropili w Argentynie, ale bali się spłoszyć tego pierwszego śmierdziela. Mengele uniknął więc rozsypania prochów nad M. Śródziemnym (śladem Eichmanna), ale wg Ejtana drobne porwanko może się też przydarzyć Ahmadineżadowi.
Teheran zareagował już na to skargą do ONZ, bredząc coś jak zwykle o izraelskim “terroryźmie państwowym”. Rzecz jasna, kiedy Ahmadineżad raz po raz grozi Izraelowi zniszczeniem przy pomocy “A” - nie ma to nic wspólnego z jakimkolwiek terroryzmem, lecz jest wyłącznie elementem ogólnie przyjętej retoryki salonowej w najlepszym użytkowym wydaniu.
Izraelczycy zaostrzają wojnę psychologiczną z mułłami, zaś cienka aluzja Rafi Ejtana nie była żadnym przypadkiem (patrz: histeryczna reakcja Iranu). Jak znam życie - była to też kolejna subtelna sonda izraelska pod adresem wolnego świata, który naprawdę miałby sporawy problem, gdyby skrzynka z Ahmadineżadem nagle zdesantowała w Hadze.




Komentarze
Pokaż komentarze (14)