Nadkomisarz z angielskiej policji przebrał się ostatnio za bin-Ladena, co spotkało się z radosnym przyjęciem, bo jak raz przypadała 7. rocznica śmierci 3000 Amerykanów - zabitych przez al-Kaidę. W dodatku supertajniak był przedtem w Afganistanie, gdzie szkolił tamtejszą policję - jak widać brytyjski humorek długo jeszcze będzie święcił swe triumfy.
Przy okazji wszyscy przypomnieli sobie, że wciąż jeszcze nie udało się utłuc bin-Ladena ani jego ujmującego zastępcy, dr. Ajmana al-Zwahiri. Przypuszczalnie obaj kiblują gdzieś w jaskiniach Kandaharu, czy innego Waziristanu - skąd kablują tylko raz po raz kasety audio ze swoimi bzdetami, nagłaśniane przez panarabską al-Dżazirę.
W związku z rocznicą ataków na USA - przysłuchiwałem się ostatnio debatom nad “dżihadem światowym” (czyt. terroryzmem światowym) - w śródziemnomorskiej miejscowości Herzlija pod słonecznym Tel Awiwem. Generał US. Army, świeżo przybyły z Kabulu, wyznał półgłosem, że Amerykanie wcale nie przerwali poszukiwań obu brodatych pysiów.
Wysiłki te, pomimo wyznaczonej nagrody 50 mln USD, wciąż nie przynoszą skutku, bo żaden plemienny jaskiniowiec nie daje się przekupić… Inaczej było w Iraku, gdzie Amerykanom udało się za kaskę namierzyć i utłuc brodacza nr 3 - Abu-Musawiego al-Zarkawi. Tak więc w dobie satelitów i nanotechnologii bez kasy nie razbieriosz, choć i to nie wszędzie.
Wg ekspertów amerykańskich i izraelskich nie ma obecnie żadnej “światowej centrali terroryzmu”- planującej zamachy na wiekszą skalę. Bin-La den i jego wice są już tylko wirtualnym źródłem natchnienia (brawo al-Dżazira!) – natomiast mniejsze zamachy w jakimś Iraku, Maghrebie, czy ostatnio w Indiach (…) - są inicjatywami w pełni oddolnymi.
Wcale bym się nie zdziwił, gdyby się okazało, że Boeinga-737 Aeroflotu rozwalili przedwczoraj nad Uralem przypadkowi brodacze.




Komentarze
Pokaż komentarze (16)