Bezszmerowo, bez fanfarów i reklamy wyrasta nowa orientalna…linia frontu między Izraelem i Arabami. Tłumy jordańskich lewaków (?) demonstrowały w tych dniach na hurtowym targowisku w Ammanie przeciwko importowi z pobliskiego Izraela egzotycznych owoców: mango, ananasa i kiwi. Przedmiotem protestów były też koktailowe pomidorki i marchewa.
Haszymidzcy zadymiarze - wspierani przez związek branżowy lekarzy i inżynierów - spalili kilka niezdarnie wysprejowanych flag z Gwiazdą Dawida i kartony i pudła od wrażych produktów. “Nie należy kupować nicze go, co pochodzi z arabskiej ziemi zrabowanej przez syjonistycznych osa dników - oznajmił Badi al-Rafijah z wymienionego związku branżowego.
Linia konfrontacji ze syjonistami zaostrzyła się też od strony Libanu, który chce pozwać Izrael - bodaj przed Międzynar. Trybunał w Hadze - “za bezprawny eksport narodowych specjałów kuchni libańskiej”. Tym razem chodziłoby głównie o sprzedawaną czasem przez Izraelczyków do USA i Europy ciecierzycę (humus) i falafla w plastikowych pojemniczkach.
Przew. związku libańskich przemysłowców, Fadi Abud, powiedział sieci panarabskiej al-Arabija, że istnieje w tej sprawie precedens greckiej fety. Ten krojony w kostkę…kozio-owczy serek z kontynentalnej części Grecji i prowincji Lesbos - uznany został przez Komisję Europejską za starożytne dziedzictwo Hellady (wbrew wrednym zakusom Francji, Danii i NRF).
W ten sposób stało się jasne, o co wybuchnie III wojna światowa.




Komentarze
Pokaż komentarze (19)