Słowami jeszcze innymi: gdybyśmy chcieli deficyt jednak zachować, to można by w istotny sposób - a nie, jak to się dzieje obecnie, kosmetyczny - obniżyć w Polsce podatki. I tzw. strona wydatków, o którą najbardziej troszczą się będący obecnie u władzy wierzący socjaliści, nawet by nie drgnęła.
Przyznam, że na tak mocny uniosceptyczny argument samemu pewnie nie udałoby mi się nigdy wpaść, ale cóż - pani profesor ma tu nade mną znaczną przewagę, bo od kilkunastu miesięcy siedzi nad budżetem niemal bez przerwy i zna go pewnie na pamięć.
Jednak z takiej sytuacji można wyciągnąć dość nieprzyjemny dla uniofanatyków wniosek. Otóż Polsce umknęła ogromna szansa awansu cywilizacyjnego, do którego mogłaby dojść poprzez radykalne obniżenie obciążeń fiskalnych. Niestety zideologizowanie naszych władców spowodowało, że szansa ta umknęła. I zamiast rozwoju i poszerzenia sfery wolności, mamy agresywny fiskalizm, drożyznę - i to już nie tylko na rynku mieszkaniowym - początki inflacji oraz masową emigrację za chlebem.
Z perspektywy oficjalnej, politycznej poprawności pytanie o to, czy wejście Polski do Unii było krokiem modernizacyjnym, czy antymodernizacyjnym, wydaje się absurdalne. Jednak coraz bardziej mi się wydaje, że historycy w przyszłości zgodzą się raczej z tą drugą oceną.
Tomasz Sommer
http://www.nczas.com/node/82




Komentarze
Pokaż komentarze (14)