Wiele wskazuje na to, że opinia publiczna w Polsce jest spolaryzowana w sprawie Traktatu Reformującego czyli nowej wersji Eurokonstytucji. Ilu Polaków jest przeciw Eurokonstytucji? Nie wiemy. Nie tylko my mamy ten problem. Np. rząd holenderski ponoć zamówił po cichu badania poparcia społecznego dla Traktatu, ale nie opublikował wyników, żeby nie wzmacniać zwolenników suwerenności. Ciekawe, czy w Polsce takie badanie było robione. W każdym razie żadna sondażownia nie przyznaje się do tego. Najważniejsze ugrupowania polityczne nie reprezentują jednak tej części Polaków, którzy odrzucają traktat, który najpóźniej za 10 lat odbiera Polsce przymioty państwa suwerennego.
Najważniejsze ugrupowania deklarują też przywiązanie do trwałego sojuszu z Ameryką. Tymczasem poparcie dla Eurokonstytucji jest nie do pogodzenia ze strategicznym sojuszem transatlantyckim, chociaż obecna administracja waszyngtońska wydaje się tego nie zauważać. Być może w złudnym przekonaniu o niezachwianej potędze supermocarstwa. A być może w przekonaniu, że nowa elita zjednoczonej Europy będzie sympatyzowała z neokonserwatywnym ośrodkiem politycznym. Antyamerykańscy liderzy Europy natomiast liczą na osłabienie pozycji USA w wyniku przewidywanej depresji gospodarczej i ucieczki od dolara. Na pozornie proamerykańskich przywódców w Europie nie powinni liczyć ani rządzący teraz neokonserwatyści, ani generalnie – Amerykanie. Siłą rywali Ameryki jest potężna sieć kontaktów i interesów, która odradza się niezmiernie łatwo.
Już w grudniu 2006 roku analityczka Fundacji Heritage Brytyjka Sally McNamara nazwała projekt Eurokonstytucji „fundamentalnym zagrożeniem dla interesów amerykańskich”. Świadomi spraw europejskich Amerykanie obawiają się efektów nowej Konstytucji. Boją się siły ministra spraw zagranicznych (tzw. Wysokiego Przedstawiciela) Unii posiadającej osobowość prawną i „mówiącej jednym głosem”. Rzecz jasna Polska, Czechy czy Wielka Brytania w nowym ustroju nie będą już odrębnymi partnerami dla Ameryki. Co gorsza, Sarkozy i Merkel nie będą wiecznie rządzić głównymi państwami Unii, a ich następcy mogą skierować Europę przeciw Ameryce. Pozbawiona polityki zagranicznej Polska nie zdoła się temu sprzeciwić.
Powołanie europejskiego superpaństwa pozwoli też uniezależnić Europę od USA w kwestiach obronnych. Niechęć antyamerykańskich elit do NATO wynika z faktu, że logistyczny szkielet sojuszu jest pod kontrolą Ameryki. Bruksela już przygotowuje się do instytucjonalnego wyodrębnienia z NATO. Wprawdzie w 2005 roku nie udało się przepchnąć poprzedniej wersji konstytucji a wraz z nią nowej Europejskiej Agencji Obrony, ale i tak Agencja powstała bez żadnych podstaw prawnych. Ministrowie obrony w roku 2004 powołali tę instytucje o mętnych celach powołując się na... projekt Eurokonstytucji. Umieszczenie Agencji w Traktacie Reformującym ma być podstawą do wyposażenia jej w konkretną władzę.
Ameryka jest w toku poważnych przemian politycznych (wewnątrz starych struktur partyjnych) i gospodarczych (w związku z zadłużeniem i obecnym kryzysem). Bacznie obserwując te zmiany Polscy politycy nie powinni podejmować nieodwracalnych decyzji, które mogą położyć kres rozwijającemu się transatlantyckiemu strategicznemu sojuszowi Polski i kilku innych państw europejskich.
Marcin Masny




Komentarze
Pokaż komentarze (4)