Zazwyczaj w życiu liczy się to by być pięknym, zawsze młodym „duchem”, inteligentnym i bogatym. Pani Joanna Mucha – minister sportu prawdopodobnie ma kilka powyższych cech, jednakże po ostatnich konferencjach prasowych i jej „ruchach kadrowych” raczej inteligencją nie grzeszy.
Zatrudnienie na wicedyrektora Centralnego Ośrodka Sportu menadżera fryzjerskiego, jak twierdzi Pani Minister, jest nazbyt nonszalanckie i świadczy o tym, że Pani Mucha ma wielką niewiedzę dotyczącą przepisów i polityki kadrowej w urzędach państwowych.
Na ostatnich konferencjach prasowych Pani Minister Mucha przyznaje się, że nie ma doświadczenia w „działce sportowej”, ale się uczy. No cóż takiej Pani Minister, pięknej
i młodej, wolno się uczyć w trakcie sprawowania urzędu i nikomu to nie przeszkadza, jednakże w ten sposób Pani Mucha dokonuje autodyskwalifikacji na sprawowanym urzędzie.
Pani Joanna Mucha często stwierdza, że jeśli jakakolwiek impreza sportowa nie odbędzie się we wskazanym czasie na niedawno otwartym, ale niefunkcjonującym Stadionie Narodowym w Warszawie, to dokona biegu wokół stadionu. No cóż może jedna „przebieżka” wokół Stadionu Narodowego przy siarczystym mrozie pozwoliłaby Pani Minister na uzyskanie sportowego ducha fair play i wzmożony wysiłek fizyczny zahartowałby umysł i ciało, co pozwoliłoby Pani Minister na bardziej „godne” sprawowanie funkcji i nie wypowiadanie banialuk i bohomazów.
Jak mówi przysłowie „ryba psuje się od głowy„.Brak właściwego i fachowego kierowania Ministerstwem Sportu może być bardzo negatywne i wręcz destrukcyjne w skutki dla polskiego sportu. Działalność Pani Joanny Muchy jako Minister Sportu jak dotychczas nie napawa otuchą, lecz tylko skłania do zastanowienia się, czy Pani Mucha nie pełni funkcji likwidatora Ministerstwa Sportu.
Podsumowując można tylko wspomnieć funkcjonującą w PRL zasadę dobierania członków partii, rządu określaną zasadą BMW tj. bierny, mierny, ale wierny.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)