lader lader
444
BLOG

Ja solidaruch.Na proźbę Igora Janke.

lader lader Polityka Obserwuj notkę 5

 

Ja solidaruch. Na proźbę Igora Janke. Wydanie drugie.
                                                                                                                          
Do mojej dziewczyny.

Jeśli chcesz poznać  prawdziwą przyczynę naszego rozstania, a starczy Ci cierpliwości, aby przeczytać to co napisałem na ten temat to polecam. Ten opis składa się z dwóch części. W pierwszej części opisuję mój stan emocjonalny w jakim się wtedy znajdowałem, a w drugiej jego wpływ na naszą znajomość i prawdziwą przyczynę naszego rozstania. I choć po latach nawet dla mnie ta przyczyna wydaje się być jakimś urojeniem, to jednak wtedy była nią POLITYKA przynajmniej jeśli chodzi o mnie.
 
Moje spotkanie z polityką miało miejsce w 1980 roku, a moja świadomość polityczna jak to się fachowo mówi była żadna. Pracowałem wtedy w hucie  w dziale utrzymania ruchu jako ślusarz- hydraulik. Praca i płaca w pełni mnie zadowalała. Mieszkałem w hotelu robotniczym, stołowałem się w stołówce zakładowej. Żadnych trosk, problemów. Jedynym moim problemem było to, co będę robił po pracy.
J to wtedy dopadła mnie polityka. Zaczęło się to, co prawda gdzie indziej, ale po pewnym czasie i ja odczułem to na własnej skórze. Zaczęło się od przerwania pracy w hucie podobno w ramach solidarności z robotnikami z wybrzeża. Potem ktoś przyniósł listę i zapisywał do nowego związku zawodowego. Zapisywano na listę zbiorczą wystarczyło się tylko podpisać i już było się członkiem związku zawodowego pod tytułem (solidarność).
Gdyby wtedy dano nam do podpisania cyrograf na oddanie duszy diabłu to prawdopodobnie, co najmniej połowa i tak by to zrobiła, a patrząc z perspektywy roku 2013 to- to dokładnie Polski robotnik, a w tym i ja żeśmy zrobili.

Podpisując listę, na której godziliśmy się na powstanie związku zawodowego (solidarność) podpisaliśmy i ja podpisałem cyrograf zaprzedający może nie duszę, ale prawo do spokojnego, beztroskiego może nie bez problemów i potknięć, ale dobrego i spokojnego życia. Życia bez strachu, fałszu, poniżeń, kłamstw i obłudy.
Podpisując się wtedy na tej liście zrobiłem najgorszą rzecz, jaką zrobiłem w swoim życiu, bo zgodziłem się na życie w kłamstwie, poniżeniu, strachu i obłudzie.


Ten podpis jest dla mnie jednym wielkim wstydem. Wstydem najgorszym, bo wobec siebie.
A na to, że zrobiłem kolosalny błąd podpisując się na tej liście, w której godziłem się na powstanie związku zawodowego (solidarność) wcale nie musiałem  długo czekać.

Kiedy już zakończono akcję werbunkową do nowo powstałego związku zawodowego zaczęto budować struktury. Zaczęło się od wyboru delegatów z wszystkich działów huty. Najczęściej odbywało się to tak, że wybierano tego, który najwięcej narzekał na obecną sytuację.
W naszym dziale odbywało się to w czasie przerwy śniadaniowej, Pan Olek zaproponował pana Włodka, a pan Włodek pana Olka. Wygrał ten, którego jako pierwszego głosowano. W naszym dziale delegatem na zjazd założycielski związku (solidarność) został pan Włodek
Kiedy wyznaczono termin pierwszego zebrania delegatów do wyboru władz nowo powstałego związku nasz delegat poinformował załogę o terminie tego zebrania. Nie wiem czy to on nie chcąc być sam z oddziału zaproponował mi abym poszedł z nim na to zebranie, czy to ja zapytałem czy mogę iść z nim na to zebranie w każdym razie znalazłem się z naszym delegatem panem Włodkiem na pierwszym zebraniu założycielskim delegatów związku zawodowego (solidarność) w naszej hucie.

Pierwsze zebranie delegatów odbywało się w świetlicy wydziału stalowni. Wydawało mi się, że zebranych było około 100 osób. Nie wiem czy byli to tylko delegaci, czy tak jak ja robotnicy, którzy chcieli zobaczyć jak tworzy się nowy związek zawodowy.
Zaczęło się od wyborów a to prezydium a to komisji a to przewodniczącego. Ktoś wstawał proponował wybór tego albo tamtego do tej albo tamtej komisji. Dla mnie to było nawet ciekawe wydarzenie, bo do tej pory w żaden sposób nie byłem zaangażowany w żadne działania społeczno polityczne I nie miałem pojęcia o budowaniu jakichkolwiek struktur.
Kiedy już wybrano władze związku, ktoś z prezydium a był to chyba nowo wybrany przewodniczący zaproponował aby delegaci zgłaszali swoje propozycje dotyczące dalszej pracy prezydium i przewodniczącego czym w pierwszej kolejności powinien się zająć nowo powstały związek, jakie mają postulaty. Czyli jednym słowem wolna dyskusja
.
O ile do tej pory wszystko przebiegało w miarę sprawnie i wydawało się (spontanicznie), to w chwili, kiedy trzeba było wstać i sensownie zabrać głos brakło odważnych i pomimo zachęceń przewodniczącego i członków prezydium nikt z delegatów nie miał odwagi zabrać głosu.
 Nie wiem, co mnie podkusiło, aby się wychylić, ale zdobyłem się na odwagę i zabrałem głos. Chodziło mi mniej więcej oto, aby prezydium poczyniło starania w kierunku zdobycia jak najwięcej informacji o tym, co się dzieje w kraju, w innych zakładach w regionie i jak przebiegają rozmowy z rządem. Przewodniczący kazał zaprotokołować mój postulat i obiecał, że prezydium tym się zajmie. Potem jeszcze kilka osób obecnych na sali zabrało głos.

Po dyskusji zabrał głos przewodniczący i zaproponował, aby związek podjął kilka uchwał dotyczących nowo powstałego związku i jego sposobu działania. Nad każdą z uchwal odbywała się bardziej lub mniej sensowna dyskusja. W pewnej chwili przewodniczący a może ktoś z prezydium zaproponował, aby delegaci, podjęli uchwałę o poświęceniu i zamontowaniu w kościele, tu podano gdzie i pod jakim wezwaniem tablicy upamiętniającej powstanie związku ( solidarność ) w naszej hucie.

Ja w swojej bezgranicznej naiwności i głupocie sądziłem, że wszystko to, co działo się w tym czasie w kraju, w zakładach pracy, które strajkowały, na ulicach, gdzie ludzie protestowali i w właśnie przebiegającym zebraniu delegatów w naszej hucie chodzi o to żeby ludziom żyło się lepiej, że jest to spontaniczna akcja prostych ludzi, którzy chcą czegoś nowego, dobrego, sprawiedliwego.

I będąc w swojej naiwności i głupocie konsekwentny, oraz zachęcony dobrym przyjęciem przez prezydium mojego poprzedniego wystąpienia postanowiłem znowu zabrać głos właśnie w sprawie uchwały dotyczącej poświęcenia i zamontowania w kościele tablicy upamiętniającej powstanie związku zawodowego (solidarność) w naszej hucie.

Sens mojego wystąpienia był mniej więcej taki, że oto jesteśmy w trakcie budowania związku zawodowego, że władze zarzucają nam i naszym przywódcą upolitycznianie związku, że nie chodzi w tym, co robimy o polepszenie doli robotnika, tylko o władzę, że taki demonstracyjne poświęcenie i zamontowanie tablicy w kościele tylko może pogorszyć naszą sytuację.

Z dzisiejszej perspektywy wiem, że tylko młody wiek miałem naiwność i głupota, oraz brak jakichkolwiek poglądów politycznych mogą usprawiedliwić moje ówczesne zachowanie.
Po tym moim wystąpieniu dotyczącym propozycji uchwały w prezydium jakby strzelił piorun, Najpierw zapadła cisza. Potem nastąpiły konsultacje pomiędzy członkami prezydium, ciche szepty, gorączkowe narady. Potem część członków prezydium oraz jej przewodniczący zeszła do delegatów i znowu to samo szepty, narady.

W końcu przewodniczący zabrał głos i zapytał mnie, z jakiego działu jestem delegatem. Okazało się, że nikt z obecnych na sali delegatów, u których zasięgano informacji na mój temat nie wie, kim jestem. Odpowiedziałem, z jakiego działu jestem i że nie jestem delegatem tylko przyszedłem z panem Włodkiem, aby zobaczyć jak tworzy się nowy związek. Wtedy ktoś z prezydium podszedł do pana Włodka, który siedział dwa miejsca dalej. Coś mu tam mówił o coś pytał. Potem poszedł do prezydium i po naradzie przewodniczący wezwał mnie do opuszczenia sali, ponieważ nie jestem delegatem i nie mam prawa zabierać głosu.

 Odpowiedziałem, że nie jestem delegatem, ale myślałem, że każdy może przyjść na zebranie związku i zabrać głos, że to chyba nie jest zebranie partyjne. Wtedy w prezydium zaczął się chaos. Jeden przez drugiego zaczęli krzyczeć żebym się wynosił, że jestem ESBEKIEM.
Odpowiedziałem, czego się boicie, jestem robotnikiem jak większość na tej sali. Po krótkiej pyskówce z prezydium i chyba na prośbę pana, Włodka opuściłem salę, w której odbywało się pierwsze założycielskie zebranie związku zawodowego (solidarność) w naszej hucie.

Kiedy wchodziłem do sali gdzie miało odbyć się pierwsze posiedzenie delegatów wybranych do powołania do życia niezależnego samorządnego związku zawodowego (solidarność) w naszej hucie nie zdawałem sobie sprawy co się wokół mnie dzieje. Byłem młodym człowiekiem, który przyjechał z małej wioski do miasta do pracy i tylko przypadek sprawił, że trafiłem do tej huty, a nie do innego zakładu gdzieś w Polsce. Wchodząc tam byłem ufnym pełnym nadziei młodym człowiekiem, który nie zdawał sobie sprawy, że jest przedmiotem największego w dziejach przekrętu. Kiedy wychodziłem z tej sali obudziła się we mnie świadomość że oto jestem przedmiotem manipulacji.

Niestety nie zdawałem sobie sprawy jak wielkiej i podłej manipulacji. Gdyby to chodziło tylko o mnie to byłby to mały pryszcz. Ale problem w tym, że ta manipulacja, która odbywała się pod szczytnymi hasłami takimi jak SOLIDARNOŚĆ,  WOLNOŚĆ, SPRAWIEDLIWOŚĆ i  PRAWDA dotyczyła całego pokolenia. To niesłychane, że można manipulować takimi masami ludzi, że ci ludzie wbrew swoim podstawowym interesom będą postępować tak jak chcą tego ci, co nimi manipulują, mało tego, że ci, co manipulują sami są manipulowani.

 Im się tylko wydawało, że są panami sytuacji, że to oni wytyczają kierunki, że są w stanie przeforsować jakieś idee. Ja wychodząc a właściwie będąc wygonionym z tej sali jeszcze o tym nie wiedziałem a i ci, co mnie wygonili też o tym nie wiedzieli.

Ja na razie miałem poczucie krzywdy i bezradności, ale podświadomie jakby instynktownie czułem, że to co się dzieje to nic dobrego. Wychodząc z tej sali nie byłem już tym samym człowiekiem. Człowiekiem, który ufa, że można być bezinteresownym uczciwym, szczęśliwym, że moje szczęście i powodzenie zależy od tego, jakim jestem wobec innych. Wychodząc z tej sali zrozumiałem, że oto obowiązuje zasada, że albo zjesz albo będziesz zjedzony. Zostałem pozbawiony spokoju, ufności, poczucia bezpieczeństwa, a najgorsze, że zacząłem mieć wroga. Zakiełkowało we mnie ziarno nienawiści, nieufności, podejrzenia, czyli tych uczuć, które decydują o jakości życia, o tym, że człowiek czuje że jest szczęśliwy.

J oto ja prosty robotnik wygoniony z pierwszego założycielskiego zebrania związku zawodowego, związku, który miał takich jak ja bronić i chronić- przed kim?. Obrażony i wyzwany od ESBEKÓW nierozumiejący tych obelg postanowiłem na drugi dzień dowiedzieć się, na czym polegała moja wina. Zwróciłem się, więc do naszego delegata, czyli pana Włodka z pytaniem, dlaczego zostałem tak potraktowany i co to znaczy, że jestem ESBEKIEM.

 Bo choć to w 2013 roku może wdawać się niewiarygodne to ja w 1980 roku mając 24 lata i żyjąc rzekomo w kraju zniewolonym i zastraszonym przez bezpiekę nie wiedziałem, co to jest SB, Bo i skąd miałem wiedzieć?. Nigdy nie występowałem przeciw swojemu narodowi i swojemu państwu. Nigdy nie zdradziłem swoich rodaków. Zawsze do tej pory byłem dumny, że jestem Polakiem. To dopiero pan Włodek uświadomił mi, że są w Polsce ludzie, którzy z walki z moim państwem uczynili sobie sposób na dostatnie życie.

 A oszukując w obłudny sposób polskiego robotnika mamiąc go szczytnymi hasłami, ograbili jego państwo, a jego samego pozbawili spokoju, godności i poczucia bezpieczeństwa. A w przyszłości jego dzieci i wnuki wygonili z kraju na tułaczkę po świeci za chlebem.
J tej to zdradzie i obłudzie próbowali się przeciwstawić funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa i dlatego z taką furiom zaatakowali mnie, kiedy nieświadomie stanąłem na ich drodze.

I oto ja będąc po tych traumatycznych dla mnie przeżyciach z niecierpliwością czekałem na spotkanie z moją dziewczyną z której byłem dumny i nie tylko ……… ,spodziewając się miłego przyjęcia i dobrze wspólnie spędzonego dnia.

Kiedy wszedłem do sklepu gdzie Ty wtedy pracowałaś zastałem Ciebie siedzącą za biurkiem i z zainteresowaniem słuchającą radia, w którym właśnie nadawano wiadomości. Kiedy mnie zobaczyłaś, wyłączając radio, bardziej do kierowniczki sklepu niż do mnie powiedziałaś wtedy z irytacją w głosie KIEDY   WRESZCIE  TEN   ŚLĄSK  STANIE, mając na myśli strajki jako, że w tym czasie w kraju kilka regionów strajkowało a Śląsk pracował.

Ja po tych słowach poczułem się tak jak by mnie ktoś zdradził i znów próbował mnie wygonić. W jednej chwili poczułem się jak dziurawy balon z którego powoli uchodzi powietrze. Z tym że ze mnie uchodziły uczucia jakimi Ciebie wtedy darzyłem. I stąd się wzięło później moje nie naturalne zachowanie i słowa nie całkiem prawdziwe, które mogły być dla Ciebie niezbyt miłe.
Kiedy więc w liście napisałaś jeszcze, że zrywasz naszą znajomość i prosisz o odesłanie swoich zdjęć, to choć wiedziałem, że powody, które podajesz jako przyczynę tego zerwania nie są prawdziwe, to ja już nie potrafiłem wskrzesić w sobie na tyle uczuć, aby zawalczyć o naszą wspólną …………. .

Podobno istnieje Chińskie przekleństwo   „ Abyś żył w ciekawych czasach „. Niestety nam przyszło się spotkać i żyć właśnie w takich czasach.

I kiedy teraz nadal widzę w telewizji to samo postsolidarnościowe …………….. , którego nazwy przez szacunek dla tych sympatycznych zwierząt nie wymienię, wyzywających się od Bolków i od małp z brzytwą w ręce i tym gdzie stało, a gdzie nie stało ZOMO i tym co robili, a czego nie robili ich dziadkowie, a ostatnio nawet mordujących się nawzajem i nadal zatruwających życie porządnym ludziom, to już nawet nie potrafię odczuwać z tego powodu satysfakcji, bo wiem, że tak wtedy, jak i dziś oni potrafią tylko niszczyć. Z tym, że ONI  nie niszczą tylko mnie, ale to co wtedy i dziś było i jest dla mnie najważniejsze czyli Polskę.                                                                         

lader
O mnie lader

Prostolinijnny, a do tego jeszcze skrajny dyslektyk, który rwie się do pisania.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Polityka