0 obserwujących
22 notki
11k odsłon
  126   0

luty – lipiec, 2022

Jeśli na przykład brat lub siostra nie mają odzienia lub brak im codziennego chleba, a ktoś z was powie im: "Idźcie w pokoju, ogrzejcie się i najedzcie do syta!» – a nie dacie im tego, czego koniecznie potrzebują dla ciała – to na co się to przyda? (Jk 2, 15-16)


1. Znajoma, która często bywa z wnuczką na placu zabaw powiedziała mi, że podziwia troskę ukraińskich matek, ale że z drugiej strony ukraińskie dzieci są bardzo hałaśliwe i przebojowe.

Być może tak jest, a być może jest to jedynie nasze "wyostrzenie" na obecność Ukraińców: zauważa się ich, ponieważ mówią nie-po-naszemu. Jak sądzę, na tak samo zachowujących się Polaków nie zwracalibyśmy takiej uwagi.

Miałam jeszcze przed tą wojną kontakty z różnymi Ukraińcami pracującymi w Polsce: moja koleżanka wynajmowała dużej grupie w swoim domu pokoje, kilku zmieniających się mieszkało w kamienicy, w której ja mieszkam. Obecnie w mojej kamienicy mieszka grupa kobiet z dziećmi: razem 13 osób na ok. 100m2.

Nie doświadczyłam żadnej przykrości od żadnego z Ukraińców, z którymi miałam lub mam kontakt. Zwykłe kulturalne kontakty. Tylko jedna osoba z poznanej jeszcze przed wojną grupy zademonstrowała swój szowinistyczny nacjonalizm: młody mężczyzna, śpiewając na urodzinowej imprezie u Polki, u której mieszkał, pieśń o Banderze. Uciszyłam go i przerwał.

Z kolei mój znajomy Polak (bez żadnych ukraińskich koligacji) jeszcze przed tą wojną był w/na Ukrainie KILKANAŚCIE razy: samiusieńki, potem z żoną-Polką, wędrując z plecakiem po kraju i po górach (aż po Mariupol). Bardzo miło wspomniał kontakty z tamtejszymi ludźmi.

"Ukraińskie dzieci są bardzo hałaśliwe i przebojowe": natomiast ukraińscy dorośli, którzy mieszkali/mieszkają w naszej kamienicy idąc schodami palili papierosy - strasznie śmierdzące. Zwróciliśmy im uwagę i już nie czuć tego wstrętnego zapachu. Krótko mówiąc: mogą mieć inne zwyczaje i przyzwyczajenia, ale idzie się dogadać.

O ile wiem, młodsze ukraińskie kobiety z mojej kamienicy (matki, bo babcie opiekują się dziećmi) gdzieś pracują. A w ogóle to tych 13 osób prawie nie widać i nie słychać na schodach, poza momentami, gdy wyprowadzają dzieci na spacer. I nie wiem, jak 3 różne rodziny sobie radzą na tych 100m2.

Ludzie wszędzie są tylko ludźmi. Nie idealizuję Ukraińców, bo na pewno są wśród nich typy nieciekawe. Próbuję jedynie przeciwstawić się ich demonizowaniu.


2. Jeszcze o "moich" Ukraińcach z kamienicy. Z jedną z młodszych kobiet czasami "porozmawiałyśmy" na schodach. Bardzo miło. Potem miałam dla niej pewną propozycję nie  tyle pracy, co współpracy barterowej: pomoc w pewnej prostej sprawie za lekcje angielskiego z mojej strony. Wymieniłyśmy się nr tel i czekałam na jej decyzję. Ponieważ nie odezwała się ani telefonicznie, ani nie zadzwoniła do moich drzwi, żeby dać odpowiedź tak czy nie, przy pierwszym spotkaniu na schodach powiedziałam jej, co myślę. Wywiązała się dość emocjonalna wymiana zdań w 4 językach. Jej tłumaczenie było dla mnie zupełnie abstrakcyjne/absurdalne. Miałam wtedy ochotę zwalić to, co odebrałam jako "olanie" mojej osoby, na jej ukraińskość, tak jakbym nie miała nie jednej podobnej sytuacji z niejedną Polką czy Polakiem.

Przez jakiś czas mówiłyśmy sobie ozięble dzień dobry, aż któregoś razu zatrzymała mnie i na spokojnie wyjaśniła dlaczego nie może/nie chce skorzystać z mojej propozycji. Ja z kolei wyjaśniałam, dlaczego moim zdaniem moja propozycja mogła być dobrym "biznesem" dla każdej strony. Z jej inicjatywy podałyśmy sobie ręce na zgodę i powróciły miłe wymiany uprzejmości przy spotkaniu na schodach.

Konkluzja: moja niechęć do pewnego rodzaju kręcenia z jej strony i braku jakiejkolwiek odpowiedzi, przybierała chwilami bardzo wyraźną "nacjonalistyczną" barwę. Wiem więc, jak łatwo można wpaść w uprzedzenie do czyjejś narodowości.

Wiem, że niewiele z tego wynika w ogólnym bilansie. Jednak skoro niektórzy mają tendencję do stałego wypunktowywania jedynie negatywnych aspektów, to pozwoliłam sobie (pod notką o nieco lżejszym charakterze) na opowiedzenie kilku jednostkowych pozytywnych historyjek.


3. Mój Ojciec pochodził z Podola. Z rodziny polskich osadników mieszkających tam chyba od XVIII w. Ich wieś ufundowała sobie działo - do obrony przed Ukraińcami (tak zapamiętałam z rodzinnych opowiadań). Dziadek prowadził polską czytelnię narodową. Mój Stryj - do końca życia polski patriota, po wojnie żyjący w Kanadzie - miał żonę Ukrainkę, a z nią dwie córki, moje kuzynki.

W rodzinie nie było żadnych poważnych anty-ukraińskich resentymentów. O Katyniu wiedziałam od dziecka, z domu. O Wołyniu dowiedziałam się o wiele później, z publikacji. Zbrodnia wołyńska jest przerażającym faktem. Jej szczegóły porażają również mnie. Ograniczają też zaufanie do nacji, która wydała z siebie takich ZORGANIZOWANYCH sadystów. I o tym trzeba pamiętać. Ale jednocześnie nie popadać w jednotorowość pamięci. Historia toczy się wielotorowo.

Napisałam wyżej o "nacji". Nacja ta dopiero od 1991 zaczęła organizować się w PAŃSTWO. To dopiero 31 lat, z których 8 to stan wojny z Rosją. Polska, wspierając Ukrainę w obecnej fazie tej wojny, może nie tylko walczyć o zabezpieczenie swojej własnej wschodniej granicy, ale być może wpływać również na sposób, w jaki to młode PAŃSTWO zorganizuje się. Gra warta jest świeczki.


4. Szykując się w lutym tego roku na przeżycie tegorocznego Wielkiego Postu zadałam sobie do przemyślenia List św. Jakuba, zapisując to postanowienie w moim blogowym brulionie: Nie ma Nieba z automatu. Jest Zbawienie. W Chrystusie. Ale: żeby z tej zbawczej Łaski skorzystać, trzeba w nią wejść poprzez swoje czyny. Tłusty Czwartek, Ostatki, koniec Karnawału. Post - Wielki - u bram [Myśl na dziś]. Sześć dni później Rosja zaatakowała Ukrainę, a ja zajęłam się bieżącymi wydarzeniami politycznymi, z wielkopostnego postanowienia stawiając sobie przed oczyma  słowa o wierze i uczynkach, które już wcześniej wypunktowałam.

Widzicie, że człowiek dostępuje usprawiedliwienia na podstawie uczynków, a nie samej tylko wiary. Tak jak ciało bez ducha jest martwe, tak też jest martwa wiara bez uczynków. - J 2, 24.26



UWAGA: Powyższa notka jest nieco przeredagowanym zbiorem moich komentarzy zamieszczonych w jednej z wielu toczących się w salon24.pl dyskusji na tematy około-ukraińskie, tym razem napisanej w konwencji satyry przez @Bazyli1989: [Spotkałem ukraińskich szowinistów, czyli o rezunach bez ściemy]. Na zarzut jednego z komentatorów, że zbrodnie wołyńskie były na tyle przerażające, że robienie sobie z nich żartów jest nie na miejscu, odpowiedziałam: Bazyli nie robi sobie żartów ze zbrodni, tylko robi sobie żarty z tych, którzy robią sobie żarty z tych zbrodni, w każdym Ukraińcu - również w dzieciach - widząc banderowca i tak go nazywając. Być może nie każdy chwyta kontekst satyrycznej notki Bazylego. Może nie chwytać z dwóch powodów: 1. nie wie o pewnych bardzo żartobliwych anty-ukraińskich trendach na s24; 2. sam bierze udział w salonowych anty-ukraińskich kabaretach.

Lubię to! Skomentuj20 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale