0 obserwujących
9 notek
28k odsłon
1847 odsłon

Czy bycie aktywistą miejskim staje się religią? Czyli o dogmatach ruchów miejskich.

Wykop Skomentuj13

Od kilku lat w największych polskich miastach obserwuje się wzrost znaczenia tzw. ruchów miejskich. Tworzą je „aktywiści miejscy”. Z początku zjawisko formowania się ruchów miejskich można było oceniać pozytywnie. Zajęły się one kwestiami zaniedbanymi przez rządzących – rozwojem komunikacji miejskiej czy infrastruktury rowerowej, a także zagadnieniami związanymi z ekologią. Z czasem stały się poważną siłą polityczną o znaczącym poparciu społecznym. Na ich elektorat łakomym okiem spoglądały różne formacje polityczne, przede wszystkim Platforma Obywatelska i w ostatnich latach .Nowoczesna, wprowadzając rozmaite pomysły aktywistów do swojego programu, realizując część ich postulatów i zasilając swoje struktury aktywistami. Zjawisko to podkopało społeczne poparcie dla ruchów miejskich, które zagrożone zanikiem zaczęły przesuwać się na pozycje coraz bardziej skrajne i ideologiczne. Obecnie niektóre z ruchów miejskich popadły w zupełne odrealnienie, forsując w miastach takich jak Warszawa czy Poznań ideę miasta pozbawionego samochodów w ogóle. Chyba nie trzeba przekonywać Czytelnika, jak bardzo to założenie jest nierealne. To właśnie aktywiści miejscy stoją za modnym w ostatnich latach zwężaniem ulic w największych polskich miastach, masową likwidacją miejsc parkingowych, złośliwym utrudnianiem życia kierowcom w celu zmuszenia ich do zamiany własnego pojazdu na podróż komunikacją zbiorową. Jednocześnie nie czynią nic, aby poprawić jakość tej ostatniej i zachęcić Polaków do przesiadki z auta do autobusu. I tu dochodzimy do sedna problemu. Dlaczego?

Czytelnik po przeczytaniu tytułu zapewne podrapał się po głowie. No jak to – religia? Upił się ten Adler czy jak? Przecież aktywiści nie tworzą formalnych związków wyznaniowych, nie modlą się do rowerów, nie budują świątyń, nie zbudowali mitologii w której wyznawaliby wiarę w siły nadprzyrodzone i dokonywaliby ich personifikacji. Jednak jest coś, co ruchy miejskie zaczyna niebezpiecznie zbliżać się do związków wyznaniowych czy wręcz sekt. Jest to odrzucenie posługiwania się racjonalnymi przesłankami oceny rzeczywistości na rzecz posługiwania się dogmatami wiary. Dogmaty zaś charakteryzują się tym, że nie potrzebują żadnych racjonalnych uzasadnień – po prostu się w nie wierzy albo nie. Dodatkowymi cechami fanatycznego kultu religijnego, które przejawiają ruchy miejskie są nienawiść wobec „wrogów wiary” (wyrażana niezwykle agresywnym hejtem w internecie wobec wszysktich, którzy mają inne zdanie niż aktywiści), niechęć wobec nauki, odporność na argumenty. Dodatkowo aktywiści miejscy charakteryzują się przekonaniem o własnej wyjątkowości, przynależności do oświeconej „elity” która wie lepiej jak zarządzać miastem od pozostałych mieszkańców, poczuciem posiadania prawa do decydowania w imieniu wszystkich mieszkańców za nich samych, wynikającego z przynależności do wspomnianych elit, pogarda dla osób nie podzielających wiary w dogmaty aktywistów, używanie jawnej mowy nienawiści prowadzącej wręcz do depersonifikacji kierowców (z naczelnym hasłem „miasta są dla ludzi a nie samochodów”).

Ktokolwiek dyskutował z tak zwanymi miejskimi aktywistami, przedstawicielami ruchów miejskich ten wie, że w przypadku pojawienia się osoby o innych poglądach nawet nie próbują operować jakimiś racjonalnymi argumentami, natomiast posługują się dogmatami właśnie. W te dogmaty wiary święcie wierzą, mimo, że nie sprawdzili w żaden sposób, czy twierdzenia te są zgodne z rzeczywistością i czy ich koncepcje są aplikowalne w warunkach polskich miast. Oto przykłady takich dogmatów:

1. Wiara w to, że obrzydzanie życia kierowcom na wszelkie możliwe sposoby spowoduje masowe porzucenie przez nich samochodów – aktywiści nie dostarczyli jakichkolwiek dowodów na to, że takie zjawisko następuje, a wręcz przeciwnie, dekada stosowania takiej polityki przez Hannę Gronkiewicz-Waltz w Warszawie nie spowodowała zaistnienia takiego zjawiska. Co więcej, przez politykę walki z kierowcami Warszawa stanęła w korkach i tonie w smogu, z którym aktywiści rzekomo walczą. Podobne zjawisko można zaobserwować w Poznaniu, gdzie niezwykle agresywną politykę przeciw kierowcom, opartą na dogmatach ruchów miejskich wprowadził prezydet Jaśkowiak.

2. Dogmat, zgodnie z którym komunikacja miejska w Warszawie jest wystarczająco dobra, aby wszyscy kierowcy mogli się do niej przesiąść bez drastycznego obniżenia komfortu dojazdu do pracy – o fałszywości tego dogmatu wie każdy, kto dojeżdżał do pracy w centrum Warszawy z słabo skomunikowanych dzielnic zewnętrznych, czy próbował wyjechać z centrum nabitymi jak puszki sardynek autobusami w godzinach szczytu. Do wielu linii, np. 519, od drugiego-trzeciego przystanku nie da się wsiąść. Aktywiści udają, że problemu nie widzą.

Wykop Skomentuj13
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo