11 obserwujących
349 notek
137k odsłon
  274   3

Antypka.

Najstarsza znana mi antypka. Zdjęcie własne
Najstarsza znana mi antypka. Zdjęcie własne

Nastały ciężkie czasy dla takich jak ja ludzi nieznoszących tego politycznego jazgotu. Wrócił Tusk, albo mu kazali wrócić, wszedł na mównicę walnął jak rzeźnik świńską d..ą w blat i zainaugurował kampanię wyborczą. Na razie na przewodniczącego PO, ale tak już będzie przez dwa lata. Miota się jak wesz na grzebieniu. Albo się boi, bo jak się nie uda to jak żyć i co ważniejsze gdzie, tu będzie sromota a tam mogą mieć pretensje. Albo dostał taki prikaz od mocodawców, czy może obietnicę od przyjaciela, dawnego przewodniczącego TK, że cokolwiek powie sądy go obronią. 

A my biedne żuczki musimy na to marne przedstawienie patrzeć i czytać durnoty wypisywane przez najemne trolle. Żakowski już odkurzył stare hasło RR-Ki "Tusku musisz". No to jak mus to mus.

Dlatego ja z zupełnie innej "mańki". Napiszę dzisiaj o drzewie zwykłym niezwykle.

Antypka to bardzo stara i prymitywna odmiana wiśni. Nie wiem jak licznie występuje w naturze bo jest raczej hodowana przez ogrodników szkółkarzy jako materiał do szczepienia szlachetnych gatunków. Jest stara i prymitywna za to ma bardzo dobre geny. Jest bardzo odporna na niskie temperatury, grzyby, czy choroby. Daje sadownikom pewność że zmutowane przez nich, dla celów komercyjnych, gatunki zaszczepione na antypce przeżyją i dadzą oczekiwany plon.

Antypka ma jeszcze jedną cechę obojętną dla sadowników. Antypka pięknie pachnie. Malutkie kwiatki zebrane w baldaszki pachną w okresie kwitnienia, ale to nie wszystko, antypka pachnie niezależnie od kwitnienia. Pachnie cały rok. Zresztą zapach kwiatków jest inny od zapachu drzewa. Antypka pachnie bardzo subtelnie lekkim aromatem tabakowym. 

Zamieszczone tu zdjęcie to chyba najstarsza przynajmniej w Warszawie antypka. Druga rosła koło Starej Prochowni, jeżeli ktoś zna Warszawę. Wiele lat temu, prawie pół wieku, odkryłem ją spacerując z psem koło tak zwanego brodziku dzisiaj są tam fontanny, Rosła na samym początku alejki i nie sposób było przejść nie zachwycając się tym zapachem. Choć zachwycających się było niewielu. Większość zapytanych nie wiedziała o czym mówię. Ale cóż jeżeli można nie zauważyć czapli białej łowiącej ryby stojącej na kamieniu tuż obok bulwaru nadwiślańskiego po którym przechodziły setki ludzi, to dlaczego mieliby poczuć tak subtelny zapach.

Niestety rosła, bo widocznie komuś z miasta przeszkadzała i przy okazji budowy amfiteatru i ogrodzenia prochowni antypkę wycięto. Wycięto choć w niczym nie przeszkadzała. Ale przecież urzędnicy z za biurka widzą lepiej. Po wycięciu wziąłem sobie garstkę trocin, dla ich zapachu i włożyłem do plastykowej torebki. Torebkę rzuciłem w kąt w sekretarzyku i zapomniałem. Po latach robiąc porządek odkryłem ją i otworzyłem. Zapach był jakbym trociny zebrał wczoraj a nie przed kilku laty. 

Na jednej z dużych inwestycji zawarłem znajomość z ogrodnikiem i opowiedziałem mu, że szukam sadzonek antypki. W jakiś czas po zakończeniu inwestycji i po powrocie do Warszawy zastałem w biurze prezent od ogrodnika. Dziesięć sadzonek antypki. Kiedy opowiedziałem koleżankom i kolegom co to za sadzonki to wszyscy chcieli do ogródków. Dziewięć rozdałem, ale jedną zatrzymałem i posadziłem koło domu. Na terenie miejskim więc była obawa, że ktoś z miasta stwierdzi że taka samowola jest niedopuszczalna. Ale jak na razie udało się. Minęło dziesięć lat i antypka rośnie. Jest nadzieja.

Na błoniach pod "górką Marii Panny" rośnie jeszcze jedno stare drzewo. To czarny bez. Niestety starzeje się dość szybko. Ostatnie wichury złamały dwa konary. Szkoda bo to jak na czarny bez na prawdę stary okaz, jest nawet na przedwojennych zdjęciach. Obwód pnia może nie jest zbyt imponujący, ale należy pamiętać że to czarny bez, raczej krzew niż drzewo. Ale bywa że wyrasta jako drzewo. 

Z czarnego bzu robi się różne rzeczy, ale ja preferuję tak zwane "grzyby cesarskie" czyli znakomite placki. Dobrze przygotowane ciasto jest tu bardzo ważne. Zanurza się w nim baldaszki kwiatów i kładzie na patelnię. Po obcięciu nożyczkami wystających ogonków polewamy ciastem i smażymy tak żeby były wyrośnięte i złote. Pycha. Oczywiście nadają się do tego kwiatostany bzu rosnącego daleko od Warszawy.


Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości