wsi spokojna wsi wesoła
O ojców grób bagnetu poostrz stal
133 obserwujących
239 notek
619k odsłon
  1736   19

Kuklinowski na Jasnej Górze, czyli jak pokonać zdrajcę

Przypadająca dziś rocznica śmierci Henryka Sienkiewicza skłania do przypomnienia postaci, w których Noblista zapisał niewygasające pojęcia i postawy. I tu trzeba zawezwać owego Kuklinowskiego, z pozoru tylko będącego osobą marginalną. Nic podobnego - dla głównego bohatera "Potopu" spotkanie z owym sprzedawczykiem to moment kluczowy. Pamiętajmy bowiem, że istotą powieści jest metamorfoza Kmicica, zmieniająca dzielnego, ale lekkomyślnego i swawolnego żołnierza, w wojownika motywowanego wyłącznie patriotyzmem, oznaczającym w tym wypadku zdolność do najwyższych poświęceń dla Ojczyzny. I choć  już w początkowej fazie opowieści o nim, Kmicic spotyka ludzi sprowadzających go na właściwą drogę, to niweczy ten wysiłek Książę Hetman Janusz Radziwiłł. Niweczy swoimi szatańskimi przemowami, maskującymi najpodlejszą prywatę, rzekomą troską o dobro Rzeczpospolitej. Tu młody żołnierz daje się jeszcze złapać na lep tych oracji i dopiero z przejętych listów dowiaduje się z kim ma do czynienia. W Częstochowie jest już innym człowiekiem i wielkie zarówno w formie jak i podłości perory Kuklinowskiego, nie robią na nim żadnego wrażenia, a załgany retor występujący w roli szwedzkiego posła, dostaje zasłużonego kopniaka. Widzimy go jeszcze później jak mści się na pojmanym Kmicicu, a potem zawieszonego pod powałą i przypiekanego w odwecie takim samym żywym ogniem. Kmicic nawet chce mu darować życie , ale surowy i praktyczny stary Kiemlicz ma inne plany. To też ważny moment, odrzucenie owej często u nas niezrozumiałej szlachetności. Takiego typa trzeba wykończyć. Wie to Kiemlicz, wie to potem mazurski chłop Zydor Luśnia, w pewnym momencie szczerze zaniepokojony, że Pan Nowowiejski gotów skazać Azję na jakiś łagodniejszy rodzaj śmierci niż wbicie na pal, albo broń Boże jakąś wymianę. Luśnia wyjednuje sobie możliwość "oprawienia" zbrodniarza - zdrajcy, z satysfakcją informując go, że "Pani" przeżyła i jest bezpieczna. Może właśnie tej bezwzględności w tępieniu wiarołomców nam brakuje, przez co karty naszej historii pełne są danych osobowych rozmaitych kreatur, zasługujących na stryczek, a nie ponoszących żadnych konsekwencji swoich nikczemności.

Kuklinowski przed Przeorem Kordeckim to nic nowego. Już u Herodota widzimy różnej maści , choć zawsze jednego gatunku gryzonie, podgryzające wiarę we własne siły i namawiające do kapitulacji, zanim ktoś poważnie pomyśli o obronie. Posłów perskich w Atenach jeszcze wysłuchano, a nad ich przemowami się zastanowiono, jednak Spartanie od razu wrzucili Medów do studni z zasypanymi piaskiem ustami ( domagali się ziemi i wody, jako symbolu poddaństwa ).

Historia jest jednak wyjątkowo natrętna w swojej powtarzalności i znów Azja kopie w drzwi Europy, co jak zwykle powoduje opadnięcie tumanów. Nie mgieł, tylko tumanów wzniecanych przez jazgot różnych zdrajców i oszustów, abyśmy nie mieli możliwości prawidłowej oceny rzeczywistości. A zatem miliony luxów i decybeli włączonych od dawien dawna, a teraz jeszcze wzmocnionych, aby przekaz Kuklinowskiego nakazał nam otworzyć bramy. Dla naszego dobra.

I właśnie dzięki owej wędrówce ludów sprowokowanej i stymulowanej przez dwóch dyktatorów, co to każdemu z osobna wydaje się, że jest "większy nad wszystkie mocarze", dowiadujemy się jednego i to przyznajmy - - zupełnie nieoczekiwanie. Otóż przygniatającej większości naszych obywateli zależy na silnym państwie, a gdy załgana "narracja" jawnie w to marzenie uderza - przestaje być tolerowana. Na nic syrenie śpiewy i wilcze wycia. Mamienie i straszenie. Polacy chcą stabilnej granicy, wspierając tych którzy jej strzegą. Boleśnie przekonują się o tym kolejni wydrwigrosze i pieczeniarze, żyjący dotychczas w przeświadczeniu swojej wyższości i akceptowalności. Nic z tego. Nawet nazywanie ich pożytecznymi idiotami straciło sens , bo o żadnej "pożyteczności" nie ma mowy. Nikt tu nie wierzy w dobre intencje i popularność owego medialnego planktonu gwałtownie spada.

Pozostaje problem oczywistych zdrajców, sponsorowanych przez różne dziwne siły, zorganizowane w armię fundacji , stowarzyszeń, związków i innych form, przeznaczonych do walki z państwem polskim. To musi zadziałać bezwzględnie. Ma świetny oręż. Ustawę o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy i wspieraniu terroryzmu. Jak znalazł. Każda z organizacji osłabiających odporność naszej granicy powinna automatycznie podlegać przepisom tego aktu normatywnego. A surowość tego prawa potrafi być dojmująca, głównie w zakresie blokady rachunków. Wielokrotnie krytykowałem te zapisy i gdyby w Polsce opozycja nie była zbieraniną słabych na umyśle, to już dawno rozwiązania ustawy byłyby poddane ocenie szerszej publiczności i TK. Tak się nie stało, a zatem bezwzględne instrumenty w rękach administracji skarbowej, dotąd częstokroć używane w sposób dalece nieadekwatny, mogą i powinny być wykorzystane do zwalczania działań antypolskich, wprost wspierających państwowy terroryzm. Zacznijmy w końcu wobec zdrajców być jak stary Kiemlicz, albo Zydor Luśnia, czyli bezwzględni, w podstawowym i dosłownym brzmieniu tego słowa. Wymaga tego racja stanu, a publiczność nagrodzi odwagę.

Lubię to! Skomentuj72 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura