ZROBIENI W BALONA
Tylko prawda jest ciekawa!
7 obserwujących
46 notek
63k odsłony
  6336   0

Pieprzę czarny protest...

Kiedy pewnego październikowego wieczoru zadzwoniła do mnie żona, żebym natychmiast przyjeżdżał do domu, nie miałem bladego pojęcia co też się stało i co wywołało w Niej takie poruszenie. Kiedy pokazała mi test ciążowy, a na nim „wysiusiane” dwa paski, wiedziałem, że w Jej ciele rośnie nam mały Jaś.

Jaś, wtedy może i Małgosia, albo Zosia, a nie żaden płód, nowotwór, zlepek komórek ani też żaden przybysz z kosmosu… tylko najprawdziwszy człowiek, chociaż był to dopiero 3-4 tydzień ciąży. Tak też przez cały okres ciąży traktowaliśmy Jasia, ciesząc się i przygotowując na Jego przyjście. W 7-8 tygodniu zobaczyliśmy wykształcającą się główkę, w 12 płakaliśmy ze szczęścia widząc Jego dalszy rozwój i słysząc Jego galopujące serduszko, choć miało wtedy dopiero kilka milimetrów. Nasz Jaś Fasoliński, jak to nasze mikroskopijne, kilkucentymetrowe szczęście wtedy nazywaliśmy, urodził się zdrowy i nigdy wcześniej między nami nie padło znamienne: co by było gdyby…

Na szczęście nie stanęliśmy w obliczu tego pytania w trakcie ciąży, ale pojawiło się dziś, kiedy podróżowaliśmy do naszych przyjaciół, Jaś spał smacznie w foteliku, a my słuchaliśmy radiowych newsów z czarnych marszy. Zawsze w jakimś stopniu dzielił nas stosunek do pewnych spraw, moje poglądy są dużo bardziej ostre i konserwatywne w wielu kwestiach. Żona powiedziała na głos, chyba prowokując dyskusję między nami, zastanawiam się co ja bym czuła i czy chciałabym urodzić chore dziecko. Zapytałem, przypominając Jej przebyte wspólnie USG, na których poznaliśmy się z Jasiem i te kolejne, co by zrobiła wiedząc, że Cud, na który czekaliśmy 4,5 roku i który nie tylko w sobie czuje, ale i namacalnie widziała wtedy na ekranie, słyszała bicie Jego serca, widziała Jego drobne paluszki, ba nawet struny głosowe, jest  chory? Powiedziała bez wahania: urodziłabym.

Protesty, które odbywają się teraz w Polsce to chyba jedna z niewielu możliwości zmobilizowania elektoratu przeciwko PiSowi. I to jest mówiąc zupełnie uczciwie ABSOLUTNIE JEDYNY powód, dla którego się odbywają. Niech Ci z moich znajomych, którzy wyszli na ulice i Ci którzy powklejali sobie Facebookowe nakładki na zdjęcia dzielnie walcząc z dyktaturą ciemiężącą kobiety, nie mają co do tego żadnych wątpliwości. Właśnie zostaliście kolejny raz ordynarnie wykorzystani do walki politycznej przez określającą się mianem totalnej – opozycję. Tu mała dygresja, gdy zmieniałem zdjęcie profilowe pojawiły się tylko grafiki popierające tzw. czarny protest podpowiadane przez Facebooka, jak widać ten portal ludziom myślącym inaczej nie oferuje równości, o którą tak dzielnie sam rzekomo walczy.

Wracając jednak do meritum: opozycja cynicznie wykorzystała jedną z niewielu możliwości, by pokazać, że jeszcze nie umarła, odgrzewając temat, który od lat dziewięćdziesiątych ZAWSZE rozpala skutecznie emocje obywateli – aborcję. Co więcej opozycja czyni to w kilka miesięcy po tym, jak sam głosami własnych członków wyrzuciła projekt ustawy liberalizujący aborcję, czyli coś, o co dziś ramię w ramię z protestującymi walczy, do kosza, chociaż nawet ten zły dyktator Kaczyński głosował ZA tym by skierować ją do dalszych prac. Nie mniej, nie przeszkodziło to organizatorom protestów iść z politykami, którzy ich zlekceważyli, ramię w ramię pod siedzibę partii, która to wbrew swoim poglądom, głosowała w dużej części za skierowaniem niepopieranego przez siebie projektu do dalszego procedowania z szacunku dla ludzi, przedstawicieli społeczeństwa, którzy się pod tym podpisali. Ot taki mały paradoks. Ale nie jedyny.

Najciekawsze jest to, co już wspomniałem, że to nie jest wcale protest przeciwko projektowi zakazującemu aborcji, ale chęć jej liberalizacji, co wyraża się w głównym, górnolotnym, dumnie akcentowanym haśle tych protestów: „Moja macica, moja sprawa”. Logika tego hasła poza tym, że powala intelektualną głębią, wprost podważa tzw. kompromis aborcyjny, którego naruszenia PiS boi się jak ognia, denerwując tym samym niemałą część swojego elektoratu. I tu pojawia się paradoks następny: to nie maszerujące w czarnym proteście, a PiS jest oskarżany o chęć podważenia tegoż kompromisu. Ot, taka chciałoby się rzec: lewacka logika.

Liczby kłamstw wypowiadanych na temat ewentualnych zmian w prawie przy każdym z czarnych protestów nie sposób jest wymienić, bo parafrazując znaną kwestię z Misia: „Ci ludzie w życiu słowa prawdy nie powiedzieli”. W skrócie bowiem sytuacja wygląda tak: do Sejmu wpłynęły dwa obywatelskie projekty ustawodawcze – jeden ruchów prolife – liczniej podpisany, oraz drugi liberalizujący aborcję – podpisany mniej licznie. Głosami większości parlamentarnej ten pierwszy został skierowany do dalszych prac, drugi nie. To stało się zarzewiem protestów, jakoby rzekomo rząd/ większość parlamentarna/ PiS chciał ustawę aborcyjną zmienić, choć ku ogólnemu rozczarowaniu swoich własnych wyborców, PiS nie ma zamiaru tego robić. Pojawił się również zarzut, że PiS obiecał, że będzie pracował nam projektami obywatelskimi, zmieniając standardy panujące za rządów PO, gdzie niemal każdy znaczący obywatelski projekt ustawodawczy lądował w koszu po pierwszym głosowaniu o skierowanie go do dalszych prac w Komisji (słynne 7,5 miliona podpisów w tym dwa razy, projekt w sprawie przymusowej edukacji 6 latków). Projekt liberalizujący aborcję wpłynął jeszcze raz i tym razem ktoś w Prawie i Sprawiedliwości zreflektował się, że ordynarne wyrzucenie go do kosza, będzie rażąco przypominało praktyki poprzedników, zatem każdy z posłów miał to rozstrzygnąć we własnym sumieniu, dyscypliny partyjnej nie było i kilkudziesięciu członków PiS zasiadających w sejmowych ławach zdecydowało nadać temu projektowi dalszy tok prac. Tym razem jednak to brak głosów opozycji zadecydował, co początkowo zawiedzeni projektodawcy ustawy podkreślali otwarcie, że projekt liberalizujący aborcję i tak wylądował ponownie w koszu. Nic to jednak nie znaczy, bowiem i tak, jak zawsze winny jest PiS i towarzystwo po drugiej stronie musiało przełknąć tę gorzką pigułkę samo zaorania, by finalnie znowu wrócić do swojej starej mantry: złego PiSu chcącego nas wpędzić w jakiś ciemnogród, gdzie ksiądz będzie nam zaglądał po kołdrę, a niedługo to już prezerwatywy będą zakazane, a kobiety za aborcję, nawet tą prawnie usankcjonowaną, będą wsadzane do więzień itd. – steki wierutnych bzdur nie popartych żadnymi argumentami merytorycznymi, wręcz wskazującymi wprost, że nikt z głoszących te hasła nie rozumie i nie wie o czym mówi, bo nie czytał projektu ustawy skierowanej do Sejmu przez działaczy prolife. Ale wiadomo, wszystko co złe to PiS, przekaz w TVN jest jednoznaczny i skoro mówią, że będą zamykać to na pewno będą, a jeden nasz dziennikarz z Wyborczej co się wypastował i jako Murzyn poszedł na Marsz Niepodległości to chociaż nikt mu nic nie powiedział złego i nikt go nie uderzył, to on czuł tą atmosferę nienawiści wobec siebie, więc ogólnie PiS jest zły i bla, bla… od 2005 roku w Faktach nadają ten pseudo religijny przekaz codziennie.

Lubię to! Skomentuj237 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo