Wielka Brytania to jest taki kawałek globusa gdzie parę rzeczy kręci się w odwrotnym kierunku niż to w ojczyźnie bywało. Oto parę cennych przykładów dydaktycznych dla imigrantów-nowicjuszy, którzy nie chcą zgubić się w temacie i w terenie.
Otóż, trzeba wiedzieć, że:
sezon bożonarodzeniowy zaczyna się w Wielkiej Brytanii już gdzieś pod koniec sierpnia. I wtedy to już należy kupować prezenty, ozdabiać choinki i rezerwować sobie stoliki na świąteczne, grudniowe obiady w pubach. Tako rzecze reklama w centrach handlowych. Brytyjski pub to oczywiście nasz polski bar, ale z obiadem sprawa nie jest prosta: bo ich obiad to już nasza kolacja. Ale za to nasz obiad to jeszcze ich lunch – choć ich lunch może być też naszym drugim śniadaniem. Za to ich drugie śniadanie to brunch, co jest oczywiste i zrozumiałe. A śniadanie w Krolestwie można jeść przez calutki dzień – nawet na kolację, lunch czy brunch. Ale brunch je się już tylko pomiędzy śniadaniem a lunchem… Można się zdrowo pogubić i skończyć jak bohaterowie “Alicji w krainie czarów”, którzy jedli na okrągło podwieczorek, zamieniając się jedynie brudnymi kubkami, talerzami i miejscami przy stole. Bo zegar ciągle bił im piątą. Notabene, zegary też tu źle chodzą i spóźniają się, skubane, regularnie o godzinę… Nawet po zimowym przesunięciu czasu!! A podwieczorek na Wyspach to tea czyli herbatka. Na pytanie tubylca: “Co będziesz miał na herbatkę?” absolutnie nie wypada robić wielkich oczu i pukać się w myślące czoło obcokrajowca. Prawidłowa odpowiedź brzmi: na herbatkę będę miał kanapkę. Bo kanapka jest narodowym daniem tradycyjnym wyspiarzy. Podobnie jak jajecznica z mikrofalowki, niejadalna marmite, dziwne w smaku kiełbasy i tikka masala. Reszta na Wyspie jest prosta jak piosenki Lennona.
System metryczny jęczy tu w okowach niewoli pint, cali i jardów- jednakże już funty i kilogramy używane są zamiennie, w zależności od humoru złośliwego sprzedawcy, który chce skołować biednego turystę; odległości zaś określa się w stopach a wagę w kamieniach. Pomimo tego modne jest sformułowanie o kimś, kto mieszka rzut kamieniem stąd... Choć rzut kamieniem to już odległość a nie waga, no nie? W styczniu leje deszcz, na wiosnę nie ma roztopów, bo w zimie nie było śniegu, w środku lata świeci jesienne słońce a pora deszczowa i tak trwa w najlepsze cały rok. Prezydent na Wyspie nosi koronę, hełm policjanta jest większy od samego policjanta właściwego, samochody prują po złej stronie ulicy a kierowcy autobusów to regularne kanary z powołania! Nie obchodzi się imienin, Dzień Matki to nie maj a marzec a tłusty czwartek jest we wtorek. I zamiast pączków są naleśniki. Uff… Znalazłem jednak pewne budujące podobieństwo. Bo oto brytyjskie Walentynki zgadzają mi się kalendarzowo z krajowym i ojczyźnianym terminem tych świąt! O jak fajnie! Wreszcie jakiś polski akcent!



Komentarze
Pokaż komentarze (1)