Nigdy nie rozumiałem, jak o kilka lat starsi ludzie w wieku około 20 lat mogą opiekować się całodobowo dziećmi czy nastolatkami na koloniach i obozach. To fikcja. Ale skoro funkcjonuje, to chociaż powinien być stały nadzór osób starszych i bardziej doświadczonych - w tym przypadku komendanta obozu. Jak to możliwe, że drużynowy z chłopakiem i ratownikiem poszli w nocy nad jezioro, aby realizować takie hardcorową próbę?! Zresztą sprzeczną z zasadami zdobywania sprawności „doskonałego pływaka” czy „delfina” (to nazwy sprawności obowiązujące w nomenklaturze ZHR). Komendant nie wiedział? Jeśli by wiedział, to nie zareagowałby? Chłopak miał w nocy samotnie w ubraniu i ciężkich butach przepłynąć w bagnistym jeziorze kilkaset metrów na drugi brzeg. W czasach, kiedy wszędzie (nawet w drobiazgach) procedura goni procedurę aż do przesady. To drugie dno sprawy.
Trzecie dno jest dla części osób kontrowersyjne: jak można mówić w tym przypadku o przyczynieniu się nastolatka do własnej śmierci? Podkreślam, że w żadnym stopniu go nie obwiniam. Jednak zadziałały mechanizmy podległości i zarazem ambicji (był uczniem biorącym udział w różnych dodatkowych konkursach szkolnych i pozaszkolnych). Na „Wnikliwym Kanale” na You Tube rozgorzała dyskusja.
Tutaj: https://youtu.be/iStSDH6miqc oraz w pierwszym komentarzu pod notką znajduje się link do podcastu (gdzie również więcej informacji o sprawie). Zachęcam do włączenia się także tam do wymiany opinii. Jaka powinna być kara dla winnych? Jak przeciwdziałać takim zdarzeniom w przyszłości? Jak przygotowywać młodych, aby w porę potrafili przeciwstawiać się bezmyślności dorosłych i rówieśników, brawurze, czy wreszcie niebezpiecznie podkręcanym ambicjom?
Cały kontekst sytuacji pozwala z wysokim prawdopodobieństwem podejrzewać, że w tym przypadku drużynowy okazał się chłystkiem, który dostał władzę, jaka go przerosła. I na pewno nie dorasta do 15-latka, który stał się jego ofiarą.
Rafał Osiński



Komentarze
Pokaż komentarze (12)