Czy uda się wyjść poza szkodliwą mentalnie bańkę dzielenia świata na wrogie obozy kobiet i mężczyzn oraz ograniczyć ryzyko generalizowania „Domu dobrego” jako przykładu nienormatywnej normy? To trudne, ponieważ na ciasnotę umysłową i fanatyzm (zwłaszcza postmodernistyczne) nie ma rady, skoro ten punkt widzenia nie uznaje żelaznej logiki jako drogi dojścia do rozsądnych wniosków
„Dom dobry to film o zjawisku psychopatii - zaburzeniu osobowości dotyczącym marginesu ludzi, ale zarówno mężczyzn, jak i kobiet. Lecz jeśli w warunkach naszej „wolności słowa” (tu już jest cudzysłów) powstałby film ukazujący sprawczynię przemocy: matkę, żonę czy kochankę (to już nieważne), reżyser zostałby uznany za przemocowego samca deprecjonującego kobiety. Taką mielibyśmy aberrację wnioskowania.
Film Smarzowskiego pokazuje konkretne uwikłania, jednak reżyser mógłby również nakręcić następny obraz o tym samym zjawisku - tylko zamieniając płcie - a symptomy psychopatii pozostałyby bez zmian.
Ocenianie skali zjawiska przemocy domowej w oparciu o policyjne statystyki i tzw. „Niebieskie Karty” jako wskaźniki obiektywne jest błędem. Policja przecież nie wydaje wyroków, zaś oprócz rzeczywistych przypadków domowej przemocy, w zgłoszeniach przyjmują masę pomówień i fałszywych oskarżeń, czego już statystyki nie wyodrębniają. A skoro w takich sytuacjach proceder okłamywania organów ścigania i sądów nie jest w Polsce karany, umacnia stereotypowe postrzeganie zjawiska przemocy domowej. Czy wreszcie jakaś siła - partia polityczna będzie miała odwagę to zmienić?
Rafał Osiński



Komentarze
Pokaż komentarze (3)