0 obserwujących
25 notek
6247 odsłon
  244   0

Strzelanina w biurze PIS

 Stało się. Dziś antypisowski establishment zebrał owoce swojej mowy miłości, zgody i budowania. Okazało się, że słowa mogą mieć konsekwencję. Ze nie można mówić bezkarnie o "dorżnięciu watahy", czy "odstrzeleniu kaczek", bo ktoś może te wezwania wziąć na poważnie i wprowadzić w czyn. Strzelanina w łódzkim biurze PiS, w której zamordowano jedengo pracownika tegoż biura jest tego dowodem. 

A przecież wystarczyła elementarna znajomość historii Polski, aby mieć tego świadomość. Wystarczyła pamięć o wydarzeniach z 1922, kiedy endecka kampania skierowana przeciwko Gabrielowi Narutowiczowi, skłoniła malarza Eligiusza Niewiadomskiego do oddania strzałów do pierwszego prezydenta II RP. Tylko, że wówczas opinia publiczna zajęła niemal jednomyślne stanowisko, potępiając politykę endecji. Wielu polityków ZLN (np. Stanisław Stroński, autor artykułu "Usunąć tę zawadę") uznała nagonkę na Narutowicza za największy błąd swojego życia. Sam Niewiadomski, który najprawdopodobniej cierpiał na zaburzenia psychiczne, zażądał dla siebie kary śmierci. Wykonano ją rok później. 

Czy w III RP, w okresie największego zbydlęcenia obyczajów politycznych, ktokolwiek się do moralnej odpowiedzialności za te wydarzenia przyzna? Ostatnie półrocze, liczone od dnia smoleńskiej katastrofy, pokazało, że Polska może być świadkiem niewyobrażalnych podłości. Zamiast zamiast skruchy usłyszymy, że prawdziwym winnym łódzkiej strzelaniny jest rokoszanin - prezes Kaczyński. Gdyby nie sączył nienawiści w serca Polaków, gdyby nie dzielił, nie jątrzył, nikt nie strzelałby do jego współpracowników. Zgaduję, bo jeszcze nie czytałam gazet, ale to wszystko jest już tak przewidywalne, że normalnym ludziom zbiera się na wymioty.

 

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale