Związkowcy okupujący biura poselskie Platformy Obywatelskiej twierdzą, że nie opuszczą nowych barykad walki o lepsze związkowe jutro, do momentu w którym nie zostaną zaakceptowane ich żądania! A żądania to nie byle jakie.
Związkowcy Sierpnia 80' chcą przywrócenia prawa do wcześniejszych emerytur, zakazu eksmisji "na bruk", ratowania polskiego przemysłu stoczniowego, zbrojeniowego, energetycznego i kolei. Domagają się rządowego programu wsparcia polskiego rolnictwa, rybołówstwa i przetwórstwa.
I tutaj trzeba ich jak najbardziej usprawiedliwić. Związkowiec też człowiek, a człowiek musi mieć zapewnione godne warunki bytowania, czyż nie? Oczywiście, że tak. Jak ten rząd z Tuskiem na czele mógł odebrać ludziom pracy, soli tej ziemi, opoki na której tkwi społeczeństwo polskie wcześniejszą emeryturę. Toż to niewyobrażalne. Całe społeczeństwo (to nie robotnicze... kapitalistyczne szkodniki, degeneraci, posiadacze, szkoda słów) ma przecież obowiązek swoją pracą, zapewniać ludziom pracy godne warunki bytowania. Ba! Kapitalistyczne społeczeństwo (degeneraci) mają obowiązek dłuższej pracy, im przecież nie przysługują wcześniejsze emerytury, bo niby dlaczego mają przysługiwać? I Ci właśnie degeneraci mają obowiązek pracy na rzecz ludzi pracy, by udźwignąć ciężar ich wcześniejszych świadczeń. Tak musi już być. Zachciało się chołoto kapitalizmu, to teraz robić na lud pracujący!
Polski przemysł stoczniowy także trzeba bronić, bo to nasza chluba narodowa, to tam wszystko się zaczęło, to stamtąd ruszyła fala przemian która zalała cały kraj. To tam narodziła się idea. Ale jak to bywa, ideał sięgnął bruku... To o co walczyło pokolenie sierpnia 80' dzisiaj jest przeszłością. Bezczelny rząd prywatyzuje wszystko co się da! A powinien przecież dokładać grzecznie pieniążki, na zadłużone zakłady. Bo to nie byle jakie zakłady...i nie byle jacy pracownicy. Bo przecież w Polsce o jaką walczyli, nie chodziło o zasady rynku kapitalistycznego, gdzie tam! Chodziło o zachowanie status quo politycznej nietykalności ludzi pracy, stoczniowców, górników, hutników i wielu, wielu innych. Walczono o to, by Państwo, czyli Ci wszyscy kapitalistyczni degeneraci dopłacali do nierentownych przedsięwzięć, oraz na nierentownych pracowników. Zdaniem związkowców - i cholera mają rację! - pracodawca powinien zatrudniać pracowników płacąc im jak najwięcej, a nie jak najmniej. Bo przecież pracodawca tylko marzy o tym, by swoim pracownikom płacić dużo... a nawet za dużo. Tylko Ci kapitaliści, ach zaraza, Ci to by chcieli płacić jak najmniej, bo taki to tylko o własne dobro dba... zakała społeczeństwa. I też pewnie chcieliby zdzierać z ludzi pracy! A ten Tusk czy Nitras... chcieliby tylko oddać Polskie mienie w prywatne ręce. A powinni przecież dopłacać na dobro człowieka pracy, bo w jego dobrze, są wszystkich i wszystkiego cele.
Tylko jest małe ale:
Czy obecny stan, którego chcą bronić związkowcy wygląda tak jak wygląda z winy "krwiożerczego kapitalizmu", czy też z przyzwyczajenia Homo sovieticusa, który nie może odnaleźć się w świecie, który sam zmieniał.
Za słowami Bastiata, "Łaski Panowie szanujcie chociaż arytmetykę!". Jeżeli suma zysków i strat jest niekorzystna, należy podjąć takie działania jak w prywatnych przedsiębiorstwach. Bo to zakład ma przynosić zyski, a nie ludzie pracy. A obecnie to związkowcy rządzą publicznym sektorem ( Więc go sprywatyzujmy! ), cieszą się ogromnymi przywilejami, a bezpośrednio mówiąc, żyją kosztem produktywnej częsci społeczeństwa.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)