Kilka stołków ustawionych w półkole, na przeciw nich jedno krzesło. Donald był sam. Naprzeciw niego miała stawić się garstka ostatnich bojowników o wolność, równość, sprawiedliwość... i darmowy internet. Miało być patetycznie, podniośle, merytorycznie. Wyszło jak zwykle; byle jak, ogólnikowo, nudno.
W debacie jednak nie chodziło o dostarczenie radochy odbiorcy, chociaż nie ukrywając byłem bardzo ciekaw co też związkowcy wykombinują. Niestety, debaty jako takiej nie było. Dwóch przestraszonych stoczniowców z pomniejszych związków próbowało odegrać swoją rolę, a Tusk zagrał swoją. Nie było konkretów, za to było dużo pustej gadki szmatki. Dwóch panów nie spisało się, nie poruszyli drażliwych tematów. Pozostał niedosyt.
Ten niedosyt to też głównie dlatego, że spodziewałem się szołu, coś na miarę manifestacji. I rzeczywiście, widząc reakcje Solidarności, OPZZ pod bramą stoczni, miałem wrażenie, że gdyby panowie pojawili się w półkole, naprzeciw przedszkolanki Tusk, byłoby ciekawie. Gdybym jeszcze mógł usłyszeć, co też krzyczeli Panowie pod stocznią, byłbym niezmiernie rad. Niestety nie było mi to dane, ale słowa były zapewne cierpkie, bo wychwyciłem pewną rękę, która wyraźnie, acz subtelnie wskazywała "kolego po fachu, uspokój się, wyluzuj, daj spokój... jesteśmy w telewizji". Bo jak widzieliśmy an przykładzie pewnej posłanki, jedno słowo w telewizji, może rozpętać burzę. Tym bardziej, jeżeli jest dosadne i głębokie. A od głębokości swych przemówień Solidarność, OPZZ nie stroni.
Tym Panom jak myślę, marzą się dawne czasy dobrobytu. A gesty które czyniono, skandując "Solidarność!" nie były wcale podniosłe. Były komiczne, a obraz przedstawiał się raczej groteskowo.Na koniec pojawiła się jakaś kartka, ponoć z NIK-u. Skąd ją wzięli, jeżeli tak jak twierdzili był to tajny raport? A jeżeli jest tak jak twierdzi Tusk, nie ma tajnych raportów NIK-u, to co to za tajna kartka? A może nie jest tajna, tylko Tusk udaje, że jej nie zna? A jakie właściwie ma to znaczenie?
Związkowcy domagają się pomocy z budżetu państwa... właściwie, ja też bym tak chciał. Tylko gdybym ja zawiązał związek zawodowy w jakiejkolwiek prywatnej firmie, dostałbym kopa w dupę. I dobrze. Sam będąc właścicielem przedsiębiorstwa, wszystkich socjalistycznie myślących potraktowałbym również butem.
A na przykładzie Stoczni, gdzie udziałowcem jest jeszcze skarb państwa, łożone są grube pieniądze na coś co nie przynosi zysku. A niejaki lewicowy.pl (jeżeli przeinaczyłem, przepraszam), domaga się, by skarb państwa przejął całość majątku stoczni, i to niezwłocznie... pewnie, wtedy związki zawodowe dopiero by zaczęły szaleć. Manifestacja, i ciach podwyżki są. Kolejne palenie opon, i ciach, 500mln złotych dokapitalizowania. Mała rozróba, kilka przejętych biur poselskich i mamy sowite odprawy dla związkowców. A to wszystko z Twojej kieszeni drogi Lewicowy.
Wiadomym jest, że prywatne przedsiębiorstwo ZAWSZE będzie działało lepiej niż to państwowe. Starsi to wiedzą, bo żyli w pięknych czasach komuny, ale w większości przypadków starają się te fakty ignorować. I prywatne przedsiębiorstwo podlega zdrowym zasadom rynku (o ile wszechobecne państwo nie zacznie wpychać tam swoich łapeczek, serwując pomoc dla AIG, czy General Motors i innych takich...
Coś przynosi zysk - działa. Coś nie przynosi zysku - upada, bądź przeprowadza wymagane zmiany, dopasowuje się do rynku, czyli robi coś, by ten zysk przynieść. Dla mnei proste.


Komentarze
Pokaż komentarze (26)