Tomasz Litewka Tomasz Litewka
54
BLOG

Pomówmy o dotowaniu rolnictwa.

Tomasz Litewka Tomasz Litewka Polityka Obserwuj notkę 1

- Słyszałeś o rolnikach? Znowu protestują pod skupami zboża. Popatrz no jak Państwo o nich nie dba.

- Właściwie dlaczego protestują?

- Bo ceny w skupach są za niskie. Żądają, by ceny były wyższe, bo w obecnej sytuacji zysk w porównaniu z kosztami produkcji będzie dla nich mały, za mały.

- A kogo za to winią?

- Rząd, premiera, ministra rolnictwa. Twierdzą, że nic nie zrobili, by im pomóc. Że szkodzą polskiemu rolnictwu, a brak działań doprowadzi do jego całkowitego zniszczenia, bo rolnictwo przestanie być opłacalne.

- A co Ty o tym sądzisz? Poparłbyś rolników i zwiększył interwencyjnie ceny w skupach?

- Chyba tak. Przecież Polska wieś, jest bardzo ważna. Poza tym, rolnicy muszą z czegoś żyć.

- Wyobraź sobie, taką sytuację. Gdzieś daleko, istnieje wyspa, na której mieszka garstka ludzi. Część z nich uprawia ziemię, część zajmuje się produkcją mąki, inni w końcu przetwarzają mąkę w chleb. A reszta ludności zajmuje się innymi pracami.  Mieszkańcy tej wyspy nie mają pojęcia o istnieniu ogromnego świata. Jak myślisz, jak wyglądałoby tam rolnictwo?

- Zapewne rolnicy uprawialiby ziemię, zbierali plony, a następnie przekazywali do młyna, gdzie powstałaby mąka. A ta z kolei trafiłaby do piekarza.

- Zapewne tak. A teraz powiedz mi, co wpływa na cenę zboża na tej wyspie (przyjmijmy, że posługują się taką samą walutą jak my)? W jaki sposób właściciel młyna ustala stawkę jaką weźmie od rolnika za zboże?

- Cóż, zapewne będzie miał na to wpływ różne czynniki, susza, klęska nieurodzaju, powódź, zwyżka produkcji...

- Tak, tak, ale przyjmijmy na razie, że w każdym roku plony zboża są takie same.

- W takim razie, właściciel młyna każdego roku zażądałby tyle samo od rolnika za daną jednostkę zboża.

- Masz rację. Powinien tak robić. A co by się stało, gdyby zdecydował się kupować zboże od rolników płacąc im mniej niż poprzedniego roku?

- Rolnicy staraliby się znaleźć inny młyn, który skupowałby zboże drożej, a ten właściciel młyna po prostu zarobiłby mniej, bo mniej rolników oddałoby mu swoje plony.

- Tak, to prawda. Przypuśćmy jednak, że jest to mała wyspa i istnieje tylko jeden młyn.

- W takim razie rolnicy chcąc, czy nie chcąc musieliby zaakceptować kwotę oferowaną przez właściciela młyna.

- Raczej tak. Czy byliby na tym stratni, patrząc w porównaniu do poprzedniego roku?

- Tak. Otrzymaliby mniejszą zapłatę za taką samą ilość zboża, niż rok wcześniej. Strata byłaby niewątpliwa.

- Tak. Zastanów się, co się dzieje z mąką dalej. Jeżeli młynarz weźmie mniej od rolników, a sprzeda mąkę piekarzowi po tej samej cenie co rok wcześniej, rzeczywiście rolnicy ucierpią, bo chleb będzie kosztował tyle samo co rok wcześniej, a zysk ze sprzedaży zboża będą mieli mniejszy. A teraz zastanów się, co by się stało, gdyby na wyspie było kilka młynów?

- Tak jak mówiłem wcześniej. Rolnicy znaleźliby młyn który zaoferowałby im wyższą cenę.

- Oczywiście. A gdyby jeden młynarz zdecydował się obniżyć cenę, to w konsekwencji nie otrzymałby tyle zboża ile poprzedniego roku. A więc wyprodukowałby mniej mąki, którą sprzedałby piekarzowi. Byłby stratny. Powiedz zatem, co by się stało, gdyby wszyscy młynarze porozumiewając się wcześniej, równocześnie obniżyli ceny skupu zboża?

- Rolnicy nie mieliby wyboru. Musieliby sprzedać zboże taniej niż rok wcześniej.

- Masz rację. Byliby na tym stratni?

- Tak.

- Właściwie to się mylisz. Nie straciliby na tym, bo młynarz musi sprzedać mąkę piekarzowi. A skoro młynarz kupił taniej zboże od rolników, proponuje również mniejszą cenę piekarzowi...

- A niby dlaczego?

- Ponieważ piekarz działa na tej samej zasadzie co młynarz. Tutaj także istnieje konkurencja. Młynarz chciał kupić zboże jak najtaniej. Natomiast piekarz chce kupić mąkę jak najtaniej. Dlatego młynarze proponują konkurencyjne ceny piekarzom, tak by oni wybrali ich ofertę. A skoro wszyscy młynarze kupili zboże taniej, to wszyscy  mogą bardziej obniżyć ceny sprzedawanej mąki (nadal na tym zarabiając) by być konkurencyjni dla innych młynarzy na wyspie. Im lepsza oferta, tym piekarz na nią chętniej przystanie. Tak więc młynarz w ostatecznym rozrachunku otrzyma mniej pieniędzy od piekarza niż rok wcześniej. Czy on także będzie stratny?

- Nie. Jego zysk nadal będzie taki sam, bądź zbliżony do tego z przed roku. Otrzymał mniej pieniędzy od piekarza, ale zapłacił również mniej rolnikowi, więc jego przychód będzie podobny.

- A rolnik straci?

- Tak

- Pamiętaj jednak, że w ostatecznym rozrachunku, rolnik, młynarz, piekarz i każdy inny człowiek na wyspie pragnie otrzymać chleb jak najtańszy, prawda? A skoro piekarz kupił mąkę taniej niż rok wcześniej, to obniżając cenę chleba, może przyciągnąć więcej klientów niż inni piekarze. Tak więc tutaj tak samo jak na "niższych" poziomach produkcji toczy się rywalizacja. Każdy chce sprzedać jak najdrożej, a kupić jak najtaniej. Tak więc rolnik szuka młynarza, który zapłaci mu najwięcej za jego zboże. Młynarz szuka piekarza, który zapłaci mu jak najwięcej za jego mąkę. A piekarz szuka klienta który zapłaci mu jak najwięcej za jego chleb. Tak będzie to wyglądało, jeżeli popatrzymy na to z perspektywy produkującego. A popatrz z perspektywy kupującego. Klient chce kupić jak najtańszy chleb od piekarza. Piekarz chce kupić jak najtańszą mąkę od młynarza. A młynarz chce kupić jak najtańsze zboże od rolnika. Każdy chce otrzymywać więcej, a płacić mniej. Ale jest to niemożliwe. W istocie powstaje swojego rodzaju cena optymalna. A jeżeli jedna grupa w "zmowie cenowej" otrzyma dany produkt taniej (w tym wypadku młynarz zboże), to w konsekwencji inne grupy również obniżą swoją cenę kupna. Więc i klient zapłaci mniej niż wcześniejszego roku już za gotowy produkt. Rolnik więc sprzedając taniej zboże, kupi także tańszy chleb.

- Ciężko się nie zgodzić.

- Czyli na razie ustaliliśmy, że monopol ze strony młynarza, czy piekarza powoduje powstawanie nierealnych cen, które nie mają odbicia w rynku. Ponadto dokonaliśmy spostrzeżenia, że konkurencja pozytywnie wpływa na cenę każdego surowca, usługi, czy w końcu produktu ostatecznego jakim jest chleb.

- Tak, mniej więcej.

Rozmowę zaczęliśmy od Twojej uwagi o proteście rolników. Wróćmy więc do sedna. Przedstawiliśmy prostą sytuację kupna i sprzedaży zboża przez rolników na małej wyspie. Wyobraź sobie jednak, że nagle pewnego dnia okazuje się, że niedaleko znajduje się inna wyspa, na której także produkowane jest zboże. Z tą różnicą, że tam ziemie są żyźniejsze, zboże jest pełniejsze i - utrzymując, że każdego roku produkcja zboża jest taka sama - to mimo wszystko ich plony są większe, niż na "naszej" wyspie. Co więcej, zboże na tamtej wyspie jest tańsze niż u nas, ponieważ tamtych ziem nie potrzeba nawozić w takim stopniu jak naszych. Ponadto, przy mniejszej pracy, z jednego akra ziemi, zbiory są większe niż u nas. Jak to wpłynie na naszą produkcję?

- Czyli sytuacja wygląda tak: Nasze zboże jest droższe od ich zboża. Ponadto, ich zbiory są o wiele większe niż nasze. W takim wypadku, młynarzowi bardziej opłacałoby się kupować zboże od rolnika z sąsiedniej wyspy, zamiast z naszej.

- Tak, jest to całkowicie logiczne. Młynarz zapłaci mniej za zboże, ale tym samym chleb również będzie tańszy. Jakby nie patrzeć, zyska na tym całe społeczeństwo "naszej" wyspy, ciesząc się tańszym chlebem.

- Niewątpliwie. A co się stanie z rolnikami na naszej wyspie?

- Będą musieli produkować bardziej efektywnie, by zwrócić uwagę młynarza na własny produkt. Jednak, tak czy siak, sprzedadzą zboże taniej niż przed odkryciem sąsiedniej wyspy, albo nie sprzedadzą wcale. Jeżeli sprzedadzą taniej, może się okazać, że zapłata jaką uzyskali, będzie mniejsza niż koszty jakie ponieśli by otrzymać plony.

- Co w takiej sytuacji?

- Rolnicy powinni szukać sposobu by produkować taniej, tak by ich zboże było konkurencyjne w porównaniu do zboża z sąsiedniej wyspy. Jeżeli im się to nie uda, będą musieli zmienić zajęcie.

- I nie powinno zależeć mieszkańcom "naszej" wyspy, by wspomagać rolnictwo?

- Społeczeństwo na "naszej" wyspie chce tylko otrzymać taniego chleba. Jeżeli dojdzie do tego, poprzez sprowadzanie tańszego zboża zza granicy, nie ma w tym nic złego. Ale zauważ, że mówimy teraz o zdrowej sytuacji, w której rolnicy, piekarze, młynarze, jak i zresztą cała reszta społeczeństwa działa w gospodarce wolnej. Co więcej, w tym modelu państwo jako takie nie istnieje. Zróbmy jednak trochę zmian. Wyobraź sobie, że jesteś władcą na tej wyspie. Nie ważne kim, możesz być królem, premierem, kanclerzem, prezydentem. To nie ma znaczenia. Ważne, że masz władzę, która pozwoli Ci sprawić cokolwiek uznasz za słuszne, by pomagać swoim ludziom. Dysponujesz nieograniczonymi środkami finansowymi, ściąganymi w formie podatków z ludzi na wyspie. Wyobraź sobie, że przychodzą do Ciebie rolnicy, którzy mówią, że młynarze ustalili bardzo niskie ceny skupu. Co się z tym wiąże, produkcja naszych rolników jest nieopłacalna. Koszty produkcji tony zboża są większe od ceny jaką przedstawia młynarz. Żądają oni od Ciebie, byś z tym coś zrobił. Jaką decyzję podejmiesz?

- Zabroniłbym młynarzom importować zboża z sąsiedniej wyspy.

- Rzeczywiście, byłby to jakiś sposób. Ale z tą decyzją wiązałby się wzrost ceny chleba. Skoro młynarz musiałby kupować drożej zboże, to oczywistym jest, że to samo zrobiłby piekarz. Tak więc ucierpiałby na tym klient piekarza, a więc całe społeczeństwo, cały twój lud, który bez chleba przeżyć nie może. A żywić chciałby się jak najtaniej - tym bardziej, że jest to możliwe, czego ludzie sami doświadczyli, gdy zboże było importowane. Teraz udaliby się do Ciebie wszyscy niezadowoleni zjadacze chleba na "naszej" wyspie.

- Faktycznie, straciliby na tym ludzie.

- Co więc wymyślisz?

- W takim razie z budżetu będę dopłacał rolnikom, do każdej tony zboża, tak by ich plony było konkurencyjne, do tych z drugiej wyspy. Teraz nasi rolnicy, jeszcze taniej będą mogli sprzedawać zboże młynarzowi. Nie będą na tym stratni, bo Państwo będzie im dopłacało. Młynarz na tym nie straci, bo będzie kupował zboże, takim samym kosztem, jak to importowane. I w końcu ludzie nic nie stracą, bo otrzymają chleb tańszym kosztem - taka sama cena, jak ze zboża importowanego.

- Ależ ludzie będą na tym stratni! Faktycznie, zapłacą za chleb mniej... teoretycznie mniej. Powiedz mi skąd się bierze ta dopłata serwowana przez państwo?

- Z podatków.

- A podatki płacą wszyscy ludzie. Więc prócz kosztów chleba, które płacą piekarzowi, ludzie ponoszą ukryte koszty chleba właśnie w podatkach.

- Chcesz powiedzieć, że ludzie płacą za chleb więcej niż myślą?

- Oczywiście. Dlatego nie dziwi fakt, że niektórzy ludzie niezwiązani z rolnictwem godzą się na dotacje rolnictwa. Ale gdy przyjdzie do podwyżki cen chleba, są już temu przeciwni.

- Czyli jak ludzie myśląc, że są na wyspie sami płacili 5zł za chleb. Gdy odkryli sąsiednią wyspę, a importowana mąka była tańsza, płacili dajmy na to 3zł. Natomiast, gdy państwo zaczęło dotować rolników, chleb u piekarza nadal kosztował 3zł, ale państwo poprzez system dopłat do rolnictwa, z podatków każdego człowieka na wyspie, płaciło te 2zł. Tak więc ludzie nadal za chleb będą płacili 5zł. Niesamowite!

- Teraz już widzisz, że to czego domagają się rolnicy, nie dość że jest absurdalne, to przynosi szkodę każdemu zjadaczowi chleba w naszym państwie. A co najciekawsze, nikt tego problemu nie podnosi. Każe się nam płacić za chleb, czy mąkę więcej, niż w rzeczywistości powinniśmy.

- Tylko zauważ, że sąsiedzi Polski również dotują rolnictwo i ingerują w ceny skupu zboża. Taką politykę skutecznie prowadzi także Wspólnota Europejska.

- Tak to prawda, ale to już rozmowa na następne spotkanie. Na razie poprzestańmy na tym na czym stoimy. Konkurencja wychodzi konsumentowi zawsze na dobre. Dotacje skutkują podwyżką cen. Na blokadach importu, cłach, zawsze traci konsument. No i chyba najważniejsza lekcja. Państwo, nie powinno ingerować w gospodarkę. Tak jak w powyższych, tracą na tym obywatele. A teraz już muszę kończyć. Do następnego razu.


 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka