Od kilkunastu, kilkudziesięciu, czy ilu tam dni, w salonowym eterze unoszą się w zdecydowanej większości tematy dotykające, bądź ocierające się o sprawę Kataryny. Myślałem, że jestem poza tym, ale niestety jak widzę kolejne i kolejne wpisy, o tym jaka to Kataryna dzielna, jak to ładnie zadała kopa w cztery litery Dziennikowi, czuje drobny przesyt. Czuję go do tego stopnia, że ten tekst, uznam jako wsadzanie palców do gardła, by pozbyć się raz na zawsze tej historyjki. Drastyczna metoda pozbycia się przesytu, poprzez ulegnięcie salonowemu trendowi do komentowania "sprawy kataryny". Znaczy się, klina klinem wybijam.
Słowo wstępu już za mną, a więc do rzeczy, o ile coś właściwie leży na rzeczy. Zawsze jest tak, że atakując jedną osobę z danej grupy, dostaniesz cugi od reszty. Powiedz publicznie złe słowo na żyda - dostaniesz od całej diaspory. Na meczu przywalisz kibicowi przeciwnej drużyny - dostaniesz wpier**l od jego kolegów. Powiedz żeś przeciwny małżeństwom homoseksualnym - zostaniesz zwyzywany przez środowisko gejowskie i ludzi wyzwolonych boś nietolerancyjny i zacofany (nie daj Boże, gdybyś niechybnie zrobił to na wyborach miss! ). I w końcu ujawnij tożsamość blogerki, dostanie Ci się od reszty blogerów. W jedności kupy siła.
Oczywiście, nie jest tak, że całe środowisko skoczy w ogień za "swoim". Są jednostki, które przeciwstawiają się szaleńczemu pędowi, za tym złym, co śmiał narazić się - czy to żydom - czy blogerom. I Ci ludzie, którzy nie czują się zobowiązani, by pławić się w barszczu jednomyślności, często są uznawani za wyrzutków, czy - pisząc językiem niektórych "prawomyślnych" blogerów: trollami, spamerami, agentami, szmatami - by nie używać ostrzejszych słów, a i takie wyczytałem nieraz w komentarzach.
A gdy zobacze jakąś notkę, której autor niejako staje po stronie Dziennika, czy jego redaktora, starając się go zrozumieć i usprawiedliwić, zostaje ogólnie rzecz biorąc zwyzywany i uznany za kogoś poniżej jakiegokolwiek poziomu. Taki mały salonowy ostracyzm.
Przywykłem już do ortodoksji i skrajnych upodobań i w salonie i ogólnie w internecie. Gdy na portalu "przychylnym" PiSowi, pojawi się w komentarzach, jakiś tekst który nie jest zgodny z ogólnym myśleniem, jakie na tym portalu jest prezentowane, ta osoba zostanie poddana ostrej i powszechnej krytyce, a wyzwiska i stwierdzenia jakie posypią się pod jej adresem nawet nie wypada cytować. I taka sytuacja będzie miała miejsce wszędzie. Czy to portal Pisowski, POowski, lewicowy, czy radiomaryjny. W salonie a i owszem, język jest bardziej kulturalny, a argumenty bardziej rzeczowe, bo zapewne i poziom udzielających się wyższy.
Kto nie popiera Kataryny w jej sławnym sporze z całym światem, ten zły i nie bloger! Bo tak można wywnioskować. Większość z Was - w każdym razie Ci najgłośniejsi - uważają osoby które nie płyną z prądem salonowej walki z Dziennikiem, za odrzutki, dziwaków, wariatów i idiotów. A ja z kolei te osoby cenię, bo przynajmniej mają własne zdanie, patrzą na wszystko z boku i co najważniejsze, nie czynią z tego sporu walki o wolność Polskiej blogosfery. Blogi jakie były, takie będą i się nie zmienią, a cała dyskusja o anonimowości jest bezzasadna. Ci co piszą anonimowo, nadal będą. Ci co piszą pod nazwiskiem, nadal będą. Nic się nie zmieni, a cała sprawa niedługo odejdzie w zapomnienie, a blogerzy będą zadowoleni, że mogli pochwalić wytrwałą i zaszczutą przez demoniczny Dziennik blogerkę. Pozostanie satysfakcja, że mogli do całego sporu dołożyć swoje trzy grosze i zjechać tych, którzy tej zabawie byli przeciwni.
Co niesamowite, gdzieś przeczytałem, że dzięki tej sprawie wyszło, kto jest porządnym człowiekiem, a kto zwykłą szują. Ci co byli po stronie Kataryny, to ma się rozumieć porządni ludzie. Resztę, wywalić z fekaliami do szamba.
A miałem nie pisać o tej całej śmiesznej zabawie... a teraz i ja się w to wpisałem, ale przynajmniej w żołądku mi lepiej... co miałem z siebie zwrócić, zwróciłem.
I Wy blogerzy także wybraliście - iść z motłochem czy też nie.
36
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (23)