Panią Senyszyn widziałem już w różnych rolach. Od poważnej posłanki, po skrzeczącego komika. Od wciśniętej w lateks damy, po doktora nauk ekonomicznych. Zdziwiłem się jednak, gdy zobaczyłem Panią Senyszyn, kilka metrów ode mnie w stroju... kucharza... kucharki. Wszakże równouprawnienie, więc Pani Senyszyn może być i kucharzem i kucharką, nawet w jednym... mi wszystko jedno.
Mały namiot, dookoła kilkanaście ławek, jakieś krzesła. Siedzi kilkanaście osób, jedzą kiełbaski. Sporo starszych osób, kilka młodych. Pod namiotem spory grill, gdzie kiełbaski pocą się nad ogniem. W narodzie pociąg do grillowania, a dzięki PiS-owi może to robić każdy, to grilluje nawet SLD. Zza kiełbasek wystaje czapka kucharska, taka wysoka, biała. W czapce siedzi Pani Senyszyn i grilluje. Od czasu do czasu coś odpowie dziennikarzowi, który stoi tuż obok. Za nimi nagrywa wszystko kamera.
W tle widać budynek Centrum Kultury. I to nie byle jaki, bo gmach Nowohuckiego Centrum Kultury, gdzie kilka dni wcześniej odbył się słynny "zlot czarownic", podczas wystąpienia Zbigniewa Ziobry. Było gorąco, aż dziw, że rozszalała, w większości starsza widownia nie ułożyła prowizorycznych stosów. Potem tylko złapać wiedźmy i podłożyć ogień. I cieszyć się z pięknego widowiska, rodem z Watykanu. A że Róża ma kolce, to i bronić się może. Krzyk by był, krew, płacz... i ostatecznie swąd palonego ciała. Bo los czarownic może być tylko jeden, historia dała nam wyraźną lekcję.
Pani Senyszyn odwraca kiełbaski, nakłada, podaje. Może się skuszę? W końcu za darmo. Nagle coś mnie tknęło. Przypomniałem sobie słowa Miltona Friedmana. Faktycznie,nie ma darmowych posiłków. Zabrzmiało to bardzo dosłowanie. Pani Senyszyn podaje kiełbasę. Krakowska? Podwawelska? Nie... coś mi tu śmierdzi. To pewnie socjalistyczna. W takim razie dziękuję.
Odchodzę zniesmaczony, mijam kilka starszych osób, już oddalając się trochę od kiełbaskowego sabatu nieudolnej kucharko-czarodziejki.
- Coś chyba sprzedają - usłyszałem.
No tak, sprzedają, ale siebie.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)