Stoczniowcu, czy Ci nie żal? Zadyma jaka wybuchła pod KDT przerosła warszawskie strajki Solidarnościowe z przed paru miesięcy. Tak jak wtedy, okładający pięściami, rzucający kamieniami, petardami i palący opony - jedyni prawdziwi patrioci, mieli swoje pięć minut, tak teraz ich wiekopomną rolę przejęli handlowcy. Bronili - co wszakże oczywiste - Polskiego interesu, Polskich miejsc pracy i Polskiego kapitału. Zawsze musi być podniośle, dumnie i godnie. Tradycja zobowiązuje.
Barykada w drzwiach powstała błyskawicznie. Ponoć to wolność ludzi wiedzie na barykady. Tutaj wolność niewiele miała do powiedzenia. Prędzej głupota. No i romantyczna chęć wydzierania rękoma to co nasze, a obcy zabrali. Toteż nie przypadkiem padały hasła, że Polaków okradają, że Polska dla Polaków... No a dla kogo ma być? Dla murzynów, którzy - jak to wieść toruńska niesie - się nie myją. Albo Niemców, co tylko czekają na dogodną chwilę, by rozkraść Polski majątek.
Więc bronili się do końca, barykadę usypali, dzieci ze sobą zamknęli. Pytanie tylko po co? Wyjątkowa głupota i bezmyślność rodziców, którzy zabierają ze sobą - podobno nawet - dwu roczne dzieci, w miejsce gdzie ma nastąpić przejęcie komornicze i co prawie pewne – użycie siły. Ach, pewnie się nie spodziewali, że te łobuzy gazem ich potraktują... no tak, to tłumaczy rodziców, a winę zrzuca na policję, zomo, ochronę i Gronkiewicz-Waltz. Godne pożałowania zachowanie rodziców, którzy narażają - świadomie! - swoje dzieci na niebezpieczeństwo, używając ich jako tarcz. A nuż policja się wycofa, jak zobaczy garstkę dzieci. Co to za rodzice... Zresztą, niech sobie robią z dziećmi co chcą i prowadzają gdzie chcą. Tylko potem niech nie mają żalu, że "bandyci" ich pociechy gazem spryskali. Mogli je zostawić w domu...
Polska mentalność, wydzierać wszystko pazurami. Stocznie są nierentowne, to strajk na pół Warszawy. Nie ma podwyżek, to strajk - a pacjenci niech sobie sami radzą. Jak wszystko zawodzi, to drzwi zamurować, kilka opon spalić, jakaś kukła mile widziana.
W przypadku KDT sprawa wydaje się być prosta. Nie zdecydowano się przedłużyć dzierżawy, więc ludzie po prostu się pakują i opuszczają lokum. To tak jakby ojciec wynajmował znajomemu mieszkanie. Pewnego dnia dowiaduje się, że dziecko chce się wyprowadzić z domu, rozpocząć życie na własną rękę. A że ojciec dba o dziecko, to mu oferuje drugie mieszkanie, obecnie przeznaczone pod wynajem. Więc idzie do znajomego, mówi jak się sprawy mają, a w odpowiedzi słyszy, że tamten nigdzie się nie ruszy. I jeszcze gotów barykadę w drzwiach usypać, ale mieszkania nie odda, chociaż ono nie jego. Podobnie sprawa ma się KDT.
A żartem tygodnia jest to, że Ci sami ludzie, którzy atakowali policję, rzucali kamieniami, krzesłami, używali gaśnic przeciw nim, teraz mają pretensję, że służby w ramach rewanżu użyły siły i gazu. Jak się kogoś bije, trzeba mieć wgląd, że też można oberwać. A odgrywana przez potraktowanych gazem handlowców, rola męczenników i ofiar agresywnych działań Policji, jest po prostu żałosna i godna politowania. Na tym jednak nie koniec. Handlowcy poczuli się jak niegdysiejsi rycerze, czy powstańcy z "Ojcze Nasz" na ustach ruszając do boju. Hymnu Polski również nie oszczędzili. Jak oddziaływać na uczucia, to w każdym aspekcie - patriotycznym i religijnym. Jak wycierać gębę, to tylko wyższymi wartościami. Jeszcze tylko Bogurodzicy zabrakło i jakiegoś Winkelrieda robiącego wyłom w kordonie policyjnym. Bo przecież liczą się symbole.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)