To co, jesień w pełni, słonko przedziera się czasem przez kłębiaste, bure chmury. Wiaterek lekki, delikatnie wprawia w ruch złoto-czerwone liście, które jakby od niechcenia czasem spadną z drzewa. Deszcz nie pada, chociaż wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazują, że bez parasola może być lipa. Częściowo łysa oczywiście, bo liście gubi nad wyraz szybko. Iglaki trzymają się lepiej. W dupie mają jesień, igieł nie oddadzą. A że ciepło, to i ludzie humory mają lepsze. Nikt nie krzyczy, nikt nikogo nie zwalnia, nawet reprezentacja odnosi niebywałe sukcesy. Na Wiejskiej trochę się poprztykają - jak to zwykle - ale bez docinek, agresji. Ministrowie starzy, lecz jakby odmłodnieli, wciąż pociągają za te same sznurki. Miro, Grzechu, Zbychu o bandytach to jedynie w telewizji mieli okazję usłyszeć. W westernach. Afery odchodzą w zapomnienie, kto by się tam stoczniami przejmował - taka pogoda, optymizm rośnie, to i inwestor się znajdzie. Na twarzy Tuska uśmiech zagościł, przypomniał sobie Irlandię, cudów wygląda. Jeden znalazł - Polska wciąż zielona na mapie, gdy cała Europa krwistą czerwienią razi. Al Gore za oceanem kolejne pieniążki zbiera, ograniczeń żądając - globalnego ocieplenia słuszności dowodzi. Taka piękna pogoda - a tu października środek. Więc ludzie płacą, milionami dolarów kieszenie mu wypychają.
Nie, nie...
Jesień śniegiem przykryta, liście skryte pod czapami białych płatków. Chmur nie widać, wzrok przebić się przez śnieżną zadymkę nie może. Wiatr wieje, lecz nie lekki – szaleje nad Bałtykiem, molo Sopockie w ruinę obracając. Drzewa nie liście, lecz gałęzie zrzucają – na ziemię, ludzi, samochody – nieważne. A ludzie? Cóż, humory już nie te, wszystko jakieś smutniejsze. Na Wiejskiej powróciła normalność. Afera goni skandal – skandal układ – układ korupcję – korupcja Zbycha – Zbychu trzyma się Tuska – Tusk strąca Kamińskiego. A przed Kamińskim, zimowe porządki. Trzeba było trochę przeczyścić ministerstwa, wywietrzyć pokoje, salony, antysalony – co kto woli. Smród opadł, niesmak pozostał. A wszystko sprowadza się do porzekadła. Bandyta zawinił, Zbychu oberwał, a Kamińskiego powiesili. A Grzechu czeka najgorszego. Miro? Kto by się tam teraz sportem zamartwiał. Nasze orły... sikoreczki pokazały jak piłkę kopać. Szkoła Tuska, bo chłopiec ten piłkę kopać umie... lecz nie polityczną. Więc zaserwował ping-ponga. Odwołany, powołany, odwołany, powołany... A człowiekowi ino łeb lata od prawej do lewej, wodząc za pędzącym paskiem TV informacyjnej. Coby nie było, dzisiaj kolejny mecz. Mecz dla jaj. Już teraz można powiedzieć, że będzie on udany, jeżeli Polacy będą mieli kilka rzutów rożnych. O to w piłce biega. Nasze sikorki będą musiały się zadowolić tymi „kornerami”. Na bramki nie mają co liczyć, na kibiców zresztą też. Bo kibice w tym czasie będą jebać PZPN – i to bynajmniej nie na stadionie.
A cuda? Na cuda nie ma co liczyć. Kiedyś zieloni na mapie, dzisiaj ledwo biali – śniegiem dowaliło. Za to Australia na zielono i jeszcze się umacnia. Gdy Rada Polityki Pieniężnej cięła stopy, politycy rozwodzili się nad oazą szczęśliwości, w krainie kangurów stopy poszły w górę o 0.25%. Ktoś musiał zaczął ten trend. Lecz nie my, w kraju nad Wisłą wolimy większą inflację, kosztem „walki z bezrobociem”.
Gdy o walce z wiatrakami mowa, warto spytać co u kolegi Ala Gore'a. On dalej o tym klimacie, szalejących upałach, topniejących lodowcach i biednych misiach polarnych. Zapraszamy do nas, razem pooglądamy globalne ocieplenie w jego epicentrum. A że miliardy dolarów wydano na walkę z ociepleniem, które jak widać szaleje – trudno. Te pieniądze już dawno się rozpłynęły, jak śnieg na wiosnę, do której jeszcze nam daleko. Spod śniegu wylezą śmieci, brud, smród i dziadostwo. A za rok nagroda Nobla dla Al Gora – za skuteczne zwalczenie globalnego ocieplenie – oraz co oczywiste, za marzenia o świecie bez wojen.


Komentarze
Pokaż komentarze