Prawdziwą aferą, nie jest droga do uchwalenia ustawy hazardowej, bądź wprowadzania poprawek, lecz jej treść. Na pierwsze skutki ustawy hazardowej, nie trzeba było długo czekać. Swoje niezadowolenie demonstruje Lech Poznań, zapowiadający iż będzie się domagał od skarbu państwa odszkodowania za straty poniesione w skutek szybkiego wprowadzenia ustawy w życie. Jednak, nie chodzi tu tylko o zbyt szybkie vacatio legis, które trwało nie więcej niż 3 tygodnie. Istotą jest sama treść ustawy, a tak krótki okres jej „leżakowania” dodaje tej sprawy jeszcze większego smaku... goryczy.
Ustawa hazardowa zakazuje publicznego reklamowania podmiotów świadczących usługi w zakresie zakładów wzajemnych. Czyli wszystkich bukmacherów, począwszy od BetClic, który był sponsorem strategicznym poznańskiego Lecha, a na dziesiątkach innych firm kończąc. Firmy bukmacherskie bardzo chętnie sponsorują wszelakie wydarzenia sportowe, kluby, zawodników w dziesiątkach różnych dyscyplin. Gracze Wisły Kraków i wspomnianego Lecha Poznań wybiegają na murawy w koszulkach z logami „buków” na piersi. Banery reklamujące bukmacherów są obecne praktycznie na każdym stadionie, podczas każdej większej imprezy sportowej, co nierzadko wiąże się ze sponsorowaniem widowisk, przez te firmy.
Kielecka drużyna piłkarzy ręcznych, Vive Targi Kielce miała nie lada zgryz w związku z awansem zespołu do Ligi Mistrzów. Podczas meczy Ligi Mistrzów, organizator imprezy, czyli EHF (Europejska Federacja Piłki Ręcznej), zgodnie z umową będzie posiadał 75% powierzchni reklamowej na stadionie, które będą zajmowały banery sponsorów imprezy. Pozostałe 25% przypadają do zagospodarowania przez gospodarza. EHF podpisała umowy między innymi z Bet-at-home, jednym z większych bukmacherów w europie, które będą musiały pojawić się na kieleckim stadionie. Jak więc pogodzić przepisy ustawy hazardowej, z rozgrywkami Ligii Mistrzów w piłkę ręczną? Nie da się. Są dwa wyjścia – złamanie prawa i umieszczenie reklam firmy zajmującej się zakładami wzajemnymi, bądź postępowanie zgodne z prawem, co zapewne wiązałoby się z wykluczeniem Vive z rozgrywek Ligii Mistrzów. Klub znalazł się więc między młotem w postaci ustawy hazardowej, a kowadłem, czyli umową z EHF. W przypadku złamania polskiego prawa, konsekwencje również są poważne, bo kara może wynosić nawet ponad milion złotych. Ostatecznie w sobotnim meczu, na kieleckim stadionie pojawiły się banery buków, a władze klubu tłumaczą ten fakt obowiązującą umową z EHF. Jakie będą konsekwencje takiej decyzji, pokaże czas.
To tylko dwa przykłady, jakie skutki wprowadziła nowa ustawa hazardowa. A tych w przyszłości z pewnością będzie jeszcze więcej. Z polskiego sportu wyparują grube miliony które pompowały firmy bukmacherskie, czy to sponsorując kluby, zawody, czy też wykupując powierzchnię reklamową podczas imprez sportowych. A przyszłość nie wróży poprawy sytuacji, ponieważ problemy będą się mnożyły. Co jeśli na polskim stadionie, podczas futbolowej Ligi Mistrzów, bądź Pucharu UEFA zagości drużyna z logiem bukmachera na koszulkach? Wedle ustawy, logo będzie musiało być zasłonięte, ale ciężko sobie wyobrazić, aby zagraniczne kluby chętnie przystały na takie rozwiązanie – one też mają wiążące umowy ze sponsorem, których muszą przestrzegać! I pojawia się spirala niedorzeczności, jak w przypadku wspomnianego meczu mistrza polski w handballu.
Prawo nie powinno przeszkadzać i tworzyć trudności w imię absurdalnej przesłanki, jaką jest walka z hazardem. Politycy uwielbiają walczyć ze wszystkim – sobą nawzajem, układami, wyimaginowanymi problemami, których sam Don Kichot by się nie powstydził. Takim jest walka z hazardem, którego tak jak i wiatraków nie można pokonać. Hazard to ogromne pieniądze, zarówno w postaci zakładów bukmacherskich, gier kasynowych, pokera, jak i osławionych jednorękich bandytów. Ma kojarzyć się z czymś podejrzanym, wręcz nielegalnym. Ludzie z nim związani nacechowani są negatywnie po części przez media, a w szczególności przez świat polityki. Powszechnie podważa się ich uczciwość, czy legalność prowadzonych biznesów. Zapomina się, że w dużej mierze są to zwykli biznesmeni, którzy wykorzystali taką , a nie inną lukę na rynku, by zarabiać pieniądze, a przy okazji tworzą setki miejsc pracy. Hazard był tysiące razy piętnowane od lewa do prawa, a mimo to wciąż istnieje i ma się dobrze. Jest i będzie nieodzowną częścią tego świata – czy tego sobie życzymy, czy nie, a walka z nim przyniesie więcej złego, niż dobrego. W Rosji, gdzie z hazardem toczona jest ostra walka, powstają nielegalne kasyna, wokół nich mafie, a wielkie pieniądze, które niegdyś były mocno opodatkowane, przepływają z ręki do ręki, bez pośrednictwa państwa. Zamykano ogromne kasyna, tysiące ludzi utraciły pracę, a wielki strumień pieniędzy do skarbu państwa został zatkany. Takie są efekty „ukracania hazardu”.
Sławomir Nowak na antenie RMF FM, zgodnie ze stanowiskiem Donalda Tuska, stanowczo stwierdza, iż hazard w internecie również zostanie wypleniony, a przeciętny kowalski siadający wieczorową porą do internetowego stolika pokerowego, będzie łamał prawo. Tak oto „liberalny” rząd swoją ingerencją w prywatne życie i prywatne decyzje stawia kolejny krok, ku ograniczeniu wolności jednostki. Sprawa dla racjonalnie myślącego człowieka wydaje się być prosta – ktoś lubi grać, tak chce spędzać swój wolny czas i wydawać własne pieniądze, niech więc tak czyni. Z drugiej strony, osoby pokroju Tuska i Nowaka, jeżeli są przeciwne hazardowi, po prostu niech go unikają, a tym którzy czerpią z tego przyjemność, niech nie będzie ona odebrana. Hazard jest normalną rozrywką, taką jak tysiące innych, a co najważniejsze, poddając się jej, człowiek robi to z własnej woli, nie szkodząc tym samym nikomu innemu. Więc jaki jest prawdziwy cel ustawy hazardowej?


Komentarze
Pokaż komentarze (1)