Lewica znów w centrum uwagi. Ta młoda, trochę średnio-starszego pokolenia, chodząca pod ramię z dawnymi generałami. Lewicy w to graj, a grać lubią i śpiewać i tańczyć. Wspierają polskich artystów także, ale tylko tych „trendy”. Zresztą, „trendy” muszą być wszyscy, nawet niegdysiejszy wybawiciel ojczyzny, dziś wiekiem starszy, lecz dryg młodej lewicy, dodaje mu generalskich skrzydeł. Generałowie przychodzą i odchodzą, ale artyści są wieczni. Przynajmniej do swojej śmierci, albo i kilka chwil dłużej. Ale artyści to nie tylko chwała, gloria i cześć, ale także prostytucja. Jak śpiewał jeden artysta, o artystach, że artyści to prostytutki. Wszyscy. Ładnie ten artysta trafił w temat, bo lewicowe gwiazdy estrady, wykrzykujące „To on!”, w rytm niepospolitej muzy trochę się lewicowo prostytuowały. Ideowo oczywiście.
I tak roztańczona lewica, lewicowością i wigorem generalskiego autorytetu tryskająca, stała się numerem jeden za sprawą potężnego elektoratu (jak można mniemać również młodego, albo tego starszo-średniego pokolenia). Elektorat ważny, bo milionowy, a miliony gardeł powinny mieć siłę przebicia. Nie taką jak vuvuzele oczywiście. Te ostatnie już niedługo staną się atrybutami dzierżonymi przez polskie zjednoczone związki zawodowe. Bo siła przebicia jest, a kto głośniej krzyczy, ten ma rację. No chyba że buczy. Ale buczenie też może być racją nacechowane, bo buczenie związkowe, może być uznane za związkowy program i cele. Albo bełkot. Niewielka różnica, chociaż wolałbym z ust Ziętka słyszeć buczenie, niźli słowa. Niech sobie buczy niedoszły prezydent w spokoju.
Buczenie widać źle wpływa na całe spektrum polityczne w Polsce. Umowna prawica, także ta troszkę lewicowa, zabiega pełną gębą, a niekiedy półgębkiem w salonach, o poparcie SLD. Lewica działa jak narkotyk. Omamia, szokuje i paraliżuje mózg. To ostatnie robi najlepiej, w szczególności z młodymi podatnymi na populizm i artystycznie wyzwolonymi młodymi ludźmi. Ale jego ofiarami padli także poważniejsi ludzie, a wręcz całe partie. Kiedyś nazywano ich postkomunistami, dzisiaj partnerami do rozmów. Poważnych rozmów. Zapewne o dupie Maryny, bo kobiety parytetami walczące, muszą się znaleźć w każdym tekście. Nawet w upupionej roli. Kiedyś zwalczani, dzisiaj przyjaciele. Kręgosłup moralny? Brak. Po co ta sztywność, wyluzuj się i tańcz w rytm lewicy. Kiedyś ideowcy, dzisiaj dla nędznego poparcia zaprzedali siebie i swoje ideały. O ile jeszcze je mają, albo wiedzą co to takiego i czy to smaczne. Otóż smaczne, lecz rzadkie, bo dzisiejszy gulasz jest raczej nijaki, miałki i żenujący. Jak to się skończy? Na pewno źle. Dla wszystkich, prócz lewicy. A to jeszcze gorzej, niż źle.
Lat temu kilkadziesiąt, George Orwell napisał znamienite słowa, które przypominają mi się co krok, gdy widzę, co PO i PiS robią, by otrzymać głosy SLD. Słowa ostre, w dzisiejszym poprawnym świecie niemile widziane, lecz prawdziwe. Stworzone pierwotnie, by ukazać obraz dziennikarzy brytyjskich, hołubiących ustrój komunistyczny. Te słowa dedykuję, dwóm panom walczącym o fotel prezydenta: „Raz się sku*wisz, ku*wą zostaniesz”.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)