Hiszpanie mają te kilka chwil ekscytacji, kiedy mogą jeszcze świętować. Przeświadczenie, że coś się może zmienić, jest jeszcze świeże, gorące. Gdy upłynie trochę czasu, przyjdzie zrozumienie, że niewiele się zmieniło. Oczywiście poza wróżącą, pouczającą i ostrzegającą twarzą premiera, rodem z prawicowej Partii Ludowej. Brzmi niedorzecznie, prawda? Nazwy lubią mylić, bo prawica niewiele ma wspólnego z prawicą, centrum to wybuchowa, najczęściej bezideowa mieszanka wszystkich ludzi i pomysłów, jakie znajdą się pod ręką, a lewica to taka nowoczesna prawica, tyle że więcej chcą za darmo, lubują się w tęczowych kolorach, a tolerancja i dyskryminacja, to dwa ulubione zwroty, którymi kończą każdy sensowny spór.
Czy nowy rząd podoła problemom gospodarczym? Właściwie nie tylko ten rząd, ale wszystkie ostatnio utworzone w europie południowej. Hiszpania jako jedyna posiada tę zaletę, że nowy premier otrzymał potężną legitymację, pochodzącą od obywateli, którzy wybrali go w wolnych wyborach. Mieszkańcy Włoch i wydawałoby się dumni spadkobiercy demokracji - Grecy, nie mieli możliwości wpłynięcia na wybór nowego przywódcy. Premierami Grecji i Włoch zostali mianowani przez Brukselę byli europejscy aktywiści, ludzie-marionetki. Mario Monti, komisarz Unii Europejskiej przez prawie dziewięć lat i Lukas Papadimos, wiceprezes Europejskiego banku Centralnego przez lat osiem. Czyli ludzie którzy odgrywali poważną rolę w tworzeniu UE i strefy euro. Niewybrani, nie posiadający żadnego mandatu społecznego, europejscy lojalni klakierzy predestynowani przez przewodniczącego Komisji Europejskiej, Jose Barroso i jego wesołej ferajny do tworzenia nowych krajowych rządów. Co z tego wynika? Ludzie, którzy przyczynili się do obecnego kryzysy, są wyznaczani jako ci, którzy z kryzysu mają nas wyprowadzić. Nas, bo Grecja i Włochy to dopiero początek.
Byli ludzie, którzy ostrzegali Stany Zjednoczone przed bail-outami dla rodzimych banków. Dzisiaj Europa chce robić to samo, ale na niewyobrażalnie większą skalę. W grę nie wchodzi bowiem bank, lecz cały kraj! Niewyobrażalne sumy pieniędzy są przesyłane do Grecji w kolejnych transzach, by zapobiec jej bankructwie. Im szybciej sobie zdamy sprawę, że obrana droga nie jest rozwiązaniem, że kolejne pakiety pomocowe forsowane przez najważniejszych w Unii, tylko odwlekają nieuniknione i sprawią że upadek będzie jeszcze bardziej bolesny, tym szybciej i łagodniej uporamy się z problemem. A upadek nastąpi. Dziesiątki lat utrzymywania niskich stóp procentowych, dostęp do łatwych kredytów, niewyobrażalnie rozrośnięta administracja, pomoc socjalna, czternaste pensje, wszystko to fedrowało olbrzymią dziurę z otchłani której coraz to wyciągano pieniądze których nie powinno być i których nie było. To nie tylko opis sytuacji greckiej, ale większości państw unii europejskiej. Wydawano więcej niż było, a więc trzeba było te pieniądze pozyskiwać, rozpychając dług publiczny do niewyobrażalnych rozmiarów. Nikt nie pomyślał, że skoro w sejfie pustki, należy ograniczyć wydatki, zrezygnować z ulg, pozwalniać znaczną część – i tak niepotrzebnej – administracji, zrezygnować ze świadczeń na które państwo nie stać, bądź które wykonuje ono nieefektywnie. Jednym słowem należy wydawać mniej. Mniej?! Nie, to nie do pomyślenia, by taki pomysł chociaż zrodził się w głowach polityków. Jak to mniej? Politycy są najlepsi w rozdawaniu pieniędzy. Oczywiście nie swoich, ale publicznych, czyli obywateli. A pieniądze te rozdają właśnie obywatelom, zaraz po tym jak im zabiorą. Taki nowoczesny sposób karania tych, którzy pracują, posiadają i zatrudniają, a nagradzanie tych, którzy nie pracują i mało posiadają. Nagrodami są wszelkiego rodzaju zasiłki, ulgi, dodatki. Polityk który odbiera pomoc socjalną w sposób drastyczny, względem bezrobotnego, słabo sytuowanego obywatela wydaje na siebie wyrok politycznej śmierci. Zasiłki i pomoc socjalna zachęcają do nic nie robienia, wzmagają poczucie ludzi, że coś im się należy, nawet gdy nie należy się nic. A skoro idea państwa opiekuńczego w głowach obywateli jest tak silnie zakorzeniona, wszelkie pomysły by pozbawić ich tej urojonej słusznej niesłuszności, kończą się wyjściem oburzonych na ulice. Tego świadkami byliśmy na ulicach Grecji, a w ostatnim czasie również we Włoskich i Hiszpańskich miastach.
Europa obecnie stoi we wiadrze, a tęgie głowy próbują podnieść ją do góry ciągnąc za uchwyt. Grecja jest krajem potwornie zadłużonym, a chcąc wyrwać się z kłopotów, pożycza jeszcze więcej! Czy pożyczając coraz więcej i więcej, można wydostać się z kłopotów, których przyczyną jest zadłużenie? Unia Europejska, nie ma co do tego wątpliwości. Wielkie, rozrośnięte państwo opiekuńcze w dzisiejszej europie jest standardem, status quo, który ciężko zmienić, bo siedzi on głęboko zakorzeniony w umysłach obywateli, przyzwyczajonych do takiego, a nie innego systemu. Nastąpiła demokratyczna ewolucja Homo Sovieticus, który jest dominującym gatunkiem człowieka XXI wieku. A ten „człowiek jest czymś, co pokonanym być powinno”.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)