Tomasz Litewka Tomasz Litewka
41
BLOG

Przyspieszmy wybory... bo tak!

Tomasz Litewka Tomasz Litewka Polityka Obserwuj notkę 7
"Zdaniem prezydenta, w związku z tym wybory do parlamentu powinny odbyć się wcześniej. - Wybory mogą się odbyć najpóźniej na wiosnę 2011 roku lub pod koniec 2010 roku. Nic nie mam przeciwko temu - powiedział.

- Mielibyśmy jeszcze wtedy taką sytuację, że w tym samym czasie byłyby i wybory samorządowe. Jakby się zdarzyło, że jedni by wygrali wybory prezydenckie, parlamentarne i samorządowe, to czy nie za dużo by było władzy w jednym ręku - pytał prezydent."  - jak przeczytałem na money.pl 

 

Idąc od początku:

"Wybory mogą się odbyć najpóźniej na wiosnę 2011 roku lub pod koniec 2010 roku. Nic nie mam przeciwko"

Prezydent chyba nie wie, że istnieje coś takiego jak kadencyjność urzędu. Parlament jest wybierany na z góry ustalony okres czasu, który może być skrócony także z góry określonych powodów, np. nie możność utworzenia rządu. A tu proszę, mamy sytuację zgoła odmienną. A wszystko to dlatego, że - jak podaje serwis money.pl - "Prezydent Lech Kaczyński nie wyobraża sobie wyborów w czasie, gdy Polska będzie przewodniczyła Radzie Unii Europejskiej. To będzie miało miejsce w drugiej połowie 2011 roku."  No pewnie, skróćmy kadencje parlamentu, bo... Polska będzie przewodniczyła Radzie Unii Europejskiej. Konstytucja w Art. 98 punkt 3 mówi, iż Sejm może skrócić swoją kadencję uchwałą podjętą co najmniej 2/3 głosów. Ale skrócenie kadencji nie powinno odbyć się z prywatnego widzimisię p. Prezydenta. Skoro dobre pomysły (a i humor ostatnio także) dopisują p. Lechowi Kaczyńskiemu, to może i ja coś zaproponuje. A co mi tam. Odwołajmy prezesa NBP, ponieważ Lech Wałęsa został włączony do rady Mędrców. A wszystko to w zgodzie z myśleniem "Koło jest okrągłe, więc Kopernik był Polakiem."

A propos, skoro przeszła w parlamencie ustawa, że osoba karana, nie może zasiadać w izbie, to może i przejdzie podobna, w której warunkiem będzie posiadanie wyższego wykształcenia. Bo jak twierdzi p. Lech Kaczyński człowiek z wyższym wykształceniem > człowiek bez wykształcenia.

 

Ale zostawmy to. Idźmy dalej:

"Mielibyśmy jeszcze wtedy taką sytuację, że w tym samym czasie byłyby i wybory samorządowe. Jakby się zdarzyło, że jedni by wygrali wybory prezydenckie, parlamentarne i samorządowe, to czy nie za dużo by było władzy w jednym ręku - pytał prezydent."

 Pan prezydent, orędownik systemu demokratycznego, zaczyna podważać zasady demokratycznego państwa. Jeżeli konstytucja mówi, że wybory parlamentarne odbywają się co 4, a prezydenckie co 5 lat, to tak ma być. A tu nagle p. Prezydent zauważa, że niedobrze dla Polski by było, gdyby w tak bliskim czasie (bo tak wypadają wszystkie wybory), wybrano przyszłą władzę Polski, bo... może całą pulę zgarnąć jedna formacja. No a to byłoby już źle. Czyli p. Lech Kaczyński podważa prawo obywateli do wyboru własnych przedstawicieli na fotelu prezydenta, czy w parlamencie. No tak, bo może ludzie wybiorą źle, i jedna formacja zgarnie całą pulę, a to źle dla Polski. Co z tego, że na tym polega demokracja. Obywatele wybierają przez kogo chcą być rządzeni, a jeżeli obywatele obstawią wszystkie stołki ludźmi połączonymi ze sobą, to tylko ich sprawa. Wybiera większość.

Warto by było przypomnieć sytuację z 2005 roku, gdy to prezydentem został p. Lech Kaczyński, a w parlamencie wygrała partia jego brata bliźniaka. Wtedy nie było mowy, że skupienie władzy w rękach ludzi powiązanych może być czymś złym. Przecież władza należała do nich, a skoro taki stan zaistniał, to przecież nie może w tym być nic złego. Ale gdy w oczy zajrzało widmo innej przyszłości, gdy wszystkie asy może zgarnąć PO, polityka p. Prezydenta zmieniła się o 180 stopni. 

Pozdrawiam. 

                                       

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Polityka