Dzisiaj w programie "Fakty po faktach" w tvn24 głos zabierał (oj jak zabierał!) Pan Janusz Palikot. Z ciętego języka, kontrowersyjnych wypowiedzi i "ciekawych" prezentacji zdążył nas przekonać. Właściwie moda na wszelakiego rodzaju prezentacje stała się w sejmie czymś normalnym. Nie tylko w sejmie zresztą, Prezydentowi też zaczęło się to udzielać (via konferencja na temat kryzysu, gdzie to Pan Prezydent oświadczył, że nie jest dobrze. Źle również nie jest, ale mogło być lepiej. Kryzys szaleje, ale Polska na razie reaguje na niego dosyć dobrze. Mówił również o tym by brać kredyty w naszej polskiej walucie. A co? W końcu to nasza waluta. Ciekawi tylko fakt, że Prezydent namawia obywateli do brania kredytów, zamiast im tego odradzać. Kredyt to zobowiązania, niekiedy na całe życie. Mówił również o tym, że trzeba rozmawiać i działać - w końcu socjalizmem człowiek żyje. A tak sobie oplułem Pana Prezydenta po raz wtóry, jak mi sugerowano. A co mi tam!).
Wracając do Pana Palikota. W rozmowie stwierdził, że PZPN należy "jebać". Stwierdzenie było cytatem tego co można usłyszeć na stadionach - tak argumentował. Prawda jest taka, że dobrze Pan Palikot zacytował, lecz czy powinien to robić? Czy politykowi przystoi tak się wyrażać o organizacji pozarządowej, cokolwiek by o niej myślał? Nie potępiam, nie pochwalam, bo chodzi tu o sprawę PZPN-u, gdzie myślę to co Pan Palikot cytował. Lecz myśleć sobie mogę.
PZPN określiłbym skupiskiem ludzi o podobnych interesach. Jest to organizacja tych samych ludzi trwających nieugięcie od kilku lat - organizacja zepsuta, zaśmierdziała, zdegenerowana. Nie może być żadnych nadziei w momencie gdy podczas wyborów widzimy te same twarze. Z gówna nie może powstać nic innego jak gówno. Możemy ubrać to w modne szatki, przystroić, ale gównem pozostanie. Jeżeli PZPN ma przypominać związek ludzi odpowiedzialnych za piłkę, a nie za własne tyłki, to trzeba gówno usunąć. Jak? Łopatą, dynamitem, czymkolwiek. Lecz najlepszym żartem jest to, że ci ludzie nie odejdą. Najlepszym przykładem może być Pan Listkiewicz, który to odchodził, to wracał, to znów odchodził, to podawał się do dymisji, to jednak się nie podawał. Słowność już dawno z tym Panem nie jest wiązana. Jeżeli nawet udałoby się usunąć część towarzystwa, to niesmak i zły zapach pozostanie. Jednak działanie jest lepsze od bierności, a czas pomoże wywietrzyć smród.
Wracając do Pana Palikota. Mówi co mówi, czasem za dużo, czasem przesadza, ale stara się. W obecnym rządzie jest to jedna z niewielu osób, która ma moje pełne poparcie w tym co robi. Bo robi. Nawet jak nie widać skutków, stara się, a starania, chęci są początkiem czynu. Panu Palikotowi, z racji jego majętności, nie zależy na 300 zł za udział w obradach (A w naszych czasach majętność wystarczy by kogoś znienawidzić - bo ma więcej niż ja!). A są ludzie, którym zależy, przykładów nie daje, bo bym znowu "opluwał kogoś, a raczej część pewnej partii". Tylko zastanawia, że przedstawianie faktów przez fundamentalistów danych obozów od razu nazywane jest opluwaniem, nagonką, czy innymi epitetami. Nie chodzi tu tylko o zwolenników PiS-u, ale także PO.
Może jeszcze powtórnie kryzys:
Pytaniem jest, kto na tym kryzysie straci? Na pewno nie bankierzy, prezesi tych instytucji, które bankrutowały. Na pewno nie te instytucje, bo w roli Świętego Mikołaja pojawiały się rządy państw, które ze swojego worka prezentów sypały miliardami, ratowały upadające banki, upaństwawiały ich części. Nie stracili również przytomni inwestorzy, Ci z prawdziwego zdarzenia. Nie straciły biura maklerskie, chociaż w tym wypadku straty będą się wiązały z mniejszym zaangażowaniem, a w rezultacie mniejszymi prowizjami. To kto stracił? Ci co najbardziej krzyczeli, ekscytowali się gdy giełda zwyżkowała, oraz Ci którzy najbardziej lamentują w tym momencie. Czyli Ci co zawsze. Ludzie którzy uwierzyli w szybki zarobek, którzy poddali się hura-optymizmowi, euforii zysków, a którzy teraz zaczęli tracić.
Ktoś zadał ciekawe pytanie. Jak wszyscy sprzedają, to kto kupuje? Bo giełda to przecież nie wirtualne pole transakcji, gdzie można kupić i sprzedać kiedy tylko się chce. Aby coś sprzedać, trzeba mieć kupca, aby coś kupić, musi być sprzedawca. Więc kto kupuje, jak wszyscy sprzedają? A no kupują Ci, którzy sprzedawali wtedy, kiedy ceny szczytowały. Podobnie jak sprzedawali wtedy, gdy ceny osiągały szczyt. Ci ludzie nie tracą, a zarabiają na głupocie tłumu.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)