23 obserwujących
262 notki
309k odsłon
  576   0

LEGALIŚCI vs PACYFIŚCI W KOŚCIELE KATOLICKIM

Katolicyzm polski coraz wyraźniej zaczyna się dzielić na dwa główne nurty. Rzecz jasna jest ich więcej, ale coraz bardziej zaczynają dominować te dwa. Jakie? Można je opisać stosunkiem do fragmentów ewangelii. Pierwszy nurt, nazwijmy go legalistycznym opisywałaby scena wypędzenia przez Jezusa kupców ze świątyni Mk11, 15. Drugi, którego nazwiemy pacyfistycznym, scena pojmania Jezusa Mt26, 51-53. Jak zaznaczyłem nurtów jest więcej, ale ponieważ te dwa wyraźnie rosną w siłę, naturalną koleją rzeczy dzieje się to ze stratą dla tych innych. Stałą cechą rosnących w siłę nurtów, jest ich również rosnąca wyrazistość. Po pierwsze łącząca nurt idea staje się coraz bardziej spójna. Oraz po drugie, poprzez zdefiniowanie antagonistów, granice oddzielające taki nurt od innych stają się ostrzejsze. Wyraźnie też widać, że punkt ciężkości, jaki te nurty przyjmują za swój, determinuje ich miejsce na scenie społecznych idei. Także tych nie związanych ani z katolicyzmem, ani nawet z wiarą.

To co konstytuuje obydwa te nurty to stosunek do grzechu i strategia walki z nim.

Nurt “legalistyczny” którego symbolem jest Jezus wypędzający kupców ze świątyni, stara się z grzechem walczyć aktywnie, Chętnie używana przez ten ruch jest narracja “walki ze złem”. Stąd wyraźny sojusz z egzorcyzmem, jako zjawiskiem w Kościele. Ulubione symbole, to zaciśnięta w pięść dłoń owinięta różańcem, miecz. Typowe nazwy jasno nawiązujące do stylu wojowniczego to: “Wojownicy Maryi”, “Męskie plutony różańca”, “Żołnierze Chrystusa”, “ Przymierze Wojowników”, czy nawet “Rycerze Jana Pawła II”. Ważne, że ta “wojowniczość” nie odwołuje się do przemocy fizycznej, pozostając w sferze symbolicznej, a główną bronią jest różaniec. Choć szczególnie skrajni antykatolicy już próbowali owe różańce skojarzyć z kastetami, to mam nadzieję że nikt tych bzdur nie bierze na poważnie.

Ze względu na wyraźną odrębność społeczeństwa polskiego od społeczeństw zachodnich, polegające na liczącym się w Polsce politycznie konserwatyzmie i ciągle jeszcze katolickim społeczeństwie sprawia, że ruchy te w sposób naturalny ciążą do politycznych ugrupowań narodowych. Zresztą działa to w dwie strony, bo i same ugrupowania narodowe, przynajmniej w sferze symbolicznej, bywają katolickie, lub za katolickie usiłują uchodzić. Co zresztą bywa dość zabawne, gdy politycy tych partii starają się uchodzić za świętszych od Papieża.

To wszystko ma swoje konsekwencje. Nurt legalistyczny przy sojuszu z ugrupowaniami narodowymi, zabiega o narzucanie całemu społeczeństwu własnych, opartych na katolicyzmie rozwiązań prawnych. Podkreślmy tu wyraźnie. Główny nacisk nurt ten kładzie na opartej o katolicyzm regulacji prawnej. Nie głównie na ewangelizacji! Ona, choć rzecz jasna istnieje, to stawiana jest na drugim miejscu. I nawet jeśli sami przedstawiciele tego nurtu temu będą zaprzeczać, to tak to po prostu jest.

Warto tu jeszcze dodać, że w tym środowisku obecny Papież nie cieszy się delikatnie mówiąc, popularnością. Traktowany jest jako progresista, odchodzący od nauczania Kościoła - cokolwiek to znaczy, bo obawiam się, że ze szczegółami tego “odejścia”, legaliści mieliby problemy. No i ponownie, jest to skutkiem miejsca jakie legaliści zajmują na scenie społecznej Kościoła. Scenie, którą dziś już sami chętnie wyodrębniają, tworząc własną bańkę jako jedynie słuszną.

Drugi nurt, ten pacyfistyczny za główną swą strategię przyjmuje własny przykład ( choć w praktyce różnie z tym bywa, gdy list tego środowiska reklamowany jako “list zwykłych księży” podpisują takie persony jak powiązany z polityką ks. Bieniecki, czy ks. Sowa) i ewangelizację. Ten nurt popiera papieża Franciszka i generalnie, również z powodów zamykania się we własnej bańce “słusznej ewangelizacji”, ciąży ku katolickiemu internacjonalizmowi w opozycji do patriotyzmu. To znów jest powodem gdzie ten nurt w gruncie rzeczy ląduje. Internacjonalizm to mentalne otwarcie na Świat ze wszystkimi tego konsekwencjami. Czego rezultatem jest podatność takich osób na progresywne wiatry z Zachodu. Nowe idee dość łatwo są agregowane przez to środowisko w nową formę katolicyzmu “otwartego”, czyli po prostu nie katolicyzmu.

Ludzi tych charakteryzuje otwartość na innych. Próba ich zrozumienia. Też odmienny, bardziej pobłażliwy od legalistycznego stosunek do grzechu. Ich ulubionym fragmentem Ewangelii jest “idź i nie grzesz więcej”. Co znów ma dobre i złe strony. Na pewno taka postawa powoduje, że wobec swoich konserwatywnych braci katolików są mniej zasadniczy niż tamci do pacyfistów. Ale też są bardziej pobłażliwi dla siebie samych, co znów powoduje, że nie pozbywają się ludzi pokroju ks. Bonieckiego ( który jest już słynny, podobnie jak św. p. Szymborska, z podpisywania wszystkich słusznych listów) czy ks. Sowy, o którym wszystko można powiedzieć, ale nie, że jest przykładem dobrego duszpasterza.

Podsumowując...

W zasadzie się zawiesiłem... no bo co tu można mądrego powiedzieć? Każda skrajność prowadzi do błędów? Truizm. Potrzebny okrągły stół? Truizm. No nic mądrego nie przychodzi do głowy. Na dodatek, o czym nie napisałem w Polsce nie ma hierarchicznego Kościoła. Nie ma ludzi pokroju Kardynała Wyszyńskiego. A co tam Wyszyńskiego. Tam w ogóle nie ma nikogo kto miałby choć własne zdanie. Teraz to już tylko czekamy na to by Franciszek rozwiązał cały episkopat. Najwyższa pora. Bez tego ani rusz. Bez tego dwa Kościoły będą się w Polsce coraz bardziej i coraz mniej pięknie różnić.

Amen

PS. Warto śledzić obydwa te nurty w kontekście ostatnich protestów. To właśnie te protesty i stosunek do nich ułatwił mi dookreślenie problemu przed jakim stanął polski Kościół. Ten nie głównie instytucjonalny.


Lubię to! Skomentuj39 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo