Jak wytłumaczyć krowie na miedzy, że gdyby PO była przeciw prywatyzacji, nie stworzyłaby możliwości prywatyzacji?
A spytać wolno kogo okłamuje Bronek?
Skoro był przeciwny prywatyzacji, to czemu umożliwił ją ustawowo?
No i teraz logika.
Jeśli powiem, że ktoś "chciał prywatyzacji", to nie stwierdzam stanu faktycznego.
Stanem faktycznym jest np.
- fakt uchwalenia ustawy: "Sejm zgodził się na prywatyzację szpitali"
- fakt indywidualnego głosowania: głosował tak-nie, są sejmowe protokoły online; głosował TAK za ustawą o zozach, zawetowaną przez Prezydenta
- fakt współtworzenia programu - gdzieś tam jest Bronek podpisany
- fakt członkostwa w PO, niewątpliwy, poparty prawyborami (co prawda wybór był nielegalny, gdyż nie wzięło w głosowaniu kworum członków PO, ale to i tak nieźle jak na tę partię). Jest oficjalnym kandydatem.
To są stany faktyczne.
Natomiast opinia "Bronek chciał prywatyzacji" jest oceną jego intencji, oceną zachowań, nie stwierdza faktów, bo to nie są fakty.
Ocena nie jest jednak bezpodstawna, powołuje sięna fakty, np.
1. W czacie z Moskwy Komorowski oświadczył , że nie ma specjalnego nowego programu jako kandydat na prezydenta, bo jego program to program PO z 2007 .
2. dowód obecności prywatyzacji w programie PO znajduje się w rządowym opracowaniu Polska 2030. "Tam, gdzie to możliwe, powinna nastąpić prywatyzacja usług bądź zlecanie ich podmiotom zewnętrznym na zasadach rozliczania przez cele (np. służba zdrowia, zlecanie zadań pośrednictwa pracy i doradztwa zawodowego prywatnym agencjom itd.)."
3. O sprawie jako o prywatyzacji mówiono w prasie, za to samo skazano Kaczyńskiego
"Dziennik", 21.X.2008 "Sejm zgodził się na prywatyzację szpitali".
4. Kuriozalne sztuczki z sztabu i Sądu, że kandydat Komorowski to nie to samo co PO. Komorowski w uzasadnieniu pozwu powiedział m.in.: "Chciałbym przestrzec przed kłamstwem (...) - polegającym na przyklejeniu PO i mnie łatki zwolenników prywatyzacji służby zdrowia".
Z powrotem do logiki. Ocena czyichś intencji czy zamiarów może być adekwatna, jeśli nikt jej nie podważa, lub błędna jeśli oceniany się nie zgadza i oświadczy, że miał inną intencję, lub kiedyś miał inny cel, a teraz ma inny.
W żadnym razie nie należy jej nazywać kłamstwem - ono zakłada intencjonalne i bezpodstawne przypisywanie komuś czynów których nie popełnił.
Ocena intencji nie stwierdza faktów, zatem nie może być celowym kłamstwem.
Może być pomówieniem, krzywdzącym i niesprawiedliwym, może godzić w czyjeś dobra osobiste, ale terminologicznie nie wyczerpuje definicji kłamstwa.
Jednak ocena intencji nie może też być dowolną opinią oderwaną od faktów, w których oceniany uczestniczył. W takim przypadku byłaby bezpodstawnym pomówieniem.
Zatem ocena intencji - nie stwierdzając faktów - musi polegać na zaistniałych faktach, które są przesłankamidla wystawienia takiej a nie innej oceny. Sąd powinien był zadbać o spójność między oceną a faktami, na których ona była oparta.
Przesłankami oceny "BK chce prywatyzacji" były zaobserwowane fakty wyliczone powyżej w punktach.
Przeciwnych faktów brak. Nie znam.
BK nie udowodnił, że wykonał czynności utrudniające lub uniemożliwiające prywatyzację.
Jedynie oświadcza po fakcie, że jej nie chce.
Że jest przeciwnikiem prywatyzacji, którą na pytanie sądu objasnia jako sytuację, gdy
za usługę lekarską trzeba płacić z własnej kieszeni.
To znaczy sytuację gdy nie ma ubezpieczenia zdrowotnego.
Kogoś o tak nieprawdopodobnych wyobrażeniach o świecie i o sobie trudno ocenić tak, aby uchwycić prawidłowo jego intencje.
Trudno o nim wygłosić opinię, która nie okaże się fałszywa.
Urwał się z tej czereśni, czy co?


Komentarze
Pokaż komentarze (9)