182 obserwujących
639 notek
1020k odsłon
2584 odsłony

UŻYWANIE CELEBRYTÓW

Wykop Skomentuj36

 

Nie wiem, po co naukowiec (dajmy na to, prof. Śpiewak, nie mam na myśli byłych lektorów PZPR), człapie do studia telewizyjnego, by przez dziesięć minut współbrzmieć z prowadzącą i koniec końców nic nie powiedzieć.
 
Czytamy powieść, zachwycamy się i nią i autorem, nie możemy się oderwać – zarywamy pół nocy. Pochłania nas film, chcemy poznać inne dzieła reżysera. A potem poznajemy autorów. W telewizorze. I taki autor ma mówić nie o swojej książce, nie o nakręconym filmie, nie o swojej twórczej pracy, nie o to jest pytany, a mówi o tęczowej paradzie i o budowie stadionu, o aborcji, i o antysemityzmie, o Kościele, a także o małej Madzi.
Studiujemy pracę quasi naukową, raczej publicystyczną – dajmy na to zatytułowaną „Pamięć po komunizmie”, odnajdujemy bliskie swojemu widzenie spraw, podoba nam się ujęcie problemu. I co jakiś czas sięgamy do niej tylko po to, by zobaczyć, że rozważania o budowaniu polskiej demokracji, o zniewolonych umysłach, są wciąż aktualne. Podział na nienawistnicy – moraliści istnieje, i „znijaczenie” jest w tym samym stadium, jest w doskonałym stanie. A autor pracy, jako pierwszy użył nazwy „IV Rzeczpospolita”, dostrzegł potrzebę. I potem widzimy go w telewizorze. Raz i drugi i trzeci. Kosmiczne rozczarowanie. Wali w opozycję jak w bęben. Ostatni rozdział swojej naukowej pracy, erratę do niej, o mowie publicznej, o dziedzictwie komunizmu może poświęcić sobie.
Podobają się nam rysunki satyryczne, pamiętamy je z PRL, rzeczywistość w plastycznej pigułce. A potem satyryk dzieli się swoimi przemyśleniami w telewizorze, oczywiście o PiS-ie, o sukcesie prezydencji, o tolerancji. Ignorancja totalna. I o Madzi.
Uznany aktor, podziwiany na scenie, mówią o nim wybitny – otwiera samodzielnie usta w telewizyjnym studio, mówi o katastrofie smoleńskiej, dowodzi, że nie ma zielonego pojęcia, nie zna podstawowych faktów, wprost bredzi. Jakiż dysonans. Wybitność aktorska i pospolita głupota.
Do czego zmierzam. Oddalenie czasu lub choćby przestrzeni – autor i odbiorca (okropne słowo). Autorzy kiedyś byli znani tylko ze swoich dzieł. A dzisiaj są na dotknięcie ręki, w telewizorze. I są używani przez media. Ponad miarę przyzwoitości.
Nie umiem słuchać telewizora. Nie potrafię się skupić na wydobywającym się z niego bulgocie. Jak to jest możliwe, że profesor, dajmy na to Paweł Śpiewak, naukowy celebryta stacji TVN, który potrafił kilkanaście lat temu formułować wprost przemądre socjologiczne tezy (przecież trafił na osławioną listę Michnika, nie istnieją lepsze referencje, niż znaleźć się na liście do medialnego odstrzału), bystry obserwator rzeczywistości głupieje w telewizorze? Gdy przypudrowany usiądzie naprzeciw redaktor Pochanke, zaczyna czytać jej w myślach, powtarza oklepane frazy, przyjmuje ochronne barwy. Mówi, to samo, co gość przed nim i gość po nim. Ten, co był wczoraj i będzie jutro. A więc, po co?
Nie wiem, po co naukowiec (dajmy na to, w dalszym ciągu prof. Śpiewak, nie mam na myśli byłych lektorów PZPR), człapie do studia telewizyjnego, by przez dziesięć minut współbrzmieć z prowadzącą i koniec końców nic nie powiedzieć. Lekko licząc, by pognać do studia TV, musi zmarnotrawić kilka godzin swojego życia. Stać go na to?
Chyba, że mieszka na Wiertniczej, a to przepraszam, kilka kroczków. Ale i tak kradnie mój czas, gdyż – znam go, i wiem, na co go stać, i nasłuchuję, aż powie coś zaskakującego, przewrotnie sformułuje tezę. Niedoczekanie moje.
Słucham telewizora i jednocześnie czytam książkę, gdyż telewizji nie oglądam, czasem zerknę na rozmówczynię zaproszonego celebryty, na długoszyją redaktor Anetę Werner. Ale Monika Olejnik, czym ma się pochwalić?
Uwaga. Drobna. Gdy widzimy tego Śpiewaka, ten niezależny umysł naukowy, warto sobie uświadomić, że właśnie on, jako bezpartyjny polityk PO w mediach wzywał do walki na noże z PiS. Justyna Pochanke o tę „gangsterkę polityczną” dzisiaj go nie zapyta.
Dzieło i jego autor, celebryta w telewizorze. Czyli rozczarowania. Plastyk Mleczko. Nie ma nic do narysowania? Po cóż kilkadziesiąt minut grzeje twardy zydel, wokół fruwają myślątka na poziomie straganowym telewizyjnego mistrza kucharskiego i celebrytki Czubaszek. Plastyk z prezenterem Urbańskim dzieli jedną myśl na czworo. A potem siedzi i czeka, czai się, aż w końcu wtrąci kilka przygotowanych sentencji, wykutych na blachę: Jurek Clooney zauważył, że … sam mistrz Altman 14 maja 1978 roku powiedział, czy też - przeczytałem przez ramię Kryśki Kofty.
Tak śniadają mistrzowie. Tak media ich używają. Argument z celebryty!
Nie mógłby Mellerowi podesłać mailem tych kilka przyniesionych złotych myśli, i tenże puściłby je na żółtym neonowym pasku? Jakaż oszczędność wszystkiego. 
A celebryci dziennikarscy? Loża prasowa – ostatnio w niej zasiedli czterej identycznie myślący, w innych miejscach stawiali przecinki. Red. Wróbel siedział jako prawica. I kilkadziesiąt minut ble, ble, ble – politpoprawne myślątka. Żadnej polemiki, ni chęci mordobicia. Powtarzali to, co można przeczytać na każdym internetowym portalu. Złodzieje czasu.
A celebryci polityczni? Śniadanie u Olejnik. Murowany gość, polityczny dinozaur Żelichowski, poseł od niepamięci. Czy gospodyni jest w stanie zacytować jakąkolwiek jego myśl śniadaniową wartą analizy? Cóż u niej wciąż robi? A Nałęcz, łykający powietrze jak płotka wyrzucona na brzeg: eee, yyy, yyyy, eee,, uuu. Złodzieje czasu. A „Kawa na ławę”? Kłopotek przynajmniej czasem puści farbę. Ale dyżurny stacji TVN Kalisz?
Szanowna Pani Łaszcz. Zaprośże chociażby Wildsteina i Jachowicza – to z jednej strony, i redaktorów Żakowskiego ze Stasińskim z drugiej. Czy znajdujesz racjonalne wyjaśnienie, dlaczego tak się nie dzieje? Zapewniony kilkukrotny wzrost oglądalności. A może wcale nie chodzi o oglądalność? A to przepraszam. Ale i tak podpowiadam. Gdyby, chociaż raz w miesiącu Stasińskiego zastąpić Michnikiem, a Jachowicza Ziemkiewiczem, pozostałe loże można skasować.
Wczoraj Lis. O Madzi. Zabrakło tematów redaktorze Lis? W tamtym tygodniu Rutkowski, a w tym serialowe aktoreczki. Wiadomo już, co z „tą Polską”? I dwie osóbki z telenowelek, na żywo u Lisa. Celebrytki Cichopek i Koroniewska. Po co się kompromitują? Oto myślątko Kaśki Cichopek: „W tej sprawie trzeba pogrzebać trochę głębiej, zacząć od korzeni pani Katarzyny i tego pana”.
Lis dołączył do dziennikarzy wałkujących trzeci tydzień temat tragicznej śmierci dziewczynki. Było zapotrzebowanie na tragedię. Jest.  Dramat. Trafiło na Sosnowiec.
Najpierw dziennikarze sprawę rozdmuchali, właściwie ją wykreowali - relacje znad rzeki, przeczesywanie terenu, z alejki w parku, z ulicy, rekonstrukcja wydarzeń, rozmowy z sąsiadami, psycho-portrety porywacza, a potem od świtu z ruin domku, i ponownie, … co mieszkańcy na to.
I każdy celebryta przez dwa bite tygodnie – z loży, z kawy na ławę, ze śniadania jednego i drugiego – był odpytywany, co sądzi o „Madzi”? I sąsiedzi też. Co pan/pani o tym sądzi?
Media żywiły się porwaniem, tragedią rodziny przez pierwsze dni – poszukiwanie dziecka, a potem żywiły się jego śmiercią – medialna akcja „znicz”. W końcu jak niewiniątka stanęły z boku i badają mieszkańców Sosnowca. I apelują. Z programu Lisa płynie apel psycholożki– cytat dosłowny:
„Jest sytuacja przed pogrzebem, mam prawo zaapelować do ludzi z Sosnowca, żeby zachowali szacunek i daleko posunięty spokój”.
Najpierw dwa tygodnie podburzyli, grali na emocjach, a dzisiaj apelują. Oto szczyt hipokryzji mediów. Medialnych celebrytów.
Mleczko doskonale rysuje, Grabowski w imponujący sposób wypina Kiepskiemu kałdun, Gargias wyjątkowo wdzięcznie prognozuje pogodę – po cóż jeszcze łażą w telewizorze po cudzych programach? Po co na szklanym ekranie otwierają buzie na każdy temat? Raz się pokazać i wystarczy. Po cóż Paweł Śpiewak, badacz mowy publicznej, marnotrawi swój i mój czas towarzysząc Justynie Pochanke? Po cóż daje się używać?
 
Tekst ukazał się w Warszawskiej Gazecie

 

Wykop Skomentuj36
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale