182 obserwujących
639 notek
1020k odsłon
1170 odsłon

"NIE OPŁAKAŁA ICH ELEKTRA"

Wykop Skomentuj20

 

Otóż Sewerynie Blumsztajnie. Armia Czerwona nie była dla Polaków, dla „prawdziwego narodu” armią wyzwolicielską, a krasnoarmiejcy nie byli wyzwolicielami. „Historyczne prostactwo” dostrzeż u siebie, w swoim widzeniu historii.
 
Na internetowej stronie Instytutu Pamięci Narodowej czytam słowa zobowiązania - „Przywróćmy ich pamięci”, a w Gazecie Wyborczej, tego samego dnia, Seweryn Blumsztajn w artykule redakcyjnym wzywa: „Zostawcie tych żołnierzy”.
Jakiś dysonans? Nie, to konsekwentnie, od wielu lat prowadzona polityka historyczna środowiska Czerskiej, ale oczywiście także inna pamięć. Jeżeli dodam, że rzecz dzieje się w przededniu Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych, to trzeba (chyba, nie chodzi o prowokację?) spojrzeć inaczej. To kwestia wrażliwości, ale także sięganie do innych wartości.
Według Blumsztajna, „żałobnicy smoleńscy", skrajna nacjonalistyczna prawica, konsekwentnie próbują zawłaszczyć wszystkie patriotyczne symbole i „zbudować swoją wersję najnowszej historii”.
Sewerynie Blumsztajnie – wyprzedzam tok rozumowania, przecież to ty 9 maja zapalałeś znicz czerwonoarmistom, czciłeś ich pamięć, apelowałeś o to – i to jest twoja wersja historii i twoja symbolika. Broń jej, niech będą wyraźnie zakreślone linie podziału. To jest inny świat, inna wrażliwość, inna pamięć.
Publicysta z Czerskiej wyciąga z peerelowskiej przeszłości pytanie - „komu to służy?”. Informuje zarazem, że jemu na pewno nie służy. Po prostu szkodzi.
Pytanie to w propagandzie peerelowskiej dyskwalifikowało przeciwnika, wskazywało na obce, ukryte motywy, (kto za tym stoi). Blumsztajn pisze: „I zapalając świeczkę na grobie jakiejś stalinowskiej ofiary, będziemy się teraz zastanawiali, w czyim imieniu i komu to służy”.
Otóż to, komu to służy. Łatwo można Blumsztajnowi odpowiedzieć na pierwszą jego wątpliwość. W czyim imieniu. Każdy w swoim własnym imieniu. Zapala świeczkę i pamięta. We własnym imieniu, ale w imię rodzinnych tradycji, i tradycji - napiszmy wprost - narodu. Tak jest, po prostu tak jest, że czczenie pamięci wynosi się z domu i służy ono wspólnocie. I do głowy nikomu nie powinno przyjść zastanawianie się, „w czyim imieniu”.
Razi niestosowność zwrotu „jakiejś” stalinowskiej ofiary. Przecież gdyby autor napisał „na grobie stalinowskiej ofiary” sens pozostałby ten sam. Po cóż to lekceważące wtrącenie – „jakiejś”? Chyba, czego nie podejrzewam, że chodzi mu o anonimowość ofiary? A to, co innego, zwykła gruboskórna niezręczność.
Dzięki pracy Instytutu Pamięci Narodowej, którego pełna nazwa brzmi, co warto dziennikarzowi GW przypomnieć, „Instytut Pamięci Narodowej – Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu”, otóż dzięki IPN-owi wiemy coraz więcej o ofiarach komunistycznego reżimu, coraz rzadziej są bezimienne, anonimowe.
Coraz więcej wiemy o „Ciemnym”, który nie został agronomem, o ,,Świcie" , który pragnął być księgowym, o Marusi, która, jak pisze Zbigniew Herbert, po prostu pragnęła być matką, o „Gromie”, który wymarzył sobie bycie poetą.
„Żołnierze wyklęci” – napiszę to wprost - oddali życie za Polskę. I tę uwagę czynię nawiązując do ankiety tygodnika „Uważam Rze” zatytułowanej „Jesteśmy dumni z Polski”. Tytuł niezbyt szczęśliwy, pytanie powinno brzmieć „Jestem dumny z Polaków”, albo też - „Jestem dumny z historii Polski”. Właśnie takiej historii. Jak pisał poeta – „pili samogon jedli nędzę, tak się starali losom sprostać”.
A dzisiaj redaktor GW wzywa do niepamięci, do „zostawienia tych żołnierzy”, a przecież dwa lata temu podpisywał apel o Pamięć.
Ale była to inna pamięć, taka, która kazała mu 9 maja zapalić znicze żołnierzom Armii Czerwonej. To na łamach jego gazety można było przeczytać podziękowania, że „Polacy pamiętają o swoich wyzwolicielach”.
Otóż Sewerynie Blumsztajnie. Armia Czerwona nie była dla Polaków, dla „prawdziwego narodu” (to Twoje określenie) armią wyzwolicielską, a krasnoarmiejcy nie byli wyzwolicielami. „Historyczne prostactwo” (ten zwrot również zaczerpnąłem z twojego bogatego słownictwa) dostrzeż u siebie, w swoim widzeniu historii.
Czy publicysta GW zdawał sobie sprawę z niestosowności wzywania Polaków do zapalania zniczy, właśnie 9 maja? Zapalał go w swoim własnym imieniu, a także (zapewne) w imię tradycji (lewicowych) swojego środowiska, w imię tradycji rodzinnych politycznych przyjaciół . Ale, czy pouczając innych, nie zdaje sobie sprawy, jak było to niestosowne?
Mogę pisać o środowiskowej tradycji, gdyż pod Apelem 9 maja obok jego nazwiska widnieją podpisy osób o bardzo skomplikowanych życiorysach. Dostrzec można było Jacka Bocheńskiego, Michała Głowińskiego, Marii Janion, Wisławy Szymborskiej, czy Andrzeja Wajdy, a więc osób, które dzięki „nowej rzeczywistości" – pisząc bardzo eufemistycznie - a także dzięki działalności w PZPR, dzięki rolom społecznym i zawodowym jakie wówczas im przydzielono, porobili błyskawiczne kariery. To jest po prostu fakt. I na liście sygnatariuszy apelu widnieją również nazwiska dzieci a także członków rodzin, tych, którzy bardzo źle się zapisali historii.
Komu to służyło? Jak napisałem - wystarczyło przejrzeć listę sygnatariuszy akcji majowej, by odpowiedzieć na to pytanie. Zresztą Andrzej Wajda wprost powiedział, że radzieccy żołnierze walczyli w słusznej, jego sprawie. (SIC!)
A Blumsztajn pisze dalej, że "Żołnierze wyklęci" byli od początku ulubionym tematem historyków IPN.
Najpierw „jakieś” stalinowskie ofiary, a teraz „ulubiony” temat. Czy na Czerskiej zabrakło adiustatorów, czy wręcz odwrotnie – każde słowo stoi na swoim miejscu? Może Blumsztajn jest zwykłym prowokatorem?
Pozostawmy jego obsesje i fobie, i trochę go oświećmy.
Od wielu lat każdego tygodnia zaglądam na stronę internetową Instytutu Pamięci Narodowej. Dowiaduję się o konferencjach naukowych, konkursach, a także edukacyjnych akcjach. Sprawdzam, jakie właśnie opublikowano prace naukowe, jakie wyszły nowości książkowe, oraz jaki jest wiodący temat miesięcznika IPN, jego Biuletynu. Piszę o tym, dlatego, by stało się oczywistym, że jestem doskonale zorientowany w pracy IPN, wiem, czym się zajmuje.
Zajmuje się i „Solidarnością” (olbrzymia ilość badań naukowych i publikacji), a także naszymi polskimi bohaterami, niezłomnymi, zapomnianymi (jak to łaskawie był łaskaw napisać Blumsztajn – ulubionymi). IPN bada także PRL, a więc i komunizm, opisuje obydwie okupacje niemiecką i sowiecką i dokumentuje zbrodnie.
Widać, że czyni starania by historię najnowszą badać w wielu wymiarach. By nie być gołosłownym, oto tematy ostatnich sześciu numerów biuletynu IPN. Biuletyn nr 4 jest niemal w całości poświęcony protestom z 25 czerwca 1976 r. Łączony numer 5-6 poświęcono Wielkopolsce, poznańskiemu powstaniu. Dodano do niego dwa filmy dokumentalne „Bunt majowy” oraz „MY Z CEGIELSKIEGO”. Kolejny numer poświęcony został polskim socjalistom, w tym sylwetce Edwarda Lipińskiego, a na płycie DVD dołączono film „Podsłuchane życie” o Janie Józefie Lipskim. (Polecam uwadze redaktorów Wyborczej).
Kolejny poświęcono najlepszym tradycjom Wojska Polskiego i mało znanym wybitnym jego postaciom, a następny poświęcono postaci Stefana kardynała Wyszyńskiego Prymasa Polski. Ostatni, jaki się ukazał – grudniowy, związany jest z trzydziestą rocznicą wprowadzenia stanu wojennego. Czytam we wstępie – „dedykujemy wszystkim znanym i nieznanym Ofiarom tej zbrodni”. Tak samo było, gdy prezesem IPN był śp. Janusz Kurtyka.
A publikacje książkowe? Bogactwo i różnorodność. Z ostatnich miesięcy. Jest praca bardzo obszerna, prawie czterystustronicowa o ludowcu i działaczu niepodległościowym Stanisławie Mierzwie, a druga o działalności Rady Miejskiej Miasta Poznania w latach 1919–1939. Inna o szczecińskiej podziemnej Solidarności, i wiele poświęconych „Solidarności”, liczących łącznie setki tysięcy stron. Instytut wydał także autobiografię komandora Zbigniewa Węglarza, legendy Polskiej Marynarki Wojenne, ale również na prawie ośmiuset stronach opublikował pisma polityczne Leszka Nowaka zatytułowane „Polska droga do socjalizmu”. Autor to filozof, twórca koncepcji filozoficznej „nie-Marksowskiego materializmu historycznego”. (Informacja dotrze na ulicę Czerską?).
Może Blumsztajn zrozumie, że powinien spuścić z tonu?
Dlaczego o tym piszę? Czemu mają służyć te ścisłe wyliczenia? By stało się widocznym, że publicysta Gazety Wyborczej zdradza ignorancję, albo też, wykazuje wyjątkową złą wolę. To nie o „ulubienie” tutaj chodzi. To nie jest „ulubiony temat”!
To jest powinność Instytutu Pamięci Narodowej i aż chciałoby się podążając drogą rozumowania  Seweryna Blumsztajna zapytać – „czemu/komu służy”?
A ci, którzy czczą 1 marca, jako Dzień Żołnierzy Wyklętych pragną, aby nie było tak, jak pisał Zbigniew Herbert w „Wilkach””
ponieważ żyli prawem wilka
historia o nich głucho milczy
został na zawsze w dobrym śniegu
żółtawy mocz i ten trop wilczy
by historia nie milczała. Aby nie było tylko tak jak pisał Poeta: „nie opłakała ich Elektra, nie pogrzebała Antygona”.
Tekst ukazał się w Warszawskiej Gazecie
 
Wykop Skomentuj20
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale