Prokuratura pobrała próbki dziecka z jakim Aneta K. stawiła się na badania. Pobrała takze próbki od S.Łyżwińskiego jakko przypuszczalnego ojca tego dziecka. Badanie wykazało, ze Łyżwiński nie jest ojcem poddanego sprawdzeniu dziecka.
I tu nasuwają się wątpliwości:
W jaki sposób prokuratura ustaliła ponad wszelką wątpliwość, że przyniesione przez Anetę K. dziecko jest dzieckiem Anety K. i nie zachodzi możliwość podmiany tego dziecka?
a/ Dziecko mogła zamienić sama Aneta K. kierując się sobie znanymi powodami i przybyć do prokuratury z nie swoim dzieckiem
b/ dziecko mogło zostać podmienione np. w szpitalu, zaraz po urodzeniu - co nie jest takie niemożliwe, zważywszy dziwną rolę, jaką odgrywają w tej sprawie różni ludzie otaczający Anetę K. w okresie ciąży i samego porodu - zwłaszcza technik weterenaryjny. W tym kontekście dziwna jest także pewność siebie Łyżwińskiego, że badanie potwierdzi jego przekonanie, że nie jest ojcem tego dziecka.
Czy w związku z tym na dowodzie w sprawie o korupcję, prowadzonej przez prokuraturę, a powszechnie określanej jako "seks za pracę" , jakim jest porównanie próbek dziecka i potencjalnego ojca - nie ciąży uzasadnione podejrzenie bezwartościowości takiego dowodu lub wręcz jego nieważności?
Czy w takiej sytuacji prokuratura nie powinna dokonać porównania DNA dziecka i matki? Po to, by w 100% uzyskać pewność, że okazane i poddane sprawdzeniu dziecko jest dzieckiem Anety K. i dopiero wtedy dokonywac porównania DNA dziecka i potencjalnego ojca?
Wątpliwość budzi nie tylko ojcostwo, ale także macierzyństwo tego dziecka.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)