Nie lubię tych, którzy nazywają sami siebie outsiderami i głoszą to publicznie. Bo już głosząc, stają się „in” a nie „out”.
To „out” użyte w określaniu samego siebie ma służyć podkreśleniu własnej niezależności sądów, nieprzynależności do żadnej opcji politycznej, niezaangażowaniu po żadnej ze stron jakiegokolwiek konfliktu interesów, trzymaniu się na uboczu zdarzeń, mód i spraw dziejących się wokół..
Pewnie myślą, że przypisując sobie status wolnego od bezpośredniego udziału obserwatora uzyskują natychmiastowe prawo do traktowania ich głosu jako nieskażonego jakąkolwiek zależnością. Tyle tylko, że w momencie, w którym ów głos z siebie wydają, tracą status obserwatora , a przyjmują status komentatora. A więc nie „out” ale jak najbardziej „in”.
Gdybyż jeszcze ich komentarze i opinie rzeczywiście wskazywały na dążenie do obiektywizmu, gdyby nie miały wyraźnych wskazówek do opowiadania się po którejkolwiek stronie, gdyby nie podkreślały własnego subiektywizmu w przyznawaniu racji, nie zawierały wątpliwości i reklamiarskich pochwał. Ale tak nie jest!
Piszący pod nickiem Outsieder w Salonie 24 nie tylko spełnia wszystkie wyżej wymienione cechy insidera, nie tylko swoim zaangażowaniem i subiektywizmem ( czego absolutnie nie ganię, wręcz przeciwnie uznaję za wskazane przy prezentacji własnych poglądów) zaprzecza swojemu, zawartemu w nicku „staniu na zewnątrz” i „nie braniu udziału”, ale domaga się wręcz zapewnienia mu statusu insidera i to na wyjątkowej pozycji, co zresztą uzasadnia zabawnie – mianowicie tym, ze tylko taki status, wiążący się z wyeksponowaniem jego tekstu, gwarantuje zwiększoną poczytność tegoż tekstu.
Prawdziwemu outsiderowi nie zależy na docieraniu ze swoimi opiniami do innych, nie zamierza wpływać na opinie innych i kształtować poglądów, nie poczuwa się być zobowiązanym do zabierania głosu w dyskusji – to rola insidera.
Nasz, salonowy Ousider swoje pretensje pod adresem prowadzących Salon24 zgłaszał tak długo i tak uporczywie, aż osiągnął zamierzony skutek. Walczył o swoje prawo. Ale nie była to ani postawa, ani sposób realizacji celu świadczący o outsiderstwie, wręcz przeciwnie, była to postawa i sposób realizacji celu wojującego insidera.
Nie oceniam treści tekstów Outsidera, z którymi w sporej części zgadzam się. Nie oceniam jego natarczywego boju o zaistnienie na „czołówce” Salonu24. Nie oceniam nawet skromności, czy też jej braku w uznawaniu własnego tekstu jako tak dobrego czy interesującego, że jego nieobecność na pierwszej stronie budzi najpierw zdziwienie, potem protest , a w końcu szczere oburzenie i gniew autora.
Oceniam tylko absolutny rozziew między przybranym nickiem a prezentowaną postawą.
Oceniam fałsz kryjący się w przybranej nazwie, który ta waleczna postawa demaskuje.
Oceniam także pewną próbę sztucznego wywyższenia się, przypisania sobie nieuprawnienie statusu „niezależności” wobec pozostałych, zwłaszcza zawodowych dziennikarzy Salonu24, których Outsider stawia w kontrapunkcie do własnej osoby, jako „zależnych”.
A ponieważ Outsider próbuje takie właśnie spojrzenie na rzeczywistość salonową narzucić pozostałym – budzi to we mnie odruch sprzeciwu.
Nie lubię „ousiderów”, którzy wmawiają innym swoje prawdy jako prawdy obiektywne i niezależne, zwłaszcza wtedy, gdy są insiderami z całym zbiorem swoich własnych prawd całkowicie subiektywnych i zależnych, choćby od własnej wiary w polityków, własnych przekonań, własnych sympatii i własnego oglądu rzeczywistości.
Jak dotąd nie spotkałam w Salonie 24, wśród wymieniających poglądy w sposób uprzejmy i grzeczny, wśród zgadzających się z poglądami innych, wśród kłócących się , zażarcie spierających, często przekraczających granice emocji, prawiących sobie wzajemne złośliwości, nawet obrażających się wzajemnie – nikogo, kto usiłowałby z determinacją Outsidera domagać się prawa do prezentacji własnych poglądów, jako poglądów outsidera.
Dlatego nie lubię outsiderów.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)