To nie Sakiewicz rozpętał sprawę abpa Wielgusa.
Sakiewicz był tylko narzędziem w rękach tego kto rozpętał tę aferę. Obrzydliwym, służalczym narzędziem.
Przy rozpętaniu afery posłużono się "przeciekiem".
Sakiewicz stwierdził,że IDENTYCZNE dokumenty znajdują się w IPN.
IPN powiedział, że ani Gazeta Polska ani Sakiewicz nie przeglądali akt IPN dotyczących abpa Wielgusa.
Pytania:
1. Skąd Sakiewicz miał pewność, że akta z "przecieku" są identyczne z aktami w IPN? Kto dla Sakiewicza jest aż tak wiarygodny, że bez sprawdzenia w IPN, uznał, że przekazana mu informacja jest prawdziwa?
2. Kto w sposób nieuprawniony i sprzeczny z polskim prawem dysponuje aktami "identycznymi z aktami IPN"?
3. W jaki sposób te nielegalnie posiadane duplikaty akt mogą być wykorzystywane do wpływania na politykę i na osoby sprawujące wysokie funkcje w państwie?
4. Dlaczego tą sprawą do tej pory nie zainteresowała się prokuratura? Konkretnie kto jest dysponariuszem nielegalnych dokumentów, które zostały przekazane Sakiewiczowi z zadaniem opublikowania istoty ich treści?
I pytanie dodatkowe:
Czy sam "przeciek", sam fakt, że ktoś posiada "lewe" dokumenty i może dowolnie nimi manipulować, że może uprawiać "grę teczkami" - nie jest stokroć bardziej interesującym materiałem dla "stojących na straży demokracji" mediów i dziennikarzy niż sama sprawa abpa Wielgusa?
Mamy krysys w kościele za sprawą ujawnionej jednej teczki jednego człowieka.
Ale prawdziwym kryzysem, kryzysem państwa i demokracji jest fakt dysponowania bliżej nieznaną ilością teczek (identycznych z teczkami w IPN!) przez chronione przez dziennikarzy, takich jak Sakiewicz "źródła".



Komentarze
Pokaż komentarze (3)