W numerze 26 (31) Tygodnika "Solidarność Małopolska" z dnia 1 lipca 1990 roku opublikowałam tekst " Być europejczykiem".
Minione siedemnaście blisko lat od tamtej daty, dało odpowiedź na niektóre moje wątpliwości, jakie żywiłam w tamtym, niezwykłym, pełnym nadziei czasie. Niektóre z nich szczęśliwie udało się rozwiązać z korzyścią dla Polski, choć i za nie zapłaciciliśmy wieloma kosztownymi dla nas latami oczekiwania na ich rozwiązanie.
Niektóre, zwłaszcza skutki świeżo rozpoczętej wówczas realizacji "planu Balcerowicza" do dziś ciążą na Polakach w postaci ogromnej biedy wielu milionów, dramatycznie niskich zarobków, dysproporcji między sektorem produkcyjnym a budżetówką, niewydolnością systemu ubezpieczeń społecznych, zapaścią służby zdrowia, aferami gospodarczymi, których do dziś nie rozliczono.
Dziś, gdy czytam ten artykuł dostrzegam w nim sporo mojej naiwności, którą usprawiedliwić mogę jedynie szczerością mojego zaangażowania i wolą nie ulegania euforycznej presji nowych czasów, nakazujących bezkrytycznie przyjmować za dobrą monetę wszystkie proponowane nam rozwiązania, która jak dziś się okazuje, wielu z nas nałożyła na oczy nie tyle różowe okulary ile końskie klapki.
Mój ówczesny atak na Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Leszka Balcerowicza naraził mnie na zarzut niektórych publicystów - osoby nieprzychylnej przemianom i "czepiającej" się postaci, dzięki której Polska wchodzi w nową erę dobrobytu i sukcesu.
No cóż... Przytoczę ten artykuł w całości - mając nadzieję, że zechcą państwo go ocenić i przy okazji zrozumieć, że zachowanie krytycyzmu wobec aktualnie dziejących się zdarzeń często podyktowane jest rzeczywistą troską o Ojczyznę kogoś, kto stara się nie ulegać instynktowi stadnemu i patrzy na świat z pozycji niepokornej indywidualistki.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Być europejczykiem
Nawet Stanisława Lema, największego fantastę zadziwiła polityka gospodarcza naszego rządu. Zdumiewa go, że z Polski każdego dnia wypływa dwadzieścia milionów marek zachodnioniemieckich, wywożonych przez naszych prywatnych handlarzy, a mimo to rząd rozważał możliwość obniżenia kursu dolara, co jego zdaniem( Stanisława Lema) powiększyłoby ten wyciek. ( "We mgle" - "Czas Krakowski" 8 - 10.VI.1990)
Tymczasem nie ma w tym nic dziwnego. Jest to świadome działanie rządu mające na celu bezpieczeństwo gospodarcze Europy Zachodniej, tak jak sobie tego życzy Międzynarodowy Fundusz Walutowy. W ten sposób morduje się naszą gospodarkę przy równoczesnym stwarzaniu pozorów, że rynek jest pełny.
Podobnie postąpiono w latach siedemdziesiątych i skutki tego odczuwamy do dziś. Polityka obecnego rządu jest bardziej perfidna. Polega na tym, że stwarza sytuację, w której społeczeństwo samo siebie zubaża.
Przez czterdzieści pięć lat dolar był najbardziej pewną formą lokaty kapitału w państwach tzw. demokracji ludowej. Ich obywatele zgromadzili przez lata spory kapitał. I nagle, państwa te wyzwolone spod hegemonii Związku Radzieckiego przekształcają swoją gospodarkę w normalną, czyli jak to się mówi: rynkową. W państwach tych są tanie surowce i siła robocza - dużo tańsza niż w Europie Zachodniej. Brakuje nowoczesnej technologii. Gdyby zgromadzony kapitał został przeznaczony na zakup maszyn, licencji, urządzeń i gdyby inwestycje te zaczęły funkcjonować, stalibyśmy się potężną konkurencją dla Europy Zachodniej. Może taką jak Korea PLD i inne "tygrysy azjatyckie" dla Japonii. Nasze wyroby pewnie nie byłyby lepsze od zachodnioeuropejskich, ale byłyby tańsze i mogłyby zaspokajać nasze własne potrzeby oraz potrzeby mniej wymagających rynków, a to byłoby dla Europy Zachodniej niedobre.
Tak więc MFW wymyślił sposób, by chronić swoich producentów:
Należy stworzyć przepisy prawne w krajach Europy Wschodniej, które zniechęcą ludzi do inwestowania w działalność produkcyjną i utrzymają płace na bardzo niskim poziomie, a wtedy potrzeba "dorobienia sobie" przybierze jedyną możliwą formę - zakupu na Zachodzie atrakcyjnych towarów podstawowej konsumpcji i sprzedaż ich w kraju. W ten sposób Zachód sprzeda nadwyżki towarowe i ich firmy będą miały dodatkowe zyski ( tylko z Polski 20 milionów marek dziennie!)
Najbardziej jaskrawy przykład to skandal alkoholowy, którego skutkiem były ogromne straty naszych rolnikó i przemysłu spirytusowego.
Równocześnie nadmiar kapitału zostanie stopniowo wyssany z krajów Europy Wschodniej.
Nie wiem jak te zamiary MFW powiodły się w innych krajach, ale u nas wspaniale! Minister Balcerowicz okazał się doskonałym monterem pompy wysysającej i doprowadził do największego w naszej historii wypływu pieniadza z Polski. Łatwo policzyć, że w ten tylko sposób, rocznie wypłynie z Polski blisko 4 miliardy dolarów.
Czy obiecywany, a wciąż niewidoczny napływ kapitału zachodniego zrównoważy te horrendalne straty?
I co się stanie, jeśli społęczeństwo wyda i przeje wszystkie zapasy dewizowe? Na co i w jakich proporcjach będzie wówczas wymienialna złotówka? Zwłaszcza, że Zjednoczona Europa mówi, że granice jej wyznaczać będą zachodnia i południowa granica Polski i granice Związku Radzieckiego.
Tak więc Szanowny Panie Stanisławie, przyszło nam żyć w czasach bardziej fantastycznych niż te z Pana książek, bo czegoś takiego ( proszę mi wybaczyć) nawet Pan by nie wymyślił.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------



Komentarze
Pokaż komentarze (23)