Tydzień i w polityce oznacza wypłatę ¼ diet parlamentarnych, ¼ pensji, których wysokość przekracza nawet dochody ROCZNE (!) wielu milionów Polaków.
Tydzień polityków w polityce to – KWARTAŁ mojego życia.
To TRZYNAŚCIE TYGODNI podczas których umrze wielu moich rodaków z biedy, niedożywienia, niemożności leczenia się.
To z ukradzionych pieniędzy, wyrwanych z nędznych groszy zwanych emeryturami, z tego niespłaconego długu państwa wobec Polaków tworzony jest luksus życia władzy.
Policzcie – to takie łatwe. 10 milionów emerytów – wystarczy nie dopłacić im tylko 100 złotych miesięcznie - i już radośnie można podzielić te 12 miliardów rocznie na kolejne luksusy, bawić się w filantropów i dobroczyńców, budować, dekorować i wyposażać w luksusy luksusowe rezydencje dla luksusowej polskiej władzy.
100 zł miesięcznie dla nędzarza jakim jest polski emeryt – to czasem szansa przeżycia – DOSŁOWNIE!!!
Tydzień polityków w polityce to czas luksusów. Luksusowych urlopów w luksusowych miejscach, luksusowych nabytków za luksusowe kredyty w luksusowych bankach pobrane, zabezpieczone luksusową funkcją: „poseł”, „senator”, „członek rządu – minister”, „urzędnik państwowy” – potwierdzone całkiem zwyczajną pieczątką luksusowych kancelarii, przez przeróżne panienki i paniczów czasem też z kategorii wskazującej na luksusową, a czasem nawet zdecydowanie przaśnej, ale opakowanej luksusowo. Luksusowe nabytki umieszczane w luksusowych mieszkaniach lub wyposażających luksusowe auta stojące w luksusowych garażach, którymi jeżdżą najczęściej luksusowe żony, bo polityków wożą mniej nieco luksusowe samochody służbowe ale za to dające im luksus dysponowania osobistym kierowcą.
Tydzień polityków już po urlopie albo przed nim zaczyna się zawsze modlitwą by już był piątek, tak koło 12-ej. By te 4 i pół dnia już mieć za sobą. By dotrwać. O jak dobrze, gdy pojawi się niespodziewany przypadek, gdy można wszystkie decyzje odwlekane tygodniami od weekendu do weekendu , przesuwane z uwagi na:.....przypadające rocznice, rozpoczynanie się i kończenie czegoś, wizytę Niezwykle Luksusowego Gościa, lub wyjazd rodzimego luksusowego polityka z rewizytą do Niezwykle Luksusowego Gościa – gdy to całe luksusowe życie w polityce można zamknąć nieodwołalnie na pół piątku, sobotę i niedzielę.
A my, dla których tydzień ma długich 7 dni, żyjących tak cicho, że nikt nas nie dostrzega a z ciszy jedynie wyciągają nas rocznice wydarzeń, których prawdziwy sens i cel razem z naszym uczestnictwem dawno został przekuty na luksus władzy?
Pokazują nas w blasku fleszy i zabranych nam sztandarów jak relikty, jak eksponaty. Mamy usprawiedliwiać prawo władzy do luksusu i zniknąć wraz z zakończeniem reklamującej władzę hecy, z wejściem rocznicy w okres jej nieważności przez rok do następnej daty, z której skorzysta włądza, każda włądza, obijętnie kto ją sprawuje - no kazdej włądzy rocznice służą. .
My możemy jeszcze najwyżej, spektakularnie umrzeć – by politykom sprawić okazję do zaprezentowania swojej luksusowej dobroci za te nasze , ale nie dla nas przeznaczone pieniądze.



Komentarze
Pokaż komentarze (23)