Dużo sensacji, jak na jeden dzień.
Wrażenie zmian istotnych, oczekiwanych, wręcz podstawowych.
Właśnie – wrażenie.
Tylko wrażenie.
Zadośćuczynienie milionom Afroamerykanom za lata dyskryminacji w postaci czarnoskórego prezydenta USA – zaczyna się i kończy przypominaniem słów Martina Lutera Kinga: „Miałem sen”...Ale nie zmienia niczego w rzeczywistości Ameryki ani w rzeczywistości Afroamerykanów.
44 prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki Barack Obama będzie kontynuatorem polityki amerykańskiej określanej amerykańską Konstytucją, na którą dziś złożył przysięgę obejmując urząd. Polityki określonej amerykańskim prawem i amerykańską racją stanu, którym podporządkowane są wszystkie amerykańskie organa i instytucje władzy państwowej.
Polityki, która od czasów M.L.Kinga doprowadziła Amerykę do roli jedynego mocarstwa światowego, jak mówią jedni albo żandarma świata, jak mówią inni. A wewnątrz własnego społeczeństwa zatarła różnice rasowe tak dalece, że wytworzyła kastowość intelektualną i finansową wewnątrz tradycyjnie pojmowanych grup społecznych, którym podstawowym kryterium był kolor skóry.
Barack Obama przedstawiciel najwyższej warstwy inteligencji amerykańskiej ma więcej wspólnego z klasą wyższą białych Amerykanów niż z chłopcami z ulicznych gangów Haarlemu czy środowiskami czarnoskórej społeczności, które kontynuują swój dziś już nieaktualny protest o równe prawa, zamknięci w gettach żyjących z pokolenia na pokolenia biorców zasiłków socjalnych.
Kolor skory Obamy – to czysty PR.
Wrażenie. Sensacja medialna , zwłaszcza w momencie gdy stał się oficjalnym kandydatem partii demokratycznej.
I tylko tyle.
Gdy opadnie kurz dzisiejszej inauguracji i posprzątane zostaną śmieci na ulicach Waszyngtonu – okaże się, że pociąg Ameryki nadal jedzie po tych samych torach w tym samym kierunku. Może tylko nieco inaczej pomalowany i w przedziałach zawieszono firanki w innym, bardziej przyjaznym dla oka kolorze.
Przyjęta przez premiera Donalda Tuska dymisja ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ćwiąkalskiego i wymiana personalna w resorcie sprawiedliwości – nie zmienią niczego w polityce rządu .
Honorowe oddanie się do dyspozycji premiera – jest potwierdzeniem wysokich standardów moralnych w ekipie Tuska. Przyjęcie tej dymisji jest wymuszone nie meritum sprawy, czyli odpowiedzialnością osobistą Ćwiąkalskiego za śmierć bandziora w płockim więzieniu, bo tu zapewne dopiero czekają nas sensacje w trakcie dochodzenia prokuratorskiego.( Wątek odwiedzin więźnia przez brata i ich rozmowy bez właściwego nadzoru służby więziennej oraz przewiezienie 5 dni przed owym samobójstwem więźnia akurat do Płocka – wydaje się być bardzo, ale to bardzo interesujący) Przyjęcie tej dymisji wymusił PR.
Obojętnie kto obejmie stanowisko po Ćwiąkalskim – polityka, charakter pracy, priorytety resortu nadal będą podporządkowane premierowi i będą realizować podjęte dotychczas działania..
Andrzej Zoll, Marek Safjan, Cezary Grabarczyk - każdy, kto zasiądzie przy ministerialnym biurku po Zbigniewie Ćwiąkalskim będzie kontynuatorem jego pracy.
Spotkają go także identyczne ataki ze strony przeciwników politycznych, zwłaszcza w sytuacji gdy ich wrzask ma przykryć własną nieudolność (czy tylko nieudolność?) w okresie dwóch lat rządów PiS i wcześniejszych rządów SLD.
Stwierdzenie, że odejście Zbigniewa Ćwiąkalskiego niczego w obecnej sytuacji politycznej nie zmienia, warto jednak podkreślić faktem dla obecnej opozycji całkowicie nieznanym – zachowań zgodnych ze standardami etycznymi, jakim winien podporządkować się polityk w poczuciu własnej odpowiedzialności, jeśli nie merytorycznej – to właśnie moralnej.
Ten brak moralności i poczucia odpowiedzialności za własne czyny, brak jakichkolwiek standardów profesjonalnych cechuje byłego ministra sprawiedliwości w rządzie Jarosława Kaczyńskiego – Zbigniewa Ziobro. Nie dość, że kombinował, odwlekał dosłownie do ostatniej chwili moment zrzeczenia się immunitetu i oddania się do dyspozycji Sejmu RP prezentując się Polakom nie jako minister rządu polskiego ale jako tandetny krętacz – to swoją obronę w sprawie, w której immunitetu został pozbawiony – prowadzi publicznie, za pomocą mediów. Na dodatek prezentuje albo kompletną nieznajomość prawa, co w jego przypadku bynajmniej nie dziwi – albo zwyczajnie naciąga prawdę, co także u ludzi w rządzie Jaroslawa Kaczyńskiego jest normą etyczną.
Ziobro nie rozróżnia zupełnie zachowań prawnych od działań znanych z filmów i literatury poświęconej mafii. Nie odróżnia lojalności służbowej od lojalności wobec bosa partyjnego.
Zgodnie z ustawą, prawo podejmowania decyzji o okazaniu akt dowolnej osobie przysługuje jedynie prokuratorowi prowadzącemu śledztwo a nie ministrowi sprawiedliwości i prokuratorowi generalnemu. Takiej decyzji nie podjął prokurator zajmujący się sprawą mafii paliwowej a właśnie sam Ziobro pakując wezwanego z aktami prokuratora do swojego samochodu i osobiście zawożąc go do prywatnej siedziby osoby postronnej, jaką był wówczas J.Kaczyński i uczynił to w tajemnicy i bez powiadomienia swojego ówczesnego zwierzchnika – premiera Kazimierza Marcinkiewicza.
I za to dziś pan Ziobro usłyszał w prokuraturze zarzuty złamania przez niego prawa.
W tej sprawie, jak widać, też nic się nie zmieni.
Uleganie pozorom życia, jakie serwuje nam wszechobecny PR skutkuje jedynie wyzwalaniem emocji, bo do emocji odwołują się działania PR i na nich grają.
Jeśli jednak spojrzeć na rzeczywistość polityczną demokratycznego świata i Polski – okazuje się, że u podstaw większości naszych zdarzeń leży prawo, jako wynik ludzkiej mądrości i zasad etycznych – niezmiennie od ponad dwóch tysięcy lat.
To bardzo krzepiące.



Komentarze
Pokaż komentarze (55)