Ileż frajdy dają mi teksty , w których przeżycia autorów przy ich pisaniu są wyraźniejsze i ważniejsze od przelanej na monitor treści, zazwyczaj dającej się zawrzeć w zwyczajnym oświadczeniu : „Nienawidzę ich, bo jestem nikim!”
„Inteligenci z awansu społecznego” z jakimi mamy do czynienia mniej więcej od trzech lat - fajnie się przyglądać, jak dobierają słowa, jak kłamstwa ubierają w szatki prawdopodobieństwa, dodając nimi sobie samym splendoru jako dopuszczeni do wiedzy, wtajemniczeni, naoczni świadkowie...godni zaufania, niemal autorytety. Jak sugerują swoje kontakty z wielkimi i znanymi, swoją szlachetną przeszłość, nierzadko opozycyjną, – do której wprost nawiązać nie śmieją z racji możliwości wpadki i kompromitacji. Jak się kreują na skromnych ludzi, którzy niejeden patriotyczny czyn mają na koncie, jako oczywistą oczywistość i śladem tych 13-letnich dziewczynek Jarosława Kaczyńskiego nie uznając tych swoich czynów za nadzwyczajne – nie widzą powodu by uznawać je również u tych, którzy już swoje miejsce w historii zajęli jako prawdziwi bohaterowie. Oni, oni używający nickow by nie chełpić się swoim nazwiskiem – oni przecież mogliby być znacznie wyżej, gdyby tylko świat poznał ich czyny. Ale skromność, jako cecha prawdziwego polskiego inteligenta-konserwatysty, jako katolicki gest pokory nie pozwala im się czynami tymi chwalić, ani nawet ujawniać ich światu. Więc tylko gdzieś w podtekstach przekazują sugestie, że oni to ho! ho!
Niemal widzę te twarze skupione, te wypieki na policzkach i tę ściekającą po brodzie ślinę – gdy dobierają starannie słowa by wywyższając siebie, swoje bycie nikim i dając fałszywe świadectwo bliźniemu swemu – czuć się równymi tym, o których piszą. Ba, oni czują się w tych chwilach od nich mocniejsi, władni miażdżyć legendy.
Te starannie przemyślane insynuacje, te sugestie co do niezbyt czystych intencji i życiorysów opisywanych ludzi, to rozpaczliwe czepianie się plotek i pomówień, jako źródeł, ta niby rzeczowa krytyka, te odniesienia bogoojczyźniane , to podawane mimochodem „autor tam był” – to wszystko co ma przykryć bulgoczącą, wyciekającą krwią na policzki nienawiść, wściekłość, ból klęski własnej i rozpacz z powodu klęski tych, którzy mieli dać poczucie tryumfu a szanse na ten tryumf zaprzepaścili. Ta tląca się i podtrzymywana troskliwie iskierka nadziei, że może jeszcze nie koniec, że może jakiś cud i się ponownie uda...a wtedy pokażą swoją siłę swojąprawdę, swoją historię – swoją , a nie tych znienawidzonych, wynoszonych do władzy, zaszczytów i splendorów, których przeszłość, umysł i moralność uzmysławiają im w rzadkich chwilach szczerości wobec samych siebie - ich nicość.
To przewrotna przyjemność kontaktu z obrzydliwością, brudem, taki współczesny wirtualny turpizm , to dotykanie paskudnego dna ludzkiej duszy, ta wyjątkowość przemieszania głupoty, kompleksów i nienawiści, to patrzenie na ludzką nędzę moralną - jest niczym wyprawa do panopticum osobliwości, jest prawie jak dotknięcie fascynującego świata zła. Tego, które znamy z kart historii, literatury i tego, które mojemu pokoleniu dane było poznać z autopsji przez niemal pół wieku jego panowania.
Patrzenie na zło ze świadomością jego niemocy – jest niewątpliwą satysfakcją. Satysfakcją, jakiej dostarcza każdy niemal dzień, gdy wypełza ono na powierzchnię próbując wygrzewać się w słońcu wolności, którą zawdzięcza tym, których nienawidzi.
Dziś w jednym z komentarzy Mireks wykrzyczał swoje poczucie obrzydzenia:
„ takich ludzi jak być może Ty należy omijać szerokim łukiem i robić wszystko by to co było dwa lata temu już nigdy nie powróciło. NIGDY.
Bez obaw Mireksie. Nie wróci. I wie, że nie wróci.
Dlatego tak jazgocze.



Komentarze
Pokaż komentarze (35)