194 obserwujących
1452 notki
3592k odsłony
  3162   0

Dziedzictwo

Zwrócił moją uwagę jeden z blogerów. Jeden z szarej masy tych pisowskich „pisać każdy może”, których teksty nic nie znaczą, nikt ich nie czyta, a jedyną, jaką taką popularność, zyskują jedynie ich teksty o mnie.

Zwrócił moją uwagę nie tyle swoją prostacką agresją, nie kłamstwami i insynuacjami na mój temat – ale rozbrajającą szczerością.

Od dawna twierdzę, że gdzie się w PiS nie poskrobie, tam PZPR wyłazi.

Oznacza to, że nie tylko byli PZPRowcy tworzą „nową elitę” PiS, nie tylko są w jego najwyższych władzach – ale oznacza i to, że zwolennicy PiS wywodzą się z PZPR i przesiąknięci są komunistyczną mentalnością. Albo sami byli jego członkami, albo pochodzą z PZPRowskich rodzin, w których mężowie, żony, rodzice, teściowie, dziadkowie, byli w PZPR. Zawsze dla korzyści, zawsze z niskich pobudek.

Nie inaczej jest i w opisywanym przypadku.

W jednym z komentarzy pod nieistniejącym, usuniętym już tekstem, „mój” bloger napisał, że jego dziadkowie byli w PZPR, ale nikomu nie zaszkodzili. Zapisali się, żeby dostać mieszkanie. Pisze też, że nie podziela poglądu, że ci, którzy się do PZPR nie zapisali – mają prawo do poczucia swojej wyższości moralnej.

Łatwo jest udowodnić, że owszem, ludzie, którzy się do PZPR nie zapisali, mają prawo do poczucia swojej wyższości moralnej, bo za swoją postawę, szczególnie w czasach stalinowskich, płacili często bardzo wysoką cenę poniewierki własnej, gorszej pracy, gorszych warunków życia, niemożności kształcenia się, szykan władzy wobec nich i ich rodzin, przymusowych zesłań do pracy w kopalniach czy poboru do wojska, a nawet prześladowań poważniejszych, jak więzienie, tortury w katowniach ubeckich i esbeckich.

Skupmy się jednak na fakcie zapisania się do PZPR, żeby dostać mieszkanie.

Mamy więc do czynienia z ewidentnym uzyskaniem korzyści w zamian za przystąpienie i wspieranie partii komunistycznej. Korzyści, która w czasach dramatycznego braku mieszkań w Polsce – oznaczała czyjąś stratę. Stratę kogoś, kto być może bardziej potrzebował dachu nad głową i czekał na swoją kolej przydziału, „orderu” na mieszkanie, jak się wtedy taki przydział nazywało.

Oczywiście w ślad za mieszkaniem szły następne korzyści typowe w tamtym czasie. Wyższa pensja, lepsze stanowisko w pracy. Bezpieczne i w miarę dostatnie życie, możliwość spokojnego wychowywania dzieci i ich kształcenia.

Cena za ów skromny w owych czasach dobrobyt mas PZPRowskich była niespecjalnie odczuwalna – ot, wyrażenie jakiejś opinii o kimś, kogo się znało, jakieś poparcie kogoś przeciwko komuś innemu, parę sprawozdań o tym, kto i co w pracy, parę informacji, co u sąsiadów, czy dostają listy z zagranicy, czy mają i gdzie rodzinę, kto ich odwiedza… itp.

Byli tez tacy, którzy najpierw za mieszkanie a potem za prawo prowadzenia prywatnego biznesu, za wyjazdy na „kontrakty zagraniczne”, za świetną pracę dla żony, za perspektywę studiów i karier synów, za darowane im wille lub domy, podejmowali się służby dla komuny.

Czy więc naprawdę nikogo nie krzywdzili?

Czy nie byli beneficjentami władzy komunistycznej, której zawdzięczali swoją lepszą przyszłość, lepsze możliwości ustawiania się w życiu swoich dzieci i wnuków? Uzyskiwali coś, czego inni, być może bardziej wartościowi od nich, byli brutalnie pozbawieni?

Powiecie, i ja to zdanie w jakimś sensie podzielam, że człowiek jest tylko człowiekiem i jego pierwszym obowiązkiem jest troska o własną rodzinę. I jeśli nadarza się okazja polepszenia swojej sytuacji, to trzeba ją chwytać nie oglądając się na innych. Nawet na krzywdzonych, poniżanych, poniewieranych przez tych, którym się zaprzedało samych siebie.

Zgoda. Można i tak.

Trzeba jednak mieć świadomość własnej nieczystości, dziedziczonej wraz z korzyściami.

I dzisiaj, gdy się popiera partię ludzi, którzy dawne komunistyczne „prawo i sprawiedliwość” zamienili na obecne „Prawo i Sprawiedliwość” – trzeba zauważać, że tak jak wtedy WIĘKSZOŚC Polaków nie zapisywała się do PZPR żeby dostać mieszkanie,  tak i dzisiaj nie idzie na lep obiecywanych trzech milionów mieszkań, wczasów w Tunezji i Egipcie, Budapesztu w Warszawie , Chin w Polsce i „przewodzenia Europie a nawet światu” pod sztandarami katolicyzmu, którego zasad, wstępując do PZPR, tamta mniejszość się wyrzekła.

Bo ta większość odziedziczyła po swoich dziadkach i rodzicach coś więcej niż otrzymane wtedy mieszkania i profity. Odziedziczyli ich cierpienia, ich biedę materialną, ich zdolność do poświęceń i ciężkiej pracy za marne grosze i wiarę, że tak trzeba.

Odziedziczyli miłość do Ojczyzny i honor Polaka.

 

Lubię to! Skomentuj226 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale