Nie potwierdzam nie zaprzeczam
Tyle wynika z dzisiejszej konferencji prasowej Prokuratury Wojskowej w kwestii ustaleń w śledztwie dotyczącym katastrofy smoleńskiej.
Na obecnym etapie śledztwa nie ma dowodów potwierdzających, że generał Błasik lub inne dające się ustalić z imienia i nazwiska osoby w kokpicie były. Ale nie ma też dowodów wykluczających obecność konkretnych osób.
Faktem wynikającym ze stenogramów i nagrań z kokpitu jest, że jakieś osoby w kokpicie były, ponieważ ich głosy zostały zarejestrowane.
Faktem jest, że pomiędzy kokpitem a salonką prezydencką drzwi były otwarte.
Z ostatniego faktu wynika, że nikt bez zgody prezydenta Lecha Kaczyńskiego albo kapitana samolotu nie mógł wejść do kokpitu.
A jeśli wszedł i prowadził dialog, jaki wynika ze stenogramów – to nadal pozostaje dokładnie takie samo, jak wcześniej pole do domysłów, w jakim celu wchodził i z czyjej inicjatywy?
Zatem mamy do czynienia z sytuacją, że wiemy, że nic nie wiemy.
I bardzo dobrze.
Możemy spokojnie zaczekać na wyniki śledztwa rosyjskiej prokuratury i wyniki śledztwa prokuratury polskiej. Bez względu na to, ile te śledztwa będą trwały – a jak dowodzą śledztwa w innych państwach dotyczące katastrof lotniczych, trwają one często wiele lat.
Z pospiesznie wyciąganych wniosków z dzisiejszej konferencji zarówno zwolenników obecności generała Błasika w kokpicie, jak i przeciwników tej tezy, na siłę starających się uznać słowa prokuratorów za potwierdzenie własnych teorii – żadna prawda nie wynika.
Na dodatek każda z tych hipotez nadal jest równie uprawniona – ale jedynie jako hipoteza, a nie jako fakt.


Komentarze
Pokaż komentarze (279)