Antoni Macierewicz od dawna jest postrzegany, jako postać łagodnie mówiąc, niepoważna. I nie tylko z przyczyn sprzeczności w jego życiorysie, wszak tylko krowa nie zmienia poglądów, nawet, jeśli zmiana jest z całkowicie lewicowych na całkowicie prawicowe, jak w omawianym przypadku – ale także, a nawet przede wszystkim, jako szef tego operetkowego zespołu wzajemnej adoracji parlamentarzystów PiS, zabawiających się w „gwiezdne wojny”.
Zabawa na podstawie autentycznej katastrofy samolotowej nosi wprawdzie znamiona nieco nekrofilne – ale przecież od czego fantazja uczestników. Rozwiązań, przebiegów wydarzeń, możliwych hipotez, każda bardziej fantastyczna od innej - co niemiara. I każda jakby coraz dalsza od rzeczywistych zdarzeń z 10 kwietnia 2010 roku.
Nic dziwnego, ze znudzeni nieróbstwem i brakiem wpływu na polską politykę panie posłanki i panowie posłowie z PiS, którym pełnione funkcje poselskie zapewniają dostatnie życie z zapałem oddają się snuciu fantasmagorii, angażując do tego różnych ludzi, którym się wydaje, że przy okazji albo zarobią jakieś pieniądze, jako „eksperci”, albo przynajmniej będą mieć pięć minut sławy.
Jedni mają zespół miłośników kaktusów – a Macierewicz ma zespół miłośników bajek o „Smoleńsku”. Prawdą jest też, że na tych bajkach całe stada hochsztaplerów nieźle się wzbogacają. Ale nie bądźmy małostkowi – skoro są frajerzy gotowi płacić a podatki są do skarbu państwa odprowadzane – ich sprawa.
Trwała sobie więc ta zabawa, trwała, aż tu nagle rypsnęlo się Macierewiczowi, gdzieś w Krośnie… W ferworze snucia fantasmagorii, z zamiarem, oczywiście, sporego zysku, zagalopował się nasz spec od zadań specjalnych PiS, zapominając, że istnieje coś takiego, jak mikrofon i pojechał po całości… wojnę Rosji wypowiadając..
Biedaczysko, nawet chyba nie wiedział wówczas, co mówi, urzeczony faktem, ze na prowincji głuchej, na podkarpackim zadupiu, mówiąc prawdę naród tępy i PiSlubiący – to i każde kretyństwo przełknie, jak prawdę objawioną.
Naród może by i przełknął – wszak do uwierzenia nie w takie bajki w swojej historii był nakłaniany i nie przez takich nawiedzonych aktywistów, ale to nieszczęsne nagranie…..
No i poooooszło…. W świat!
PiS wypowiada wojnę Rosji.
W tym szaleństwie jest metoda.
A przecież, jak na prawdziwego eks-trockistę i miłośnika Che Guevary przystało – nasz as intelektu od służb specjalnych a zarazem wiceszef PiS in spe, chciał po prostu zatrzeć głupotę swojego partyjnego szefa sprzed niewielu dni zaledwie. Głupotę, która przykleiła do Kaczyńskiego i PiS miano środowiska zdrady narodowej.
I słusznie, bo kto inny, niż zdrajca śle listy do Putina przeciwko rządowi własnego państwa, ponad głowami tego rządu dyskredytując władze Polski demokratycznie przez większość Polaków wybrane?
Tak więc, żeby zadziałać, jak służby działać winne, spec od dezinformacji i dyskredytacji oraz dialektyki wymyślił sobie, ze trzeba coś z tym koniecznie zrobić, bo jeszcze prawda o związkach PiS, o.Rydzyka z „ruskimi”- może na fali omawiania aktu zdrady narodowej przeniknąć do powszechnej wiedzy.
A przecież od o.Rydzyka sam Macierewicz jest zależny i tak pięknie zarysowujący się trójpodział wpływów, w którym Macierewicz odgrywa rolę pośrednika między Kaczyńskim a Rydzykiem, zapewniając temu ostatniemu wiedzę, co w pisowskiej trawie piszczy – szlag trafić może.
No to wziął i wymyślił, że nic tak nie odsunie podejrzeń o agenturalność, o pracę na rzecz i w imieniu, wrażenia niesmaku i poczucia zdrady na rzecz Rosji, jak wypowiedzenie tejże Rosji wojny w imieniu własnym, swojego kółka miłośników bajek smoleńskich, szefa partyjnego i szefa szefów z Torunia.
Ot i cała tajemnica.
A że nikt w świecie mediów nie potrafi jedną sekwencją zdarzeń zadać tak śmiercionośnego ciosu politycznego, jak Tomasz Lis – to i mamy sprawę drugą: okładkę „Newsweeka” z talibem-Macierewiczem i napisem: AMOK.
No i to kończy możliwości dalszej zabawy, przynajmniej w sensie traktowania jej, jeśli nie poważnie, to przynajmniej z wyrozumiałością, zarówno całego zespołu jak i jego szefa Macierewicza Antoniego.
Ta jedna okładka, jak kiedyś jedno pytanie o Angelę Merkel – zakończyło szanse wyborcze Jarosława Kaczyńskiego na prezydenta RP.- kończy rolę Macierewicza.
Dobrze, że jest Tomasz Lis.
Bo liczyć na to, ze rząd zabierze się za szaleńców znieważających Polaków, Polskę i polskie władze – liczyć nie bardzo można. Nie wiedzieć dlaczego, premier Tusk uważa, ze małpy z brzytwami mogą sobie po ulicach ganiać i jeśli kogoś nie skaleczą – nie należy im w tym przeszkadzać.
I tak, jak poprzednio, Tomasz Lis wystąpił jako głos niezadowolonych z takiego stanu rzeczy Polaków – tak i tym razem reprezentuje przynajmniej mój, osobisty pogląd – za co zresztą jestem mu wdzięczna.


Komentarze
Pokaż komentarze (92)