/ blogerowi o nicku TakiTamJeden, który się zirytował/
Rozmowa dwojga ludzi o Internecie nie jest niczym więcej jak rozmową dwojga ludzi.
Brak naocznie sprawdzalnej „cielesności” rozmówców nie zmienia faktu, że ta rozmowa się toczy. Komunikator, jakim jest w tym przypadku Internet jest elementem drugorzędnym. Pierwszorzędne znaczenie ma sam fakt rozmowy. Także wtedy, gdy przechodzimy na „ty” chociaż w realu z pewnością zachowalibyśmy formą na „pan” „pani”.
To o czym piszesz – pomijając Twoją złość, nerwy, chęć postawienia na swoim i zbytniej agresji wobec mnie, nie jest inne, niż gdybyś to samo MÓWIŁ w bezpośredniej rozmowie.
Rozważania o możliwości tworzenia bytów internetowych, o ich powstawaniu i znikaniu – dotyczą także zjawisk z życia realnego. Spotykasz kogoś, kto może ci się przedstawić w dowolny sposób i…skutecznie zniknąć z Twojego życia po tym incydentalnym spotkaniu. Może jednak pozostać. Także w Internecie. To tylko złudna przewaga fizycznej tożsamości.
A Internet ogranicza człowieka do jego słów. Awatary i zdjęcia możemy pominąć.
Również w przypadkach skrajnych namierzenie IP i w konsekwencji całkiem konkretnej, realnej osoby. Pominę też Twoją niezaspokojoną chęć znalezienia mnie prywatnie przy pomocy wyszukiwarki. Zapewniam, ze i to jest możliwe, a nawet całkiem łatwe – bo wbrew temu co piszesz, nie tylko blogi się pojawiają w Google’u.
Wydaje mi się, że rzecz w czym innym – i próbując mnie przekonać do swojej wersji istnienia bytu internetowego i jego odrębności, dotykasz czegoś, co niezupełnie jest przez Ciebie uświadomione a tym bardziej nie jest wyartykułowane.
Tym czymś są granice wolności.
Zarówno przy tworzeniu własnej obecności w Internecie – jak i odniesień do innych LUDZI, którzy tworzą swoje byty internetowe. Ale nie przestają przecież być z krwi i kości ludźmi. A w tym, co robią, szczególnie, jeśli robią to przez czas dłuższy jest ich umysł, sposób myślenia, poglądy, moralność - do odczytania, nawet przy próbach zakłamania, oszustwa, prezentowania się jako ktoś, kim nie są.
To zresztą otwiera nowy temat - pasjonujący – na ile człowiek jest ciałem – na ile tym, co da się zawrzeć w słowie.
Podajesz przykłady dowolnych interpretacji bytów internetowych. Oczywiście to jest możliwe. Ale także w życiu realnym jesteśmy odbierani różnie, a naszym działaniom i słowom przypisywane są przeróżne intencje i oceny. To kwestia inteligencji, woli, wiedzy, daru interpretacji. Nic innego i tu i tu.
Piszesz, że poniżam ludzi za ich odmienne poglądy? Nie. To nieprawda. Z wieloma ludźmi mogę prowadzi rozmowy – nie zgadzając się co do meritum.
Nie toleruję jedynie tych, którzy przychodzą do mnie z zamiarem nie rozmowy – ale próbują mnie uderzyć. Kiedyś dawno napisałam, że będę moim rozmówcom odpowiadać w ich języku i ich miarką odmierzać odpowiedzi na ich komentarze. I trzymam się tego. Nikt, kto przychodzi ze złymi zamiarami, kto próbuje wyrządzać mi szkodę , PRZEKRACZAJĄC DOPUSZCZALNE PRAWEM I PRZYZWOITOŚCIĄ GRANICE WOLNOŚCI – nie może liczyć na bezkarność. Umiem bronić siebie, swojej wolności i swoich poglądów.
Tak więc każdemu to, co mu się nalezy.,
Owszem, uważam, że z przestrzeni publicznej należy eliminować ludzi, którzy łamią prawo, przekraczają granice wolności czynią świadomie i celowo krzywdę innym.
Z dzieciństwa wyniosłam naukę mojej Babci dotyczącą savoir-vivre’u podwórkowego: „Nigdy pierwsza nie zaczynaj – ale nie pozwól siebie skrzywdzić”
I tego się trzymam w życiu realnym i w życiu internetowym,.
Wiem skąd się wziął Twój tekst.
Wiem, dlaczego zareagowałeś urazą ambicji i uniosłeś się INTERNETOWYM ( ale i całkiem realnym) honorem.
/tu uśmiech/
Ale przecież sam sprowokowałeś całą tę zabawę.
A że skutki jej okazały się niezamierzone przez Ciebie – no cóż, w życiu raz się udaje, raz nie. W ŻYCIU, mój drogi. Bez względu na to czy jest ono realne czy „tylko” wirtualne.
Pozdrawiam
.


Komentarze
Pokaż komentarze (49)