Czytam dzisiaj ubolewania pisowskie nad podeptaną godnością ludu pisowskiego i gromkie domagania się jej odzyskania.
Śmieszne, bo nie da się odzyskiwać czegoś, czego się nie miało.
Śmieszne podwójnie, bo nawet, jeśli była szansa, by godność mieć, to własnymi rękami pod przywództwem ludzi o złej reputacji zrobiono wszystko, co możliwe, by brak godności stał się trwałą etykietą PiS.
Śmieszne potrójnie – bo uciekający z PiS, lub dający się z niego wyrzucić, dawni działacze i najwyżsi funkcjonariusze tej partii – dzisiaj opisując swoją bytność w PiS, podkreślają głownie ów brak zachowań godnych, niszczenie godności, niehonorowe rozgrywki wewnątrzpartyjne, intrygi, bezideowość, koniunkturalne zagrania pod tępą publiczkę.
Zresztą to wszystko jest powszechnie znane.
Nikt nie ma złudzeń, ze rzucanie się hurmem na „zapodane” przez środowisko tematy, najczęściej dość podłej proweniencji, których celem jest utrzymywanie nierozumnej ekscytacji i stałej gotowości bojowej, te sensacyjki, z których dosłownie nic nie wynika, poza szumem medialnym, zmieniającym się wraz ze zmianą tematu – splendoru i honoru ani PiS, ani tym bardziej jego szefowi Kaczyńskiemu, nie przynoszą. Kompromitacja goni kompromitację.
A wrzask w pisowskich mediach, czy na pisowskich blogach, ta cała gnijąca pop-kultura pisowska z odrażającymi tekstami i jeszcze bardziej odrażającą grafiką, gdzie najohydniejsza wulgarność sąsiaduje z patosem słów o Bogu i Ojczyźnie, a buchająca nienawiść i kłamstwo przeplatane są komiczną wzniosłością w opisach własnej szlachetności - przybrały już charakter elementu na tyle stałego, że przestał nawet oburzać Polaków. Nawet nie śmieszy. Wywołuje jedynie pogardliwe wzruszenie ramion.
W mediach postaci z PiS stały się stałym elementem gry – takim kontrapunktem wobec zachowań godnych i zwyczajnych w polskim obyczaju. Mają charakter prezentacji „człowieka –dziwoląga”, który zresztą, bez względu na płeć, spełnia z góry założone oczekiwania, prezentując zachowanie z godnością niemające nic wspólnego.
Identycznie zresztą zachowują się „niezależni” od nikogo poza Kaczyńskim „dziennikarze” i „elity” pisowskie.
Świat pisowski sam, z własnej, nieprzymuszonej woli, bez udziału jakichkolwiek czynników zewnętrznych, schodzi na margines, staje się swoistą patologią społeczną, środowiskiem, które wymaga terapii społecznej.
A na marginesie społecznym godność jest towarem najbardziej deficytowym.


Komentarze
Pokaż komentarze (48)