7 obserwujących
256 notek
121k odsłon
  132   1

Nie chcieli umierać za Gdańsk, musieli za Paryż. A co z Kijowem?

Agresja Rosji na Ukrainę i wojna ułatwiają przewartościowanie niektórych sądów i opinii. Realność zagrożenia i postawa Ukraińców pozwalają na mniej teoretyczne odniesienie się do niektórych gorąco dyskutowanych zagadnień historycznych.

Otwarte staje przed nami pytanie o zdradę Zachodu w roku 1939 i jej następstwa. Oczywiście, można wskazać na wiele różnic (brak zobowiązań sojuszniczych, czynnik odstraszania nuklearnego) występujących pomiędzy rokiem 1939 i 2022. Czy jednak nie znajdujemy się dzisiaj w podobnej sytuacji? Czy są chętni, i nie myślę o ochotnikach gotowych wesprzeć Armię Ukraińską, by zaryzykować wojnę z Rosją w obronie Kijowa? A może dominuje przekonanie o nieprzygotowaniu Zachodu do walki i potrzebie zyskania czasu? Nieprzygotowaniu zarówno materiałowym jak i mentalnym. Zachodnia dziennikarka zaskoczona jest faktem, że Ukraińcy mieszkający poza granicami swojego kraju wracają by go bronić. Każdy kto widział film „Aida” i zainteresował się postawą holenderskich żołnierzy w Srebrenicy zrozumie to zdziwienie. Jednym z filarów niechęci do umierania za innych jest przekonanie, że my nigdy nie znajdziemy się w takiej sytuacji. Przekonanie, czego dowodzi historia i po trosze teraźniejszość, głęboko fałszywe. Ale nadzieja … .

Rokrocznie odżywa też w Polsce spór o ocenę Powstania Warszawskiego. Jak w kontekście tych debat i towarzyszących im argumentów postrzegać dotychczasowy opór stawiany przez Ukraińców? Niemcy dawali im kilka godzin. Wojna trwa siódmy dzień. Agresor zdaje się zmieniać taktykę i zaskoczony skalą oporu i towarzyszącą jej utratą wiary w oczekiwane zapewne szybkie zwycięstwo, przystępuje do barbarzyńskich bombardowań, których konsekwencje nietrudno przewidzieć – śmierć dużej liczby cywilów oraz olbrzymie zniszczenia. Czy w obliczu takiego zagrożenia, wyniszczających działań agresora Ukraina powinna się poddać? Wszak uchroni to wielu ludzi od śmierci, ran, może kalectwa i zmniejszy skalę strat materialnych. A co na drugiej szali? Ciągła nadzieja na ostateczne zwycięstwo. Przekonanie, że nawet w razie przegranej, pamięć o heroicznym oporze oraz barbarzyństwie najeźdźcy odegra rolę w przyszłej konfrontacji z okupantem?

A co po wojnie? Czy po skutecznej i zakończonej zwycięstwem obronie Ukraińców, ginących dzisiaj, zdaniem Przewodniczącej Komisji Europejskiej za „europejskie wartości”, ta sama Unia przyjmie ich do swego grona by narzucać im wartości unijne symbolizowane przez prawo człowieka do aborcji i sześciokolorową niby-tęczę?

A jeśli agresor, przy zachowawczej postawie widzów – wszak trudno wygrać wojnę bez zaangażowania się militarnego w konflikt (vide rok 1939) – podbije część lub całą Ukrainę? Co wtedy? Czy jak po roku 1945 nastąpi „zimna wojna”, a po latach stopniowa „normalizacja”? Bo tak toczy się koło Fortuny?

A może jednak, jak prorokują niektórzy, Ukraina "odnowi oblicze Ziemi"?

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale