Wczoraj „niezawisły sąd” w dwóch instancjach, reprezentowany przez funkcjonariuszy walki o wolne sądy z Iustiti, zaordynował, że Katarzyna Augustynek vel Babcia Kasia nie jest żadną zadymiarą i przestępcą a ofiarą Roberta Bąkiewicza (sic!) Ofiara Augustynek polega na tym, że przypadkiem znalazła się w środku zawieruchy tzw. Strajku Kobiet oblegającego Kościół pw. Świętego Krzyża na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie, gdzie tak naprawdę zgromadzona hołota przyszła się do kościoła pomodlić, a nie go demolować tak jak myślał Bąkiewicz. Tak też Katarzyna Augustynek przechodziła obok z tragarzami i zupełnie przypadkiem stała się ofiarą niezrozumienia jej religijnego zaangażowania brutalnie przerwanego przez atak Robert Bąkiewicza, który nie potrafi odróżnić człowieka silnej wiary od zadymiarza, który chce atakować kościół. A tak w ogóle sąd zauważył, że nie było żadnych ataków na kościoły, a ludzie, którzy się pod nimi gromadzili w celu ich ochrony ulegli masowym urojeniom. Wszelkie zakłócanie Mszy św., niszczenie świątyń, ataki na kapłanów, akty profanacji, groźby odebrania życia, pobicia z użyciem niebezpiecznych narzędzi, to tylko wyraz wolności wyrażania przekonań, a nie otwarty atak, bo ten mógłby być przeprowadzony tylko przez prawicową, nietolerancyjną i pełną nienawiści tłuszczę, która jeśli nawet nie wykazuje zewnętrznych oznak nienawiści, to wewnętrznie jest nią przepełniona, co jest dobitną oznaką ich agresywnych zbrodniczych zamiarów.
Tak więc Bąkiewicz jako przedstawiciel zacofanego nietolerancyjnego środowiska, pomimo prawa nadanego mu przez właściciela gruntu (proboszcza parafii), na którym się znajdował, do usuwania tam osób niepożądanych, to jednak tego prawa w tym przypadku nie mógł mieć, bo jest katolem i kropka. A katolom to nawet prawo do oddychania tym samym powietrzem co nam normalnym ludziom powinno być odebrane. „Wolny Sąd” podkreślił również, że klechy to w ogóle powinny się słuchać sądu, bo sąd wie, co boskie, a co boskie nie jest i to sąd wie, kto do kościoła może wchodzić, a kto wchodzić nie może.
Natomiast na ciche pytanie kogoś z sali sądowej, dlaczego Bąkiewicz jest karany, skoro zgodnie z zapisami wideo nawet nie dotknął Katarzyny Augustynek, a co dopiero mówić o szarpaniu, popychaniu i zrzuceniu ze schodów? Sąd kategorycznym i nieuznającym sprzeciwu głosem odpowiedział – Bo my #WolnySąd wiemy lepiej jak było, a jeśli dowody świadczą inaczej tym gorzej dla dowodów!
Tak więc konkludując, sąd przemawia do „postępowej” części społeczeństwa – katolików i patriotów możecie napier… ile wlezie, a my już przypilnujemy, żeby wam włos z głowy nie spadł. Bo takich jak Bąkiewicz to trzeba żywym ogniem wypalać i nawet jak będzie miał rację, to tej racji mieć nie będzie. Nie bójta się wcale, prawo to jest dla frajerów, a dla nas progresistów jest „wolność”.
A tak trochę już mniej publicystycznie:
Ten wyrok nie jest aktem sprawiedliwości, a jego zaprzeczeniem. Kasta sędziowska nazywana sądem z przestępcy robi ofiarę, a z ofiary robi przestępcę. Klika w togach nie tylko łamie prawo, ale zaprzecza nawet zdrowemu rozsądkowi. Wykorzystuje swoją pozycję do linczu na tych, którzy bronią wartości. Ta spod ciemnej gwiazdy koteria, łamiąc praworządność, ostatecznie odbiera sobie prawo do uczciwych i obiektywnych rozstrzygnięć.
Z bólem muszę przyznać, że pomimo swojego legalistycznego zacięcia nie podporządkuje się „werdyktowi”, który jest zaprzeczeniem ogólnie obowiązujących zasad moralnych i poczucia sprawiedliwości. Moje prawa do uczciwego postępowania sądowego w trakcie jego trwania były wielokrotnie łamane. Przykładem może być sytuacja, gdzie w apelacji wystąpiłem o wyłączenie ze sprawy sędzi, która jest członkiem Iustiti. Argumentowałem, że nie może ona jako aktywistka polityczna będąca w ostrym sporze z wyznawanymi przeze mnie wartościami być osobą obiektywną. Na ten czas sąd sprawę o „wyłączenie” przydzielił do rozstrzygnięcia innemu sędziemu… również z Iustiti…, który w oczywisty sposób rozstrzygnął sprawę w sposób dla mnie niekorzystny. Kasta zachowywała się jak zbój, który mówił do mnie „nie oddamy panu płaszcza i co pan nam zrobi?”
Tak, traktuję ten werdykt jako zemstę polityczną jako tresurę posłuszeństwa wobec antypolskiej i antykatolickiej „elyty”. Dlatego wam wszyscy złoczyńcy, mówię — nie zastraszycie mnie, a co najwyżej możecie mnie pocałować… już sami wiecie gdzie! Nikomu nie będę odrabiał robót społecznych ani płacił nawiązki, a jak przyjdzie znów czas, to z tą samą chęcią i zaangażowaniem będę bronił Kościoła, wiary i Ojczyzny. A was jako „wymiar sprawiedliwości” trzeba zaorać i stworzyć od nowa.
https://twitter.com/RBakiewicz/status/1720749468499259590
-



Komentarze
Pokaż komentarze (29)